fot. wikipedia

Ebola zbiera śmiertelne żniwo

Epidemia Eboli jest bezlitosna. Według Światowej Organizacji Zdrowia wirus gorączki krwotocznej zabił do tej pory na zachodzie Afryki blisko 3 tysiące osób, a według najczarniejszych scenariuszy do końca roku może uśmiercić 250 tys. ludzi.

Sytuacja w Liberii jest krytyczna. Na gorączkę krwotoczną, którą wywołuje wirus ebola nie ma jak dotąd lekarstwa. Jedyne, co mogą zrobić lekarze, to stwarzać jak najlepsze warunki, żeby pacjent sam zwalczył chorobę. Niestety, przynajmniej połowa zarażonych umiera. Śmiertelność wynosi ok. 60 proc., jeśli pacjent ma szczęście i dostanie się do jednego z zatłoczonych szpitali albo ok. 90 proc. wśród chorych, dla których zabrakło miejsca. Ludzie są zrozpaczeni.

– Oni walczą z ebolą, a my modlimy się, że zostanie wyeliminowana. Tylko to nam zostało – modlimy się – zaapelował Mariam Bangura.

Prezydent USA Barack Obama jeszcze w tym tygodniu ogłosił, że do trzech krajów dotkniętych epidemią, przede wszystkim do Liberii, wysłanych zostanie 3 tys. amerykańskich żołnierzy. Pod kierunkiem amerykańskich inżynierów zbudują oni 17 centrów medycznych, w których będzie szkolonych 500 lokalnych pielęgniarzy. Będą też dostarczać lokalnym służbom medycznym lekarstwa i sprzęt medyczny oraz – co bardzo ważne – edukować ludzi na temat rozprzestrzenia się wirusa.

– Czekamy z rodziną w domu aż odwiedzi nas zespół. Chcemy zrozumieć to, co do tej pory wiemy – powiedział Mohamed Kanu.

Według Światowej Organizacji Zdrowia ludzie zarażają się wirusem ebola wyłącznie poprzez bezpośredni kontakt z krwią, narządami, wydzielinami lub innymi płynami ustrojowymi. Próbowano jednak badać, czy mogą one rozprzestrzeniać się również drogą kropelkową. Dotychczasowe obserwacje w Afryce wskazują, że zakażenie wirusem gorączki krwotocznej występuje jedynie lokalnie i związane jest z przemieszczaniem się ludzi. Na razie nie jest ono przenoszone na większe odległości.

 

TV Trwam News/RIRM

 

drukuj