Biały Dom nakazał wstrzymać prace części instytucji federalnych

Biały Dom nakazał wstrzymać prace części instytucji federalnych. Powodem jest nieprzyjęcie ustawy budżetowej przez amerykański Kongres.

Wcześniej Partia Demokratyczna odmówiła uczestnictwa w „rozmowach ostatniej szansy” z Republikanami. Dziś w USA rozpoczyna się nowy rok budżetowy. Prezydent Barack Obama ostrzegł, że nieuchwalenie ustawy budżetowej będzie mieć negatywne skutki dla gospodarki amerykańskiej, która dopiero podnosi się po kryzysie, a także dla zwykłych ludzi.

Setkom tysięcy pracowników grozi perspektywa natychmiastowych bezpłatnych urlopów. Na przymusowy urlop – jak wyliczył „New York Times” – ma iść m.in. 97 proc. pracowników NASA, 94 proc. pracowników agencji ochrony środowiska, około 80 proc. personelu ministerstwa pracy i resortu finansów, a także połowa pracowników w Pentagonie.

Agencja AP szacuje, że urlopy bezpłatne grożą 800 tys. pracowników federalnych. Ekonomista Marian Szołucha nie spodziewa się, by ten paraliż miał trwać długo. Sądzi, że zostanie osiągnięty kompromis. Zaznacza, że jest to w interesie wszystkich partii, jednak do tego czasu będziemy mieli do czynienia przede wszystkim ze spadkami na rynkach papierów wartościowych i z szeroką debatą nt. polityki gospodarczej i monetarnej. Ten ostatni element można traktować jako pozytywny skutek nieprzyjęcia budżetu.

– Jest o czym dyskutować i to, co się stało, trzeba widzieć jako żółte światło, nie dla samego prezydenta Obamy i jego zaplecza politycznego, ale w ogóle dla amerykańskiej polityki makroekonomicznej ostatnich lat, a zarazem, w związku z tym, że jest ona podobna do polityki prowadzonej przez inne kraje, również dla ich rządów. Ja mam na myśli przede wszystkim nadmierne zadłużanie się, a więc generowanie co roku gigantycznych, coraz większych deficytów w finansach publicznych – mam na myśli drukowanie pustego pieniądza, przede wszystkim przez Amerykanów, którzy co prawda mogą sobie na to pozwolić w znacznie większym stopniu, niż wszyscy inni na świecie, bo dolar jest walutą rezerwową całego świata, ale są gdzieś granice drukowania tego pustego pieniądza i te granice warto sobie przy okazji tej dyskusji niewątpliwie wyznaczyć – zauważa ekonomista.

Zdaniem Mariana Szołuchy „Polska na przykładzie Stanów Zjednoczonych powinna się nauczyć odpowiedzialności za stan swoich finansów publicznych i tego, że nie ma na świecie świętych krów; skoro tak duże gospodarki jak amerykańska mogą upaść, to co dopiero takie jak polska”.

– Myślę, że to jest lekcja dla wszystkich rządzących na świecie i taki pierwszy sygnał, że należy wrócić na ścieżkę, która nie pozwalała na drukowanie pustego pieniądza, która w pierwszej kolejności opieką otaczała sferę realną gospodarki, a więc przedsiębiorców naprawdę coś produkujących na potrzeby społeczeństw, nie zaś rynki finansowe, spekulantów; tych, którzy do największych kryzysów ostatniego stulecia doprowadzali – stwierdza Marian Szołucha.

RIRM

drukuj