fot. PAP/Mateusz Marek

Komisja weryfikacyjna rozpoznała sprawę zwrotu nieruchomości przy ul. Joteyki

Na rozprawie komisja weryfikacyjna rozpoznała sprawę zwrotu nieruchomości przy ul. Joteyki, przesłuchując m.in. aktywistę Jana Śpiewaka oraz mec. Bogumiłę Górnikowską, która została ustanowiona kuratorem dla nieznanego z miejsca pobytu spadkobiercy kamienicy.

Finalnie okazało się, że spadkobierca nie żyje, a w dniu zwrotu nieruchomości miałby 118 lat.

W związku z tą sprawą w grudniu ubiegłego roku Jan Śpiewak został prawomocnie skazany za zniesławienie. W 2017 r. aktywista napisał na Twitterze: „Boom. Córka ministra Ćwiąkalskiego przejęła w 2010 roku metodą na 118-letniego kuratora kamienicę na Ochocie”. Później kilkakrotnie powtórzył ten zarzut na konferencjach prasowych. W czerwcu tego roku został ułaskawiony przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Zeznając przed komisją weryfikacyjną, Jan Śpiewak podkreślał, że sprawa przy ul. Joteyki jest „sztandarowym przykładem tego, jak wyglądała afera reprywatyzacyjna w stolicy”.

Jak mówił, wątpliwości wzbudzała tożsamość części spadkobierców czy obecność kuratora w postępowaniu. Podkreślił, że mec. Górnikowska została kuratorem spadku w momencie, gdy jej ojciec Zbigniew Ćwiąkalski pełnił funkcję ministra sprawiedliwości. Jan Śpiewak podkreślał przy tym, że sąd nadał mec. Górnikowskiej „bardzo określone pełnomocnictwa w zakresie postępowania administracyjnego”, które jego zdaniem przekroczyła, pełniąc zarząd nad nieruchomością przy ul. Joteyki.

„Pani Górnikowska po prostu złamała prawo” – ocenił.

Jak podkreślał aktywista, ustalenie, że reprezentowany przez mec. Górnikowską Aleksander Piekarski nie żyje, nie było trudne.

„A Górnikowska była kuratorem blisko trzy lata” – wskazał.

„Wiem, że te kuratele były – można powiedzieć – rozdawane na prawo i lewo” – stwierdził Jan Śpiewak.

Podkreślił przy tym, że uchylenie kurateli nastąpiło co najmniej 11 miesięcy po tym, gdy ustalono, że mężczyzna nie żyje.

„Pytanie też, co robiła p. Górnikowska przez 11 miesięcy, reprezentując osobę, o której było wiadomo, że nie żyje” – dodał.

Według niego, sama mec. Górnikowska przyznawała, że „nie robiła nic”, żeby ustalić tożsamość swojego klienta. Podkreślał, że bez jej udziału nie można byłoby zdecydować o podwyżkach czynszu.

„Jej podpisy były kluczowe, bez niej ta sprawa nie mogłaby się toczyć” – mówił Jan Śpiewak.

Mec. Górnikowska podkreślała z kolei, że poszukiwania Aleksandra Piekarskiego zaczęły się w 2007 r. jeszcze wtedy, kiedy ona nie była kuratorem. Jak mówiła, osób o takim imieniu i nazwisku miało być ok. 100 osób w całej Polsce, a dwadzieścia parę w Warszawie.

„Takie informacje dostałam, kiedy objęłam funkcję kuratora” – powiedziała.

Podkreśliła, że z prośbą o to, by zostać kuratorem, zwrócił się do niej mecenas Roman Porwisz, który reprezentował synów współwłaścicielki kamienicy. Jak tłumaczyła, zgodziła się m.in. dlatego, by zdobyć doświadczenie zawodowe.

Adwokat relacjonowała, że prowadziła korespondencję z poszczególnymi osobami, które nosiły to samo nazwisko, co poszukiwana osoba.

„Nie udało nam się trafić na tego właściwego Aleksandra Piekarskiego, dopiero pomógł nam audytor archiwalny, który ustalił, że ta osoba nie żyje i ustalił nam też krąg spadkobierców” – powiedziała.

Dopytywana, czy na którymkolwiek etapie postępowania miała świadomość, że może działać w imieniu osoby, która zmarła, mec. Górnikowska zaprzeczyła. Jak mówiła, była przekonana, że chodzi o jedną z osób figurujących na liście przygotowanej przez ministerstwo.

„Od momentu, kiedy dowiedziałam się, że Piekarski nie żyje, nie podejmowałam w tej sprawie żadnych działań” – podkreśliła.

Jak dodała, mec. Porwisz zdecydował, że skoro to on wnosił o ustanowienie kuratora dla Piekarskiego, to również on wniesie o uchylenie tej kurateli.

Adwokat zaznaczyła, że kuratela, którą sprawowała, zakładała też obowiązek zajmowania się sprawami majątkowymi. Dopytywana, dlaczego uznała, że podwyższenie czynszu lokatorom to słuszna decyzja, mec. Górnikowska odparła, że z tego co pamięta nieruchomość była bardzo zadłużona i środków nie wystarczało nawet na bieżące utrzymanie.

Na świadków wezwano też dwóch lokatorów nieruchomości – Ewelinę Rybińską oraz Zbigniewa Września.

„Przeżyłam tutaj całe swoje życie i wtedy, kiedy powinnam mieć spokój – ja mam się wyprowadzić” – mówiła Ewelina Rybińska, podkreślając, że przy ul. Joteyki 13 mieszka nieprzerwanie od 1949 r.

Jak zaznaczyła, po zmianie zarządcy budynku czynsz wzrósł z kwoty ok. 6 zł za metr kwadratowy do ok. 14 zł.

„Nigdy nie zdarzały się wcześniej takie podwyżki” – podkreśliła.

Przyznała jednak, że oprócz kwestii finansowej nie doznała żadnych niedogodności ze względu na zmianę zarządcy.

Odnosząc się do kwestii podwyżki czynszu, drugi ze świadków podkreślał, że – jego zdaniem – miała ona na celu wpłynąć na emocje lokatorów i w efekcie doprowadzić do ich wyrzucenia.

„Uczucia, które do mnie powracają, to dojmujący ból, wściekłość, bezradność” – mówił Zbigniew Wrzesień.

Podkreślił przy tym, że w momencie, gdy dowiedział się, że kuratorem spadku jest córka ówczesnego ministra sprawiedliwości, „odebrało mu to wolę walki”.

Świadek sugerował również, że sytuacja przyczyniła się do pogorszenia zdrowia jego sąsiadki.

„Ta pani zmarła nie tylko od chorób, które jej dolegały, ta pani zmarła, bo się po prostu poddała, nie wytrzymała” – powiedział.

Zarówno on, jak i Rybińska zeznali, że mec. Górnikowska nie pojawiała się na terenie nieruchomości.

W sierpniu 2017 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo dotyczące reprywatyzacji nieruchomości przy ul. Joteyki 13. Dotyczy ono możliwego przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków służbowych z lat 2008-2010 przez działających w celu osiągnięcia korzyści majątkowej na rzecz spadkobierców nieruchomości, urzędników Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO) w Warszawie oraz urzędników m.st. Warszawy, w tym – w b. Biurze Gospodarki Nieruchomościami.

PAP

drukuj