fot. PAP/Tomasz Waszczuk

Lager Soldau – utajony ośrodek śmierci

Niemiecki lager Soldau w Działdowie, założony przez Niemców na przełomie 1939/1940 r., o cechach obozu koncentracyjnego, stał się poligonem doświadczalnym eksterminacji Polaków na masową skalę. Więźniami byli polscy duchowni i osoby świeckie z diecezji chełmińskiej, łomżyńskiej, płockiej, warszawskiej i włocławskiej – napisała dr Anna Jagodzińska w artykule dla „Naszego Dziennika”.

Obóz lager Soldau (założycielem obozu był SS Brigadeführer dr Otto Rasch, inspektor policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa w Królewcu oraz inspektor obozów w Działdowie) znajdował się 500 m od centrum miasta Działdowo, przy końcu ul. Grunwaldzkiej 15, w pobliżu stacji kolejowej.

„Do jego utworzenia wykorzystano byłe koszary wojskowe 32. Pułku Piechoty Wojska Polskiego. Zajmował obszar o powierzchni 8 ha, był ogrodzony murem i drutem kolczastym. Liczne zabudowania otaczały wielki dziedziniec, miejsce kaźni. Zaraz po wyjściu z budynku był plac – teren zbiórki, dalej plac zwany przez więźniów „Padnij, powstań”, prowadzący do ubikacji, jeszcze dalej – plac apelowy, a następnie teren ćwiczeń karnych” – wskazała dr Anna Jagodzińska.

Egzekucji dokonywano za spichlerzem lub ubikacjami.

„Pewnego dnia uzbrojona straż prowadziła przez dziedziniec sporo więźniów. Zatrzymali się. Po chwili wychodzi jeden żołnierz z karabinem z jednym z więźniów, maszerują przez szerokość dziedzińca i znikają wśród spichrzów. Strzał! Żołnierz wraca sam […], to powtarza się wiele, wiele razy. Żaden z więźniów nie stawia oporu i maszeruje w stronę spichrzów. Odważni. Chyba wiedzieli, że idą na śmierć” – relacjonował ks. Wacław Jezusek.

W wystawionych świadectwach zgonu podawano nieprawdziwe przyczyny śmierci.

Od lutego do maja 1940 r. lager Soldau był obozem przejściowym dla Polaków wysiedlonych z północnego Mazowsza, Warmii i Mazur, a także z Białostocczyzny.

„Niemieckie plany przesiedleńcze przewidywały, że jeszcze jesienią 1939 r. wysiedlonych zostanie niemal 70 tys. osób. Celem ich dalszej deportacji miało być Generalne Gubernatorstwo. W tym czasie, oprócz funkcji obozu przejściowego dla wysiedlonej ludności, pod pretekstem przesiedleń Polaków do GG pełnił funkcję ośrodka zagłady dla polskich więźniów politycznych (głównie inteligencji), aresztowanych jesienią 1939 r. i wiosną 1940 r. w ramach Intelligenzaktion, również polskiego duchowieństwa” – napisała autorka artykułu.

Pierwszy transport aresztowanych nauczycieli w ramach operacji Tannenberg – z przeznaczeniem na egzekucję – przybył do lager Soldau w grudniu 1939 r. z więzienia w Ciechanowie.

„Byli to nauczyciele z powiatu ciechanowskiego aresztowani w październiku i listopadzie. 8 grudnia 1939 r. o godzinie czwartej rano zostali rozstrzelani w pierwszej egzekucji, jaką wykonano na więźniach w lager Soldau. O świcie zabrano ofiary z cel i przewieziono samochodami ciężarowymi do lasu pod wsią Komorniki koło Działdowa” – wskazała dr Anna Jagodzińska.

Zamordowano wówczas 34 nauczycieli, m.in. Roberta Otto Małłka (1909-1939), nauczyciela ze szkoły w Kurkach pod Działdowem i w Działdowie, współorganizatora i założyciela ruchu młodzieżowego w Związku Mazurów.

Opis egzekucji zostawił naoczny świadek i uczestnik zbrodni, niejaki Thews

„Bardzo wczesnym rankiem, pewnego dnia załadowali nas uzbrojonych w karabiny i amunicję, do ciężarówki. Stanęliśmy w lesie pod Komornikami. Za nami przyjechała druga ciężarówka, z której wysiadło 36 [34] osób, zostali rozstrzelani. Po wykonaniu wyroku, jeden z Niemców podszedł do Roberta, kopnął go butem i zauważył, że Robert żyje, więc przyłożył mu lufę rewolweru do jego skroni i Roberta dobił” – poinformował.

Więźniowie lager Soldau umierali z głodu, warunki higieniczne nie istniały, za posłanie służyła garść luzem rzuconej słomy pełnej robactwa i brudu. Nie było krzeseł do siedzenia. Pomoc lekarska praktycznie nie istniała. W „szpitalu” (w koszarach jedna ze stajni) chorzy leżeli na cementowej posadzce we własnych odchodach, pozostawieni bez opieki i jakiejkolwiek pomocy lekarskiej.

„Był szpital, gdzie strzelano w potylicę, albo dawano śmiertelne zastrzyki. Istnieje jeszcze szopa, gdzie przeprowadzano doraźne egzekucje. Na ścianach niektórzy wypisali na pożegnanie swe nazwiska i datę wigilii swej śmierci. Zabitych wywożono wieczorem do pobliskich lasów, do których okolicznej ludności nie wolno było pod żadnym pozorem wchodzić” – zeznawał jeden z więźniów.

Dr Anna Jagodzińska podkreśliła, że niemożliwe jest ustalenie liczby ofiar lager Soldau.

„Nie zachowała się dokumentacja obozowa lager Soldau (prawdopodobnie została celowo zniszczona przez Niemców). Przeprowadzone po wojnie ekshumacje w lasach w Komornikach, Dwukołach, Burszu, Białutach, na cmentarzu żydowskim w Działdowie, gdzie przeprowadzano egzekucje, nie pozwalają na udzielenie odpowiedzi o liczbę ofiar, gdyż wiosną 1944 r., gdy zbliżał się front, Niemcy otworzyli masowe groby i spalili ciała zamordowanych. Z badań przeprowadzonych przez ks. kanonika Mariana Ofiarę, kustosza sanktuarium Męczenników Działdowskich, wynika, że przez „obóz utajonej zagłady” mogło przejść ponad 60 tys. ludzi, a około 25-30 tys. zostało zamordowanych. Prawdziwej liczby ofiar zapewne nigdy nie poznamy” – podsumowała dr Anna Jagodzińśka.

Dr Anna Jagodzińska/Nasz Dziennik

drukuj