fot. pixabay

[NASZ DZIENNIK] Berlin uderza w polskich rolników

Niemcy sprzeciwiają się rejestracji „Polskiej gęsi owsianej” jako unijnego oznaczenia jakości. Środowisko rolnicze domaga się od rządu Donalda Tuska stanowczej reakcji – informuje „Nasz Dziennik”.

Sukcesy polskiego drobiarstwa zaczynają uwierać naszych zachodnich sąsiadów. Niemcy sprzeciwili się rejestracji nazwy „Polska gęś owsiana” jako Chronionego Oznaczenia Geograficznego w unijnym systemie jakości produktów rolnych.

– Oficjalny argument Berlina jest taki, że karmienie gęsi owsem nie jest jedynie polską specjalnością. Tyle że za tym sporem stoją bardzo konkretne interesy gospodarcze – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Edward Kosmal, wiceprzewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”.

Berlin zablokował wpisanie polskiego produktu na listę chronioną w ostatnim możliwym momencie. To wprost uderza w interesy naszego rolnictwa. Jak dowiedział się „Nasz Dziennik”, główne organizacje rolnicze w kraju wspierają drobiarzy i domagają się od rządu działań na rzecz ochrony naszych interesów.

– Sprawa jest przykładem buty i arogancji Niemców. Polski drób ma swoją markę, generuje olbrzymie wpływy do budżetu. Berlin chce powstrzymać nasz rozwój i sprawa gęsiny jest tego najlepszym przykładem – mówi Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

W 2025 roku Polska wyprodukowała około 18 tys. ton mięsa gęsiego, a eksport wyniósł blisko 12,5 tys. ton. Polska gęsina trafia do ponad 30 krajów.

– To już nie jest niszowa produkcja, ale dobrze rozwinięta gałąź rolnictwa, której znaczenie systematycznie rośnie. Uzyskanie unijnej ochrony nazwy oznaczałoby dla producentów dodatkowy prestiż i wejście do wyższej ligi produktów premium – zwraca uwagę Monika Przeworska, dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.

Co równie ważne, dawałoby to znacznie silniejszą ochronę przed próbami podszywania się pod polski produkt. Dlatego nie ma wątpliwości, że gra toczy się również o pieniądze i pozycję na rynku.

Niemcy są największym odbiorcą polskiej gęsiny. Na tamtejszy rynek trafia około dwóch trzecich naszego eksportu.

– Nasza gęsina jest tam lepiej znana niż w Polsce. Oni chcą przejąć to, na czym zarabiamy. Dlatego jako zjednoczone środowisko rolnicze domagamy się od rządu, aby na forum UE ruszył w tej sprawie na wojnę z Niemcami. To dotyczy zarówno zasad, jak i pieniędzy – podkreśla Wiktor Szmulewicz.

Kryzys w drobiarstwie odbije się na całym rolnictwie.

Argumentacja strony niemieckiej budzi poważne wątpliwości.

– „Polska gęś owsiana” nie jest przecież produktem wymyślonym wczoraj. Za tą nazwą stoi wieloletnia tradycja, konkretna rasa gęsi, określony sposób chowu i doświadczenie polskich hodowców – przypomina Monika Przeworska.

Produkt powstaje z gęsi rasy białej kołudzkiej, wyhodowanej przez polskich naukowców. Istotnym elementem tradycyjnego systemu chowu jest końcowy etap tuczu. Przez co najmniej trzy tygodnie przed ubojem ptaki karmione są wyłącznie owsem. Wcześniej korzystają z wypasu i zielonki.

– To właśnie sposób prowadzenia hodowli i końcowego żywienia ma wpływ na charakterystyczne cechy mięsa: jego smak, kruchość, soczystość oraz profil tłuszczowy, w tym zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych – wskazuje Monika Przeworska.

Jak dodaje, polscy studenci zootechniki oraz weterynarii od lat uczą się specyficznej hodowli gęsi rasy białej kołudzkiej jako polskiej specjalności.

– Nie chodzi więc o prostą zasadę: gęś je owies, więc można ją nazwać polską. Sprawa jest znacznie bardziej złożona – stwierdza Monika Przeworska.

W przypadku Chronionego Oznaczenia Geograficznego znaczenie ma również reputacja produktu oraz jego związek z określonym regionem i tradycją.

– A w przypadku polskiej gęsi trudno mówić o braku takiego związku. To produkt mocno zakorzeniony w naszym rolnictwie i historii hodowli – potwierdza dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.

Tym bardziej dziwi moment, w którym Niemcy zdecydowały się złożyć sprzeciw. Komisja Europejska miała ogłosić rejestrację między innymi podczas wizyty komisarza ds. rolnictwa Christophe’a Hansena w Polsce 19 czerwca br. Dzień wcześniej, praktycznie w ostatnim możliwym terminie, Niemcy zgłosiły formalne zastrzeżenia. 2 lipca Komisja Europejska przekazała polskim władzom dokumenty dotyczące niemieckiego sprzeciwu.

– Ilekroć w Polsce coś zaczyna dobrze funkcjonować, przynosić dochody i staje się naszym atutem, tylekroć po pewnym czasie okazuje się, że nasi sąsiedzi zaczynają rościć sobie prawa i zasługi w tym obszarze. Tak jest również w przypadku młodej polskiej gęsi owsianej – zaznacza Monika Przeworska.

W ten sposób rozpoczął się kolejny etap procedury.

Teraz Polska i Niemcy mają trzy miesiące na znalezienie rozwiązania. Ten okres może zostać przedłużony o kolejne trzy miesiące. Jeżeli nie uda się osiągnąć porozumienia, ostateczne słowo będzie należało do Komisji Europejskiej, która rozpatrzy argumenty obu stron.

– I właśnie dlatego polski rząd nie może tej sprawy potraktować jako kolejnego unijnego sporu, który można przeczekać. Tutaj trzeba działać – nie ma wątpliwości Edward Kosmal.

Jak dowiedział się „Nasz Dziennik”, liczące się organizacje rolnicze popierają starania branży drobiarskiej o dokończenie procesu rejestracji „Polskiej gęsi owsianej”.

– To jeden z tych przypadków, w których interes producentów, hodowców i rolników jest wyjątkowo mocno spleciony. Rolnictwo jest systemem naczyń połączonych. Jeżeli zaczyna się problem ze sprzedażą gęsiny, konsekwencje odczuwa nie tylko hodowca – akcentuje Wiktor Szmulewicz.

Wcześniej czy później odbija się to również na rolnikach dostarczających zboże paszowe. Dlatego ta sprawa tak mocno zjednoczyła środowisko.

– Jesteśmy dużym państwem Unii Europejskiej i mamy pełne prawo, a nawet obowiązek, chronić produkty, które są częścią naszego dziedzictwa gospodarczego i kulinarnego. Chodzi o to, aby nazwa związana z konkretną tradycją i renomą nie mogła być dowolnie wykorzystywana przez innych producentów – podnosi Wiktor Szmulewicz.

Jeżeli polscy hodowcy przez lata budowali markę tego produktu, państwo powinno stanąć po ich stronie.

Twardo bronić swoich interesów

Dlatego środowisko rolnicze będzie oczekiwać od ministra rolnictwa i rozwoju wsi zdecydowanych działań na forum Unii Europejskiej.

– Nie wystarczy wysłanie kilku pism i czekanie na decyzję Brukseli. Potrzebne są rozmowy, przekonywanie innych państw członkowskich i twarde przedstawienie polskich argumentów – precyzuje Edward Kosmal.

Niemiecki sprzeciw nie może zostać potraktowany jako coś, z czym po prostu trzeba się pogodzić.

– Obszarów, w których z Niemcami powinniśmy się spierać, negocjować czy twardo dochodzić swoich interesów, jest naprawdę wiele. Nie chodzi o to, żeby ze wszystkimi prowadzić wojnę. Chodzi o to, żeby nie odpuszczać spraw, które na pierwszy rzut oka wydają się małe. Bo takie „małe” rzeczy bardzo często decydują o czymś znacznie większym: o naszej gospodarce, pozycji na rynku, a czasem także o naszej tożsamości – argumentuje Monika Przeworska.

Warto pamiętać, że Polska ma obecnie 38 zarejestrowanych oznaczeń geograficznych objętych unijną ochroną własności intelektualnej oraz 11 produktów zarejestrowanych jako gwarantowane tradycyjne specjalności. W latach 2015-2023 ochroną objęto zaledwie osiem polskich nazw. Od 2024 roku Polska przekazała Komisji Europejskiej siedem kolejnych wniosków o rejestrację, a trzy następne znajdują się jeszcze na etapie procedury krajowej. To pokazuje, że wciąż mamy sporo do nadrobienia.

Mocna pozycja eksportowa

„Polska gęś owsiana” powinna być kolejnym przykładem produktu, który otrzyma należną mu ochronę. Tym bardziej że polska gęsina ma bardzo mocną pozycję eksportową.

– W 2024 roku pogłowie gęsi wynosiło około 1,2 mln sztuk, a prawie 70 proc. produkcji trafiało na eksport. Wartość eksportu w tym okresie wynosiła około 61 mln euro. Niemcy kupiły około 9,5 tys. ton, czyli mniej więcej 66 proc. całego eksportowanego wolumenu, wydając na ten cel blisko 46 mln euro – przypomina Edward Kosmal.

To nie są liczby dotyczące marginalnej działalności kilku gospodarstw. To poważny segment polskiego rolnictwa.

Dlatego trudno przejść nad tą sprawą do porządku dziennego.

– Jeżeli mamy własne produkty, które zdobyły uznanie nie tylko w kraju, ale również na wymagających rynkach zagranicznych, naszym obowiązkiem jest ich bronić – tłumaczy Monika Przeworska.

Nie można oczekiwać od polskich rolników, że będą inwestowali, rozwijali hodowlę i walczyli o klientów na świecie, a kiedy pojawi się szansa na dodatkową ochronę ich marki, państwo nagle umyje ręce.

Nie możemy też udawać, że za unijnymi procedurami nie stoją interesy gospodarcze.

 – Oczywiście, formalnie rozmawiamy o oznaczeniu geograficznym. W praktyce mówimy o reputacji, rynku, eksporcie i przewadze konkurencyjnej. A więc o pieniądzach. I właśnie dlatego Polska powinna podejść do tej sprawy poważnie – podsumowuje Wiktor Szmulewicz.

Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik

drukuj