Górnictwo tkwi w szczegółach

Zgodnie z szacunkowymi danymi w ciągu najbliższych 20 lat cały świat stawiać będzie na węgiel. Na przykładzie Europy (zgodnie z założeniami zapisów pakietu klimatyczno-energetycznego Unii Europejskiej) można zaobserwować trend całkowicie odwrotny.

Stwierdzenia niektórych komentatorów gospodarczych, że w Polsce węgiel będzie głównym paliwem, są na tym etapie mało precyzyjne. Oczywiście, patrząc na posiadane zasoby węgla kamiennego czy brunatnego w ramach państw Unii, tak należałoby sądzić, ponieważ Polska nie posiada obecnie i nie będzie posiadała również w najbliższej przyszłości innych nośników energetycznych, którymi moglibyśmy zabezpieczyć zapotrzebowanie energetyczne kraju. Szczególnie mocno podkreśla ów stan zabezpieczenia energetycznego Polski. Niewątpliwie za 20-30 lat sytuacja na rynku energii może już być zgoła odmienna.

Problemem nie jest węgiel – problemem jest sposób jego spalania. Jednym z nich jest rozwój czystych technologii węglowych (CTW). Czyste technologie węglowe obejmują m.in. technologie naziemnego i podziemnego zgazowania węgla.
Również zastosowanie dziś sprawniejszych instalacji energetycznych poprzez wprowadzenie fluidalnego spalania węgla w wysokiej temperaturze w sposób zdecydowany zmniejsza zagrożenie dla środowiska naturalnego. Dzisiaj im więcej mówimy o węglu, to odnoszę wrażenie, że wciąż z czegoś się tłumaczymy. To, że nie ma przychylności dla tzw. czarnego złota w ramach samych struktur Komisji Europejskiej, traktujemy jako porażkę. Co gorsza, zaczynamy się tłumaczyć z tego, że natura obdarzyła nas odpowiednio dużymi zasobami tego surowca energetycznego.
Dane, które dzisiaj podaje Światowa Agencja Energii odnośnie do zapotrzebowania na węgiel energetyczny, są całkowicie odmienne od samych organów struktur europejskich.
Jakie zatem jako Polacy powinniśmy prezentować stanowisko w tym zakresie? Już wielokrotnie wskazywałem, że nasze działania powinny pójść dwupłaszczyznowo.

Górnictwo wydajne i konkurencyjne
Płaszczyzna pierwsza dotyczy naszych działań w sferze zewnętrznej, żeby przekonać inne kraje, że w ramach struktury europejskiej może być wytworzony miks paliwowy, który umownie nazywam 2R, czyli racjonalno-rozwojowy.
Tutaj nasze zabiegi powinny zmierzać do przekonania kolejnych członków UE na zasadzie wkładu każdego państwa z osobna w tworzeniu miksu europejskiego z silnym zasygnalizowaniem wkładu Europy w budowie dążeń do uzyskiwania wyważonych decyzji w zakresie ochrony środowiska również na forum światowym. To wszystko wymaga poważnych zabiegów dyplomatycznych ze strony przedstawicieli naszego rządu. Tego oczekuje społeczeństwo, mając na uwadze właściwy rozwój gospodarczy, a nie jego powolną dewastację.
I płaszczyzna druga, którą można by nazwać warunkiem wewnętrznym, który w stu procentach zależny jest od nas samych, żeby nasze polskie górnictwo było wydajne i konkurencyjne. Bez spełnienia tego warunku nie damy rady ograniczyć napływu węgla z importu. Branża górnicza musi się rozwijać. Mam tutaj na myśli rozwój tradycyjnych metod eksploatacji węgla, również pokładów cienkich, jak też dalszych intensywnych prac nad nowoczesnymi metodami, w tym metod zgazowania węgla, choćby na tym etapie głosy ekspertów były podzielone. Odtrąbienie dzisiaj sukcesu z próby wydłużenia dotacji państwa do kopalń nierentownych z 2014 roku do 2018 roku przyjmuję z pewnym zadowoleniem, a jednocześnie dużym zdziwieniem. Nie ujmując roli i zadań, jakie wykonała tutaj Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa, musimy być tutaj precyzyjni i stwierdzić, iż gdyby nie silna gospodarka niemiecka mająca zasadniczy głos w całej strukturze europejskiej, nie byłoby mowy o naszym wspólnym interesie czy sukcesie w tym temacie. To w interesie Niemców było uregulowanie tego tematu. Górnictwo niemieckie posiada 8 kopalń węgla kamiennego, które zgodnie z niemieckim bilansem paliwowo-energetycznym będą „wygaszane” w okolicach roku 2018.
W polskim górnictwie potrzeba inwestycji, przez co nawiązuję do przytaczanego przeze mnie warunku drugiego. Ale górnictwo musi samo wypracowywać środki na przeprowadzanie procesów inwestycyjnych.

Zyski kopalni
Popatrzmy na kilka danych za ostatnie lata, a dotyczących tej branży. Tylko w 2011 roku spółki węglowe odnotowały blisko 2,9 mld zł zysku.
Ale równocześnie gdyby nie wysokie ceny węgla w świecie (szczególnie w 2011 roku), w dalszym ciągu górnictwo w Polsce byłoby nierentowne.
W roku 2011 odnotowaliśmy obniżkę w wydobyciu o 0,5 mln ton w stosunku do 2010 roku. Nieco lepiej z wydobyciem węgla kamiennego jest już w tym roku. Tylko w ciągu 2 pierwszych miesięcy wzrosło ono o 1,23 mln ton w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym. W przeciwieństwie do wydobycia sprzedaż węgla spadła w tym okresie o prawie 1 mln ton. Miarą wydajności branży jest stosunek importu surowca do eksportu.
Polska przez dziesięciolecia była znaczącym eksporterem netto węgla kamiennego. Od 2008 roku bilans ten jest dla nas niekorzystny. Tylko w ubiegłym roku wyeksportowaliśmy 5,7 mln ton, a zaimportowaliśmy 14,7 mln ton, głównie z Rosji, Ukrainy i Czech.
Pozytywne są dane Agencji Rozwoju Przemysłu w zakresie odzyskiwania węgla z hałd i odpadowisk w 2011 r., skąd pozyskano 1,8 mln ton węgla energetycznego. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to niewiele, patrząc np. na miesięczne wydobycie tegoż surowca w Polsce. Ale pragnę w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że jest to tyle samo węgla, ile wpłynęło do naszego kraju w ubiegłym roku z Kolumbii i USA. Analizując poszczególne dane, możemy zauważyć plusy, ale i w dalszym ciągu minusy dotyczące tej branży. W ciągu kilkunastu lat zmniejszyła się liczba ścian z 860 do 117. Jeszcze 20 lat wstecz było w Polsce 70 kopalni, obecnie mamy 30 zakładów wydobywczych węgla kamiennego.
Na podkreślenie zasługuje fakt, że wydajność pracy w poszczególnych jednostkach wydobywczych ciągle wzrasta. To również pozytywny efekt prowadzonej od kilkunastu lat szeroko pojętej restrukturyzacji polskiego górnictwa. I choć wydobycie węgla spada, biorąc pod uwagę to, co fedrowano jeszcze przed kilku laty, to jednak kierunek, jaki przyjęło polskie górnictwo z mocnym uwzględnieniem czynnika ekonomicznego, może jedynie cieszyć.
W bilansie gospodarczym naszego państwa przychód spółek węglowych w 2011 r. był na poziomie 29,5 mld zł, gdy w tym samym czasie budżet Polski wynosił 297 mld zł, czyli krótko ujmując, przychody kopalni były równe 1/10 części budżetu państwa.

Koszty kopalni
Dzisiaj w górnictwie niezmiernie istotną sprawą jest kwestia wysokich kosztów eksploatacji. Od szeregu lat największy udział w produkcji węgla mają koszty stałe, a przede wszystkim koszty pracy. Nakłady na wynagrodzenia, ubezpieczenia społeczne i inne świadczenia stanowią około połowy wszystkich wydatków. Zwiększenie dzisiaj wydobycia w naszych kopalniach wymaga zdecydowanie dodatkowych nakładów inwestycyjnych.
Ponadto węgiel podlega ciągłym wahaniom cenowym, dlatego też w strategii biznesowej zarządzanie kosztami pozostanie głównym priorytetem. Czy zatem gdy mówimy o systemie pracy opartym na trzech głównych czynnikach, takich jak: bezpieczeństwo, warunki ekonomiczne i akceptacja społeczna, nie należałoby dokonać pewnych korekt?
Uważam, że bezpieczeństwo jest czynnikiem najważniejszym i żadne względy, nawet ekonomiczne, nie powinny stanowić tutaj alternatywy. Jednak z uwagi na wysokie nakłady inwestycyjne związane z uzbrajaniem ścian uważam, że wydłużenie fedrowania do sześciu dni w tygodniu byłoby jak najbardziej uzasadnione.
Wymaga to również akceptacji społecznej. Samo wydłużenie wydobycia o kolejny dzień jest również korzystne z punktu widzenia inżyniersko-naukowego, biorąc pod uwagę np. tylko element ochrony powierzchni. Obok tego zagadnienia górnictwo polskie nie może przejść obojętnie, jeśli w przyszłości chce być rentowne i liczyć się w świecie.

Jak zatem dzisiaj postrzegane jest górnictwo?
Często słyszę te same stwierdzenia dotyczące przyczyn wypadków w górnictwie, tj. nieprzestrzeganie przepisów czy technologii, niewłaściwa organizacja stanowiska pracy, niewłaściwe zachowanie się pracownika. Ostatnio takie pojęcia jak kultura bezpieczeństwa, ocena ryzyka zaczęły funkcjonować w codziennych naszych wypowiedziach. Powtarzamy je wielokrotnie, ale bezmyślnie, śmiem podejrzewać, że znacząca większość decydentów w górnictwie nie zna ich podstawowego znaczenia. W górnictwie wypadkowość pozostaje w związku z wielkością zagrożeń i ryzyka oraz poziomu kultury bezpieczeństwa. Wielkością wysokiej kultury bezpieczeństwa pracy jest „nieakceptacja” ryzyka, i to zawsze bezwzględnie w jej wyższej postaci. W każdej dziedzinie życia, choć szczególnie w górnictwie, gdzie dodatkowo kumuluje się zwiększona ilość zagrożeń, działania prewencyjne nabierają szczególnego znaczenia.
Kilka lat temu prowadziłem dokładne analizy, z których wynikało, że wcześnie rozpoczęta prewencja, prowadzona w sposób należyty, to tylko 9-10 proc. kosztów poważnych akcji ratowniczych czy działań odtworzeniowych w górnictwie. Dzisiaj ten obraz finansowy w skali procentowej praktycznie się nie zmienił. W Polsce cały czas brakuje działań systemowych. Na różnych szczeblach branży górniczej ciągle obserwujemy działania doraźne. Na razie nie zwracamy na to szczególnej uwagi, ponieważ przy dogodnej koniunkturze na węgiel (wysokich cen tego surowca) uważamy, że wszystko jest w porządku. Tak można działać w sytuacjach awaryjnych, ale nie na dłuższą metę. Nie chciałbym zatem dążyć do stwierdzenia, że w górnictwie polskim mamy do czynienia z permanentnym stanem awaryjnym.
Bezpieczeństwo to temat niezwykle złożony, jednak w wielu sytuacjach prosty do rozwiązania. Wymaga tylko żelaznej konsekwencji, wiedzy i doświadczenia. Bezpieczeństwo w górnictwie to nie tylko splot zagrożeń naturalnych czy technicznych. To również zagrożenia społeczne stanowiące dla pracowników dodatkowe źródło stresu, osłabienia koncentracji i mogące doprowadzić do mniej lub bardziej poważnych wypadków. Przyczyny tego stanu obserwujemy dokładnie od czternastu lat, kiedy jednym pociągnięciem bezmyślnie zlikwidowaliśmy szkolnictwo górnicze na szczeblu zawodowym. W latach późniejszych w ramach szeroko pojętej restrukturyzacji polskiej branży wydobywczej zrezygnowaliśmy z doświadczonych specjalistów, fachowców. Nikt nie kwestionuje redukcji zatrudnienia w ramach zdroworozsądkowych działań restrukturyzacyjnych. Tego jednak w Polsce zabrakło. Minęło kilkanaście lat, a w zamian górnictwo nie otrzymało dosłownie nic. W świecie nikt takiego błędu nie popełnił. Pragnę w tym miejscu przywołać dobry przykład, szkoda tylko, że dotyczy górnictwa węgla kamiennego w Niemczech. Górnictwo niemieckie również przeprowadziło restrukturyzację samej branży, i to wiele lat przed nami. Nigdy jednak nie zrezygnowano z prowadzenia szkolnictwa górniczego przy każdej kopalni z osobna (liczba szkolących się adeptów w zależności od potrzeb), mimo że dzisiaj Niemcy posiadają już tylko 8 kopalń, które do 2018 roku zostaną postawione w stan likwidacji, „wygaszania”.
To nie brak kadr, lecz kadr odpowiednio przygotowanych stanowi największą bolączkę współczesnych polskich kopalń.
Budowanie od blisko trzech lat przy niektórych wyselekcjonowanych podmiotach spółek węglowych szkół zawodowych to element jak najbardziej pozytywny, jednak efektywność tegoż przedsięwzięcia będzie można zaobserwować najszybciej za parę lat.
O zagadnieniu tzw. przemysłu edukacyjnego mówiono podczas ostatniego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Przytaczano wówczas bardzo dobre przykłady dotyczące Niemiec i Szwajcarii, gdzie nigdy nie zrezygnowano ze szkolnictwa zawodowego, co dziś w sposób wręcz doskonały przekłada się na elementy gospodarek tych państw. Również poruszano poziom szkolenia menedżerskiego, i tutaj, zdaniem ekspertów polskich, odbiegamy zdecydowanie od czołówki światowej.
Tak zwana polska szkoła górnicza ceniona jest również przez ekspertów zagranicznych. Nowoczesne rozwiązania techniczne i naukowe szczególnie poprawiają komfort pracy wielu tysięcy górników. Polska nauka górnicza była, jest i będzie w przyszłości, o czym jestem przekonany, poważnym ogniwem wspierającym tę branżę.
Ale tak jak wszędzie, również i tutaj występują pewne rysy na tym wspaniałym wizerunku. Mamy wysokiej klasy specjalistów, naukowców, którzy w sposób odpowiedzialny, rzetelny wykonują swoje obowiązki, swoją pracę. Jednak pojawiają się opracowania (ekspertyzy), które nie mają nic wspólnego z tym, o czym piszę wcześniej. Są to tzw. opracowania na zamówienie. Nie ma w tym nic złego, ponieważ dążymy do tego, by wzorem amerykańskim następował trwały związek nauki z przemysłem (biznesem).
Lecz gdy dzisiaj pojawiają się opracowania, w których dokonuje się jakichś dziwnych interpretacji pewnych zasad i teorii naukowych, wtedy nie można wokół takich spraw przejść obojętnie. Jako były szef Wyższego Urzędu Górniczego, a obecnie również jako wykładowca akademicki i biegły sądowy w zakresie górnictwa i geologii, uważam, że takie praktyki z górnictwa polskiego należy jak najszybciej wyplenić. Dokonałem wstępnej analizy tego stanu i uważam, że przyczyną takich przypadków jest brak obiektywizmu wytworzony tym, że niektóre osoby zajmujące stanowiska kierownicze w poszczególnych podmiotach naukowych równocześnie zostały powołane do rad nadzorczych jednoosobowych spółek Skarbu Państwa, a takimi są spółki węglowe, jak również spółki zależne.
Dlatego w tej sprawie zwróciłem się ostatnio pisemnie do prezesa Rady Ministrów, aby w podległych resortach dokonać wnikliwej oceny tej sytuacji.
Można przecież, o ile taka jest wola poszczególnych ministrów gospodarki i skarbu – powoływać osoby cenione w świecie nauk górniczych do rad nadzorczych w innych podmiotach, niezwiązanych z branżą górniczą.
Innym, zbieżnym z wcześniej analizowanym zagadnieniem jest nasilający się spór pomiędzy samorządami a przedsiębiorcami. Oczywiście we wcześniejszym okresie kością niezgody były wyrobiska podziemne i związany z tym spór dotyczący ich opodatkowania. Ja natomiast zwracam uwagę na zagadnienia dotyczące planowania przestrzennego na terenach górniczych. Przepisy, które obowiązywały do końca zeszłego roku, mówiły, że na terenach górniczych konieczne było sporządzanie planu zagospodarowania przestrzennego. Uważam, że w praktyce był to bardzo silny instrument, z którego rady gmin nie potrafiły korzystać. W nowym prawie nie ma obowiązku sporządzania tego dokumentu, jednak jeśli prace górnicze będą rzutowały w sposób istotny na środowisko, taki plan zagospodarowania przestrzennego można sporządzić. Są to zagadnienia poruszane w art. 104 ustawy Prawo geologiczne i górnicze z dnia 9 czerwca 2011 roku.
Mają one swoją wagę, ponieważ dotyczą przyjęcia takiego dokumentu przez obie strony, a więc w tych zagadnieniach istotną sprawą jest sposób jego ustalenia. Jeśli samorządowcy pewnych spraw tutaj nie dopilnują, przedsiębiorstwa nie poniosą żadnych wynikających z tego kosztów. Przez ostatnie kilkanaście lat samorządowcy nie zwracali na te zagadnienia uwagi, przedsiębiorcy zaś nie zawsze byli solidni w stosunku do tych pierwszych.
Osobnym zagadnieniem przy obecnym funkcjonowaniu polskiego górnictwa pozostaje wykonywanie pewnych prac przez firmy zewnętrzne, tzw. firmy usługowe. Wydaje mi się, że firmy przypadkowe nie powinny działać w górnictwie. I choć żyjemy w gospodarce wolnorynkowej, uważam, że przez pryzmat bezpieczeństwa w wykonywaniu poszczególnych prac górniczych powinniśmy mówić wyłącznie o firmach wysoce specjalistycznych.
Obowiązująca ustawa Prawo geologiczne i górnicze ten temat już zaczyna porządkować.
Można by w tym miejscu dotykać kolejnych zagadnień, które ja nazywam składowymi polskiego górnictwa. Chciałbym, żeby głoszone obecnie hasło „Górnictwo z zasadami” stało się prawdziwą wizytówką branży aktualnie, jak również w przyszłości.
Ale to wymaga dalszych intensywnych działań na różnych płaszczyznach zarządzania, również poprawy wielu zagadnień, które tylko sygnalizowałem.
Ogromną rolę ma Wyższy Urząd Górniczy jako rządowy organ centralny, któremu przypisany został nadzór i kontrola nad przestrzeganiem Prawa geologicznego i górniczego przez przedsiębiorców posiadających koncesje na prowadzenie działalności określonej tą ustawą. Oprócz kadr i doskonałych fachowców posiada on również niezależność finansową.

Dr inż. Piotr Buchwald

Autor jest wykładowcą akademickim, był prezesem Wyższego Urzędu Górniczego.

drukuj