M. Przydacz: Obecny rząd bardzo głęboko wsłuchuje się w głosy płynące z Berlina i Brukseli. Próbuje realizować politykę tak, jak tam jest kreowana
Jesteśmy suwerennym państwem i głos Polski powinien być słyszany. Rząd ma nieco inne podejście – mówiąc najbardziej dyplomatycznie – do polityki europejskiej. Bardzo głęboko wsłuchuje się w głosy płynące z Berlina, Brukseli i próbuje realizować politykę tak, jak tam jest kreowana – powiedział poseł PiS, Marcin Przydacz, w programie „Rozmowy niedokończone” na antenie TV Trwam i Radia Maryja. W programie gościem był również poseł Jan Dziedziczak, były wiceminister spraw zagranicznych.
Jak ocenił Marcin Przydacz, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP, przez ostatnie osiem lat mieliśmy okres bardzo zgodnych rządów – Rady Ministrów, Ministerstwo Spraw Zagranicznych z Kancelarią Prezydenta – wobec wszystkich wyzwań, jakie spotykały Polskę, to było bardzo pożądane. Dodał, że rzeczywiście pożądane było, aby te dwa urzędy (Rada Ministrów i kancelaria Prezydenta), jak najlepiej ze sobą współpracowały. Polityk zwrócił jednak uwagę, że od grudnia zeszłego roku – mimo faktu, że wyzwań nie brakuje, a wręcz one rosną.
– Zwłaszcza strona rządowa postanowiła wprząc politykę zagraniczną w wewnętrzne spory po to, aby budować jakieś linie napięcia i swoje własne poparcie, niestety ze szkodą dla naszego interesu, dla naszego bezpieczeństwa – zaznaczył były szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP.
Dodał, że premier Donald Tusk po powrocie ze szczytu NATO, który odbył się w Waszyngtonie, stwierdził, że jego zaplecze polityczne nie jest w stanie zaakceptować zgodnej polityki z prezydentem Andrzejem Dudą. Premier RP – jak zaznaczył gość programu – wywołał m.in. kryzys dotyczący ambasadorów, gdzie konstytucja w jasny sposób mówi, że wszystkie trzy instytucje muszą się podpisać pod danym nazwiskiem.
– To są niebezpieczne zabawy z bardzo ważnymi i istotnymi sprawami. Jest to chęć realizacji swojej wewnętrznej agendy politycznej kosztem spraw między nami. Pan prezydent Andrzej Duda – w moim przekonaniu – z jednej strony daje pełną ciągłość polityki odstraszania czy odpychania Rosji, bo przecież w żaden sposób nie chcemy mieć jakiejkolwiek wojny, czy interakcji z Rosją. (…) Z drugiej strony, to pogłębiona relacja ze Stanami Zjednoczonymi, którą pan prezydent realizował przez ostatnie lata, a także podmiotowa, suwerenna polityka wobec państw zachodniej Europy. Nie jesteśmy tylko terytorium, na którym ktoś może robić sobie, co chce. Jesteśmy suwerennym państwem i polski głos powinien być słyszany. Rząd ma nieco inne podejście – mówiąc najbardziej dyplomatycznie – do polityki europejskiej. Bardzo głęboko wsłuchuje się w głosy płynące z Berlina, Brukseli i próbuje realizować politykę tak, jak jest tam kreowana – podkreślił poseł Marcin Przydacz.
Z kolei poseł Jan Dziedziczak, były wiceminister spraw zagranicznych, wskazał w programie „Rozmowy niedokończone”, że ostatnie osiem lat rządów Prawa i Sprawiedliwości były czasem, kiedy Polska rosła w siłę, a niemieckie media opisywały ówczesny rząd, jako ten, który prowadzi Polskę i całą Unię Europejską do kryzysowej sytuacji.
– Niemieckie media charakteryzują się tym, że są lojalne wobec niemieckiego rządu i przedstawiały perspektywę niemiecką, a jeżeli w wielu kwestiach (…) rywalizowaliśmy z Niemcami, to Niemcom nie podobał się rząd [PiS – red.] w Warszawie. To dobrze o tym rządzie świadczyło. Naszym wyzwaniem ze Wschodu i z Zachodu jest utrzymanie polskiej niepodległości i doprowadzenie do tego, żeby Polska się rozwijała – mówił poseł Jan Dziedziczak.
Dodał, że wyzwaniem dla Polski jest obrona przed rosyjską agresją. Jak wskazał, Rosjanie ewidentnie planowali militarną agresję na nasz kraj. Gdyby nie ugrzęźli na Ukrainie, a plany były takie, że w ciągu kilku dni mieli zająć ten kraj, Polska – jak zaznaczył – byłaby następnym krajem militarnie zaatakowanym. Dodał, że działania rządu Prawa i Sprawiedliwości zaowocowały tym, że na terenie Polski znalazły się sojusznicze wojska amerykańskie, a także wojska innych krajów sojuszniczych z NATO.
– Gdyby Rosjanie nas zaatakowali, musieliby w pewnym momencie strzelać do amerykańskich żołnierzy. Wiadomo, że Stany Zjednoczone są mocarstwem, które nie pozwoliłyby sobie na to, żeby ktoś bezkarnie strzelał do ich żołnierzy (…). Aby do wojny nie doszło, agresor musi mieć świadomość, że nie opłaca mu się zaatakować, bo straty takiego ataku będą znacznie wyższe niż potencjalne zyski – zwrócił uwagę poseł Jan Dziedziczak.
Poseł Marcin Przydacz zaznaczył, że relacje z Rosją pokazują, że nie ma możliwości do utrzymywania partnerskich, ciepłych relacji. Rosja Władimira Putina – jak dodał – patrzy, tylko przez pryzmat podporządkowania sobie Europy.
– Ilekroć popatrzymy na to, co jest celem Władimira Putina, to zawsze stwierdzimy, że jego celem jest odbudowa imperium. (…) Nie mam żadnych wątpliwości, że gdyby Ukraina padła, gdyby Ukraina została zdominowana przez Rosję, to Rosjanie rozochoceni swoim zwycięstwem, mogliby pokusić się o dalsze działania – powiedział gość programu.
Dodał, że są też różnego rodzaju działania hybrydowe, jak na przykład sytuacja na granicy polsko-białoruskiej.
– Wielu powie, że przecież to nie jest agresja, to nie jest wojna, ale jednak zginął tam polski żołnierz, jednak destabilizuje to Polskę i wywołuje wewnętrzne kłótnie. Są środowiska skrajnie lewicowe, które w tym wypadku tak naprawdę stawały po stronie Aleksandra Łukaszenki. Tych działań w dzisiejszym świecie jest bardzo dużo – zaznaczył poseł PiS.
Zagrożeniem dla polskiego bezpieczeństwa jest nie tylko rosyjska agresja, ale również nielegalni migranci, którzy są zsyłani do Polski, aby ją destabilizować. Kwestia migracji jest też szeroko dyskutowana w Unii Europejskiej. Nowo wybraną przewodniczącą Komisji Europejskiej ponownie została Ursula von der Leyen, która popiera m.in. pakt migracyjny, będący zagrożeniem dla polskiego, a zarazem europejskiego, bezpieczeństwa. Ostatnie wybory do europarlamentu – jak zauważył poseł Marcin Przydacz – pokazały, że lewicowy front mainstreamu europejskiego jest ciągle bardzo silny.
– Przewiduję, że z każdym kolejnym rokiem, im bardziej te nowe „religie” będą dominować, tym bardziej siły protestu będą widoczne – podkreślił.
Dodał, że celem polityki otwartych granic, czyli masowego napływu nielegalnych migrantów, jest rozmycie tożsamości narodowej, ponieważ takim społeczeństwem – jak zaznaczył – jest łatwiej manipulować.
– Temu służy pogłębiona polityka migracyjna, która w drastyczny sposób przyspieszyła od grudnia zeszłego roku. Rząd Prawa i Sprawiedliwości zaciągał hamulec na pomysły migracyjne. Wrócił do Polski Donald Tusk i pakt migracyjny został przyjęty (…) po to, aby rozmywać i tworzyć społeczeństwo ponadnarodowe (…). Pomysłem Brukseli jest raczej centralizacja, żeby to administracja brukselska decydowała o wszystkich sprawach, które są kluczowe dla danego państwa – powiedział poseł Marcin Przydacz.
radiomaryja.pl




