fot. Jacek Turczyk

Testowanie Episkopatu. Red. S. Karczewski dla „Naszego Dziennika”: Kościół jest nie sprawcą, lecz ofiarą tych, którzy jako duchowni dopuścili się haniebnych przestępstw

W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Sebastian Karczewski, redaktor naczelny „Non Possumus. Imperatyw”, komentuje kontrowersyjny list „przedstawicieli osób skrzywdzonych w Kościele”, kierowany do biskupów przed zebraniem plenarnym Konferencji Episkopatu Polski. „Nie dziwią mnie zarówno ich postulaty, jak i sposób ich przedstawiania. W podobnej narracji wypowiadał się założyciel Fundacji >>Nie lękajcie się<< (…), który w 2019 roku w otoczeniu czołowych przedstawicielek antykatolickiej propagandy przedstawiał postulat powołania >>Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia<< – mówił red. Sebastian Karczewski.

Sławomir Jagodziński: Tuż przed zebraniem plenarnym Konferencji Episkopatu Polski, które odbywa się w Katowicach, upubliczniony został list podpisany przez osoby określane jako „przedstawiciele osób skrzywdzonych w Kościele”. Znalazły się w nim „postulaty” kierowane do księży biskupów. Jak Pan odbiera taką próbę narzucania tematyki obrad biskupom, dyktowanie im, co Episkopat ma robić i jak?

Sebastian Karczewski: Jeśli mowa o „przedstawicielach osób skrzywdzonych w Kościele”, nie jest to pierwszy tego rodzaju przypadek. Przypomnę, że do wiosny 2019 roku taką osobą był niejaki Marek Lisiński, założyciel Fundacji „Nie lękajcie się”. To ten, którego Papież Franciszek nawet całował po rękach jako „ofiarę księdza pedofila” z Polski, choć już wcześniej były dowody, że człowiek ten jest oszustem.

Gdy Sąd Apelacyjny w Łodzi potwierdził prawomocnym wyrokiem to oszustwo, jego „promotorzy” nabrali wody w usta, a pokrzywdzony przez niego kapłan do dzisiaj nie doczekał się nie tylko jakiegokolwiek zadośćuczynienia, ale nawet nie został przywrócony do funkcji duszpasterskich w swojej diecezji.

Mam nadzieję, że w przypadku obecnie promowanych „przedstawicieli osób skrzywdzonych w Kościele” księża biskupi będą bardziej roztropni. Zwłaszcza że niektóre istotne fakty, mające – moim zdaniem – znaczny wpływ na ich obecną „gorliwość”, mogą bez trudu sprawdzić.

Odpowiadając na pytanie, nie dziwią mnie zarówno ich postulaty, jak i sposób ich przedstawiania. W podobnej narracji wypowiadał się wspomniany już założyciel Fundacji „Nie lękajcie się”. Aby się o tym przekonać, wystarczy obejrzeć jego występy w telewizji TVN czy podczas konferencji zorganizowanej w Sejmie RP 20 maja 2019 roku, gdy w otoczeniu czołowych przedstawicielek antykatolickiej propagandy przedstawiał postulat powołania „Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia”.

Spójrzmy na treść niektórych postulatów. Pierwszy punkt listu to atak na przewodniczącego KEP i żądanie jego zawieszenia.

Nie od dziś wiadomo, że wybór przewodniczącego KEP nie był zgodny z oczekiwaniami aktywistów „jedynie słusznej linii”, tzw. katolików otwartych spod szyldu „Więzi”. Czy to nie ta redakcja zaraz po wyborze ks. abp. Tadeusza Wojdy puściła w obieg informację o „możliwych zaniedbaniach przewodniczącego Episkopatu w sprawie wykorzystywania seksualnego”?

Proszę zwrócić uwagę, jakie redakcje zatroszczyły się o rozpowszechnienie wspomnianego listu. Tu nic nie jest dziełem przypadku. W tym kontekście warto postawić pytanie: Jak to się stało, że również Fundację św. Józefa powierzono temu środowisku? Jak faktycznie przebiegało głosowanie nad powołaniem władz tego gremium?

Nie ulega wątpliwości, że wspomniany list jest elementem presji związanej z utworzeniem „niezależnej komisji badającej przypadki wykorzystania seksualnego w Kościele od 1945 r.”. Dlaczego niektórym środowiskom tak bardzo zależy, aby takie gremium powstało i miało charakter niemal śledczy?

Jak już mówiłem, pod szyldem tego rodzaju komisji ktoś próbuje narzucić księżom biskupom i Kościołowi w Polsce powołanie jakiegoś organu prokuratorsko-sądowego, który będzie mógł wydawać własne „wyroki” w tego rodzaju sprawach, z pominięciem uprawnionych do tego organów. Jeśli taka „komisja” ogłosi tylko jakąś opinię na dany temat, nie będzie to równoznaczne z osądem? Nie zapominajmy o tym, jak niedawno media linczowały kolejnych księży biskupów na podstawie „watykańskich decyzji”, których nikt nawet nie widział.

Chodzi również o fałszowanie faktów na temat Kościoła. Dokładnie tak to „zadziałało” w innych krajach, w których powołano tego rodzaju „niezależne” komisje: w Austrii, Irlandii, Holandii, Belgii, we Francji czy w Stanach Zjednoczonych. Żadna z powołanych tam „niezależnych” komisji nie przedstawiła raportu, który nie budziłby zastrzeżeń specjalistów, nie mówiąc już o celowym fałszowaniu danych. Po wielokroć pisałem o tym na łamach czasopisma „Non Possumus. Imperatyw”. Chodziło nie o rzeczywiste przedstawienie problemu, tylko o zrobienie z księży dewiantów, a z Kościoła katolickiego – instytucji zagrażającej nie tylko młodym ludziom, ale też całemu społeczeństwu. Z podobnymi próbami mamy obecnie do czynienia również w Polsce.

Co Pan myśli o postulatach, np. wprowadzenia „listy dobrych i złych praktyk dotyczących tych aspektów kontaktu ze skrzywdzonymi, których nie obejmuje prawo kanoniczne”, albo powołania „Rzecznika Praw Osób Skrzywdzonych w Kościele”.

W Kościele katolickim obowiązuje Kodeks prawa kanonicznego. I przy tym pozostańmy.

Jakie skutki praktyczne mogłoby mieć np. „uzupełnienie wytycznych KEP o obowiązek docierania przez biskupów do osób pokrzywdzonych, o których dowiadują się oni z mediów”. Może należy pominąć milczeniem powoływanie się w tym kontekście autorów listu na film „Franciszkańska 3”, atakujący św. Jana Pawła II?

Przede wszystkim skończmy z tymi nieustannymi lamentacjami na temat „pokrzywdzonych”, „zranionych” czy „ofiar”. Jeżeli ktoś uważa, że padł ofiarą przestępstwa ze strony jakiegoś księdza, to niech zgłosi to na policję. Powtórzę raz jeszcze: od ścigania przestępstw są odpowiednio przygotowane organy cywilne, takie jak policja i prokuratura, a od orzekania wyroków w sprawie przestępstw mamy sądy.

Jeżeli jakiś duchowny dopuścił się tego rodzaju przestępstwa, to sprawcą jest on sam i nikt inny. Dlaczego dajemy sobie wmawiać, że odpowiedzialność ponosi cały Kościół? Czy za przestępstwa popełniane przez nauczycieli odpowiada ministerstwo oświaty? Ktoś wymyślił, aby sprawy kryminalne zgłaszano do biskupów i aby zajmowały się nimi instytucje kościelne. Niestety, poszczególne konferencje Episkopatów dały się wciągnąć w tę pułapkę, umożliwiając tym samym niszczenie Kościoła również „od środka”. Czy to przypadek, że wewnątrz Kościoła w ową „ochronę nieletnich” najgorliwiej zaangażowały się środowiska tzw. katolików otwartych, postulujących „demokratyzację” Kościoła, zniesienie kapłańskiego celibatu, dopuszczenie kobiet do święceń czy zmianę nauczania na temat homoseksualizmu i moralności seksualnej?

W tekście listu mówi się cały czas o „zranionych w Kościele”, tymczasem jeśli ktoś został zraniony, był to też sam Kościół – przez osoby, które zdradziły Kościół i w sposób drastyczny złamały jego nauczanie moralne. Czy tego spojrzenia tu nie brakuje?

Powtórzę to, co napisałem w książce „Pedofilią w Kościół. Oblicza kłamstwa”, która ukazała się w 2019 roku: Kościół jest nie sprawcą, lecz ofiarą tych, którzy jako duchowni dopuścili się haniebnych przestępstw. To nie tylko ich ofiary, ale też cały Kościół został przez nich skrzywdzony. W ten sposób powinien być w tych sprawach traktowany.

Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński/„Nasz Dziennik”

drukuj