
Dr L. Popek o upamiętnieniu ofiar ludobójstwa na Kresach: To jest „wyciąganie kolca z rany”, wyciąganie ościenia z relacji polsko-ukraińskich. Boli, ale pozwala, że ta rana w końcu się zagoi
To jest takie „wyciąganie kolca z rany”, wyciąganie ościenia z relacji polsko-ukraińskich. To boli, ale pozwala, że ta rana w końcu się zagoi. Mówią: „Ale będzie blizna!”. Tak. Blizna będzie świadczyć do końca świata o tym, co było i będzie przypominać, żeby to się już więcej nie powtórzyło – mówił dr Leon Popek, wicedyrektor Biura Upamiętnienia Walk i Męczeństwa IPN w swojej prelekcji pt. „Polska-Ukraina. Walka o pamięć i krzyże” podczas konferencji „Prawda a historia – Polska wobec wschodnich sąsiadów”, która dobyła się w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.
Dr Leon Popek zaznaczył, że budowanie pojednania polsko-ukraińskiego w oparciu o pamięć i prawdę jest bardzo trudne, ponieważ w tych obszarach oba państwa prowadzą zgoła odmienne narracje historyczne, szczególnie jeśli chodzi o czasy II wojny światowej.
– Jeszcze kilkanaście lat temu uważałem, że jest jedna pamięć, jest jedna prawda, a wielokrotnie na różnych konferencjach, spotkaniach stykałem się z tym, że są dwie pamięci. Ukraińcy mają swoją, my mamy swoją – wskazał.
Historyk przytoczył najnowsze dane – podczas ludobójstwa dokonanego przez Ukraińską Powstańczą Armię zginęło w latach 1939-1947 ok. 120-130 tys. Polaków. Oczywiście zbrodnie na polskiej ludności cywilnej nie miały miejsca wyłącznie na terenie Wołynia. Ukraińscy nacjonaliści dokonywali czystek etnicznych także na terenie województw: poleskiego, lwowskiego, stanisławowskiego, tarnopolskiego oraz w obecnych granicach Polski, na terenie powiatów: hrubieszowskiego, przemyskiego, tomaszowskiego, chełmskiego i zamojskiego.
– Tak naprawdę na dzień dzisiejszy nie znamy dokładnej liczby zamordowanych, a nawet nie dysponujemy spisem wszystkich miejscowości, gdzie zginęli Polacy. Ponad 78 lat po tym ludobójstwie nadal nie mamy opracowanej mapy dołów śmierci – podkreślił wicedyrektor Biura Upamiętnienia Walk i Męczeństwa IPN.
Choć IPN stara się robić, co może, prowadząc bazę zbrodni i ofiar ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA, to jednak poszukiwania prawdy i przywracania należytej pamięci pomordowanym nie ułatwia ukraiński rząd.
– Od ponad 6 lat na Ukrainie obowiązuje zakaz poszukiwań, ekshumacji, upamiętnień i pochówków polskich obywateli. Tu jest pewien paradoks – dotyczy to nawet polskich Legionistów, którzy zginęli w walkach z Rosjanami w 1915 roku. Nie można pochować nawet tych, którzy zginęli ponad 100 lat temu w walce z Rosjanami! Nie można pochować żołnierzy Wojska Polskiego, którzy zginęli w walce z Armią Czerwoną, rozstrzelani przez NKWD – zwrócił uwagę prelegent.
Podał przykład jednej z takich zbiorowych mogił, odkrytych przypadkiem.
– 1,5 roku temu koło Szacka, w miejscowości Kropiwniki, spychacz, który wyrównywał drogę leśną, odsłonił zbiorową mogiłę. Okazało się, że leżą tam żołnierzy Wojska Polskiego, rozstrzelani albo którzy zginęli w walce z Sowietami 29-30 września 1939 roku. Ilu ich tam leży? Szacujemy, że ok. 50. W ogóle byśmy o tym nie wiedzieli, (bo strona ukraińska nie zgłosiła tego, wbrew umowie polsko-ukraińskiej z 1994 r.), gdyby nie to, że na Allegro pojawiły się informacje, że są do sprzedania nieśmiertelniki zdjęte z tych żołnierzy, guziki z orzełkami – mówił dr Leon Popek.
Strona polska wyraziła wówczas chęć natychmiastowej ekshumacji, jednak sprawa utknęła w miejscu ze względu na brak zgody władz ukraińskich. Wszystkie polskie władze państwowe – nawet te najwyższe – są bezsilne.
– Nie można pochować polskich bohaterów! Ich szczątki walają się tam do tej pory, są rozkopane, właściwie za jakiś czas w ogóle nie będziemy wiedzieli, czy to są szczątki żołnierzy polskich, bo tam nie będzie nic, co by świadczyło, że to są polscy żołnierze – zaznaczył dr Leon Popek.
Podkreślił, że niemożność godnego pochówku i upamiętnienia ofiar ludobójstwa wołyńskiego nie pozwala domknąć tego bolesnego rozdziału historii. Umierają ostatni świadkowie zbrodni, nie doświadczywszy elementarnej sprawiedliwości względem ich zamordowanych bliskich. Taka sytuacja sprawia, że mają w sobie spowodowane tym najbardziej negatywne emocje.
– Mają żal do władz, mają nieukojony ból, mają złość, mają nienawiść, maja bezsilność, maja upokorzenie – wskazał historyk.
Co gorsza, emocje te przekazywane są następnym pokoleniom, choć zaradzenie temu wydaje się banalnie proste, wystarczy bowiem jedynie godnie pochować zmarłych.
– Były przykłady, które rokowały na godne upamiętnienie. Była mowa o wybaczaniu, o żalu, o skrusze, ale zabrakło zadośćuczynienia. W 2013 r. z okazji kolejnej rocznicy ludobójstwa Polaków na Wołyniu ks. abp Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski obrządku łacińskiego zastosował apel do Kościoła greckokatolickiego i do Kościoła prawosławnego – do braci w Chrystusie – żeby lokalne parafie, społeczności upamiętniły na swoim terenie te miejsca, te doły śmierci, żeby postawiono tam krzyże – skromne, drewniane, tanie i żeby tam odprawiano msze za tych, którzy leżą w dołach śmierci. Ten apel arcybiskupa został zlekceważony. W ogóle na niego nie odpowiedziano. Przykro to powiedzieć w tym miejscu, ale też ten apel został przemilczany przez Kościół rzymskokatolicki w Polsce i wszystkie media państwowe. Pisały o tym tylko Nasz Dziennik i Gość Niedzielny – mówił dr Leon Popek.
Zaznaczył, że choć środowisko historyków ukraińskich, ale także część środowisk polskich uważa ekshumacje i upamiętnianie ofiar UPA za „rozdrapywanie ran”, to jednak ma ono głębszy wymiar, niż przypominanie bolesnej przeszłości i wypominanie win.
– To jest takie „wyciąganie kolca z rany”, wyciąganie ościenia z relacji polsko-ukraińskich. To boli, ale pozwala, że ta rana w końcu się zagoi. Mówią: „Ale będzie blizna!”. Tak. Blizna będzie świadczyć do końca świata o tym, co było i będzie przypominać, żeby to się już więcej nie powtórzyło – zwrócił uwagę wicedyrektor Biura Upamiętnienia Walk i Męczeństwa IPN.
Zauważył, że Ukraińcy i Polacy coraz bardziej się od siebie oddalają. Zaznaczył, że kiedyś miały miejsce dyskusje pomiędzy środowiskami historyków z obu narodów, niekiedy przeradzające się w spory i kłótnie, ale jednak zawsze przynoszące jakieś owoce.
– Teraz nie siadamy do stołu, nie rozmawiamy. Mam wrażenie, że coraz bardziej oddalamy się od siebie. Od kilku lat nawet nie możemy nawet na Ukrainie po katolicku pochować odnalezionych kości swoich bliskich. Aż tak bardzo odeszliśmy od ludzkich zachowań? 1,5 tys. lat przed Chrystusem barbarzyńcy zawierali pokój, żeby pochować swoich bliskich. Jedni drugich. A my jesteśmy w XXI wieku – podkreślił historyk.
radiomaryja.pl


