fot. twitter.com/USAmbPoland

Amerykanie wybierają miejsce na ulokowanie stałej bazy w Polsce

Amerykanie wybierają miejsce, gdzie powstanie stała baza w Polsce. Możliwe lokalizacje w kończącym się tygodniu wizytowała delegacja Pentagonu. W tym samym czasie premier otrzymał ważny raport od szefa CIA. Dokument nie trafił jednak na biurko prezydenta. Szef rządu wykorzystał za to swoje wystąpienie w Kielcach, by udowodnić głowie państwa pomyłkę w sprawie pożyczki SAFE.

Od wtorku Kielce były w centrum polskiej dyskusji o bezpieczeństwie. W trakcie targów obronnych wiceminister Magdalena Sobkowiak–Czarnecka zapowiedziała, że na przyszłoroczną edycję wróci z koncepcją „Agencji Uzbrojenia 2.0” i zaprezentuje gotową ustawę.

– Agencja Uzbrojenia nie może się zajmować tylko i wyłącznie pozyskiwaniem sprzętu. Musimy widzieć całe spektrum. Od innowacji, przez firmy do utrzymania potem tego sprzętu – mówiła wiceminister obrony.

Według wiceminister cena zakupu stanowi zwykle ok. 30 proc. całkowitej wartości danego systemu uzbrojenia, a pozostałe 70 proc. to koszty jego utrzymania. Cały cykl powinien być nadzorowany przez jedną instytucję. Polska przy reformie Agencji ma inspirować się rozwiązaniami tureckimi.

Z kolei premier Donald Tusk na targach ogłosił, jak będzie się nazywał nowy produkowany w Polsce ciężki bojowy wóz piechoty – Niedźwiedź. Rząd liczy, że w ramach programu SAFE, zachęci inne kraje do jego zakupu. Jednocześnie chwali się dużym zainteresowaniem w przypadku polskich Piorunów.

– Jesteśmy dumni z piorunów. Także dzięki SAFE’owi. Mam nadzieję, że wszyscy słyszą. Także dzięki SAFE’owi Piorun stał się też produktem eksportowym – zaznaczył Donald Tusk.

Były wiceminister obrony Bartosz Kownacki zwrócił uwagę, że o ile Pioruny wpisują się w zapotrzebowanie wielu armii, tak z cięższym i droższym w produkcji sprzętem może być trudniej. Poseł Prawa i Sprawiedliwości podał przykład śmigłowców Black Hawk, produkowanych w Mielcu. Rząd bez powodzenia szukał chętnych na ich zakup.

– Nie dlatego, że był brak woli w Czechach czy na Węgrzech, czy w jakimkolwiek innym państwie, tylko (…) te armie są tak różne, że albo wymaganie sprzętowe jest daleko różne, albo w ogóle rodzaj sprzętu jest inny – wskazał polityk PiS.

W ostatnich dniach przyszłość polskiego bezpieczeństwa rozstrzygała się nie tylko w Kielcach, ale również w Poznaniu, Powidzu oraz we Wrocławiu, ponieważ to właśnie te lokalizacje są brane pod uwagę przy budowie stałej amerykańskiej bazy. Delegacja Pentagonu wizytowała te miejsca, by samemu podjąć decyzję, gdzie pojawią się żołnierze USA. Wicemarszałek Sejmu, Krzysztof Bosak, wskazał, że już sama idea współpracy to sygnał wysyłany wrogom. Jednak polityk Konfederacji ma także apel do rządzących.

– Powinniśmy uważać, żeby nie wejść w taką sytuację, że będziemy amerykańskim żołnierzom w Polsce tworzyć lepsze warunki niż polskim. Musimy uważać, żeby nie przedobrzyć. Tutaj widzę ryzyko nadskakiwania, bo polscy politycy są niestety wytrenowani w nadskakiwaniu czynnikom zewnętrznym – stwierdził Krzysztof Bosak.

Szacowany koszt budowy stałej bazy wojsk USA, jaki będziemy musieli ponieść, to ok. 15 mld złotych. Po ostatecznej akceptacji warunków przez Waszyngton baza miałaby zacząć funkcjonować w 2030 roku. Ekspert ds. bezpieczeństwa dr Paweł Wróblewski nie spodziewa się w Polsce drugiego Ramstein, ale raczej rozwijania już istniejącej sieci obiektów współużytkowanych przez armię amerykańską, „która posiadałaby zaplecze, dzięki któremu można by w trybie pilnym przetransportować na teren Polski przede wszystkim oddziały działające w sytuacji kryzysowej”.

Rząd w tej kwestii ma pełne wsparcie prezydenta – poinformował szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Bartosz Grodecki.

– W sytuacji zagrożenia, w której jesteśmy, obecność amerykańska jest elementem naszego odstraszania. Trzeba to zrobić szybko, sprawnie, jeżeli będzie do tego przygotowana specustawa, która zapewni finansowanie – podkreślił szef BBN.

Tymczasem relacje między pałacem Prezydenckim a rządem zaognia raport, który premier Donald Tusk miał otrzymać od szefa CIA. Szef rządu nie ujawnił jego treści, ale powiedział, że Polska i Europa muszą być przygotowane na różne scenariusze i prowokacje, „jeśli chodzi o sytuację nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale także na wschodniej flance Unii Europejskiej”.

Raport nie trafił na biurko prezydenta.

– Sprawy bezpieczeństwa są sprawami ponadpartyjnymi i musi być przekazywanie informacji o takich sprawach, muszą takie informacje docierać do pana prezydenta – ostrzegał prezydencki doradca Alvin Gajadhur.

Według MON, w którego imieniu wypowiadał się wiceminister Stanisław Wziątek, jeśli prezydent Donald Trump chciałby poinformować o czymś prezydenta Karola Nawrockiego, zrobiłby to bezpośrednio.

TV Trwam News

drukuj