fot. PAP

Katolicka szkoła w Kępkach do likwidacji

Lokalna społeczność, rodzice i uczniowie sprzeciwiają się likwidacji katolickiej szkoły w Kępkach w woj. Pomorskim.

Władze gminy Nowy Dwór Gdański nie chcą przedłużyć umowy użyczenia szkolnego budynku – co w konsekwencji doprowadzi do likwidacji szkoły. Tym samym dzieci będą musiały dojeżdżać do publicznej szkoły w Marzęcinie.

Oburzeni rodzice i mieszkańcy chcą, aby sprawa została poruszona podczas dzisiejszej sesji Rady Gminy.

Szkoła Podstawowa Stowarzyszenia Przyjaciół Szkół Katolickich w Kępkach przez ostatnie trzy lata bardzo się rozwinęła, przeprowadzono wiele remontów – zwraca uwagę ks. dr Mariusz Pietrzykowski, proboszcz parafii św. Maksymiliana Kolbego w Kępkach.

Jednak burmistrz Jacek Michalski pomimo sprzeciwu wielu środowisk podtrzymuje swoją decyzję.

– W tym kierunku podjęto różne ruchy, rodzice złożyli pisma, wszystkie stowarzyszenia w okolicy zabierały głos w tej sprawie: stowarzyszenia Akcji Katolickiej, sołtysi. Pisano petycje do burmistrza, podjęto na ten temat rozmowy podczas jednej z sesji rady; jednak rada podjęła decyzję o przekazanie tej sprawy kompetencji burmistrza. „Niech burmistrz się tym martwi.” – Tak oni to zrobili. W tej chwili stanęło na tym, że to burmistrz ma podjąć decyzję. W ostatnich dniach burmistrz podtrzymał swoją decyzję. Nawet ingerencja księdza biskupa, też tutaj nic nie pomogła, ani też ingerencja różnych innych okoliczności – powiedział ks. dr Mariusz Pietrzykowski.

 „Nam zależy, przede wszystkim na dobru dzieci, dla których zmiana szkoły oznacza wiele problemów” – akcentuje Tomasz Grobelny, jeden z rodziców.

Likwidacja szkoły ma pomóc burmistrzowi załatać dziurę budżetową – tłumaczy Tomasz Grobelny, tymczasem – jak mówi – gmina nie dokłada ani grosza do funkcjonowania placówki. Szkoła jest utrzymywana przede wszystkim z subwencji oświatowych.

Gmina mówi, że zaoszczędzi na likwidacji szkoły 150 tys. zł. Prawda jest taka, że jeżeli ktoś mówi o zaoszczędzeniu, to musi najpierw mieć w tym jakiś wkład. Żeby zaoszczędzić na inwestowaniu na wydawaniu pieniędzy, trzeba mieć swój wkład. Gmina w rzeczywistości nie wydaje żadnych pieniędzy, czyli nie może zaoszczędzić. Co za tym idzie, jak nie chce zaoszczędzić, to chce zarobić na naszych dzieciach, licząc na to, że dzieci pozbawione obowiązku przyjdą do Marzęcina, wówczas pójdą za nimi subwencje, a gmina załata swoje dziury budżetowe kosztem naszych dzieci. Ten sposób myślenia w stosunku do dziecka, jest jak najbardziej negowany przez nas – powiedział Tomasz Grobelny.

RIRM

drukuj