fot. pixabay.com

Kłopoty polskich przewoźników na rynkach Europy Zachodniej

Pandemia COVID-19 nasiliła eliminację polskich przewoźników i kierowców z rynku Europy Zachodniej. Tamtejsze firmy spedycyjne faworyzują lokalnych przedsiębiorców przy udzielaniu frachtów oraz prowadzą wzmożone kontrole polskich przedsiębiorstw transportowych. Takie praktyki mają miejsce m.in. we Francji i w Niemczech.

Związek Pracodawców Transport i Logistyka zwrócił się o pomoc w tej sprawie do kandydatów na urząd prezydenta – Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego. Zamierza też poprosić o interwencję polski rząd i złożyć skargę do KE.

Maciej Wroński, prezes związku, zauważa, że problem dyskryminacji naszych firm na unijnym rynku istnieje już od dawna. Związkowcy oczekują rzeczowych rozwiązań ze strony kandydatów na urząd prezydenta.

– Nie po to wchodziliśmy do Unii Europejskiej, nie po to mówimy, że jest to jednolity rynek, na którym wszyscy przedsiębiorcy, pracownicy, obywatele są równi, żeby mieć do czynienia z dyskryminacją. Tymczasem te praktyki nasilają się, brakuje reakcji ze strony zarządzających na przykład takimi giełdami elektronicznymi i pora jest po prostu z tym skończyć. Oczekujemy, że kandydaci wypowiedzą się na ten temat i to właśnie oni zaproponują, w jaki sposób, jeśli podzielają naszą opinię, że takie zjawisko jest niedopuszczalne, zareagują, jakie podejmą działania – akcentuje Maciej Wroński.

Obecnie 64 proc. pracy polskich przewoźników skupia się na międzynarodowym transporcie drogowym. Transportowcy odpowiadają za ponad 23 proc. rynku międzynarodowych przewozów w Unii Europejskiej.

MD/RIRM

drukuj