fot. Prawo i Sprawiedliwość

Dr J. Hajdasz: Jest realna obawa, że do problemów, jakie dziś mamy z mediami społecznościowymi, dojdzie blokowanie treści w internecie przez rządzących

Jest realna obawa, że do problemów, jakie dziś mamy z wielkimi platformami mediów społecznościowych dojdą problemy blokowania treści w internecie przez rządzących w danym czasie polityków, bo zapisy w projekcie DSA wskazują na to, iż obecnie rządzący chcą postawić się na miejscu wielkich platform internetowych. W Polsce ta ustawa to nadregulacja – nasze przepisy idą dalej niż narzuca to państwom członkowskim Unia Europejska – zwracała uwagę w swoim felietonie z cyklu „Myśląc Ojczyzna” na antenie TV Trwam dr Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Dr Jolanta Hajdasz wskazała, że pod pretekstem walki z nadużyciami w internecie rząd forsuje przepisy mogące radykalnie ograniczyć wolność słowa. Dziennikarka nazwała to „wylewaniem dziecka z kąpielą”. Dodała, że zagrożenie jest naprawdę realne.

– Od lutego 2024 obowiązuje w całej Unii Europejskiej, a więc i w Polsce, tzw. unijny Akt o Usługach Cyfrowych, zwany DSA, ale sposób wprowadzenia w życie tego przepisu przez obecny rząd jest nadal kontrowersyjny, bo miejsce platform internetowych, które dziś rządzą informacją i jej dystrybucją w sieci w Polsce mogą wejść politycy z ogromnymi uprawnieniami do blokowania wszystkiego, co im się nie spodoba. Aktualnie w Sejmie jest procedowana ustawa, która wprowadza te przepisy w życie i niestety – trzeba to wyraźnie powiedzieć – naprawdę jest się czego bać. Należę do tych, którzy protestują przeciwko zagrożeniom i ograniczeniom wolności słowa jakie dostrzegamy w projekcie ustawy wdrażającej Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), przedstawiony przez Ministerstwo Cyfryzacji. Jest to pośredni sposób wprowadzenia cenzury w internecie na terenie Polski oraz umożliwienie rządzącym politykom ingerowania w publikowane w sieci treści przy wykorzystaniu struktury administracji państwowej – podkreśliła prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Dr Jolanta Hajdasz zaznaczyła, że jej opinia na temat tych przepisów wynika z analizy projektu, a także z „monitorowania praktyki procesu komunikowania masowego w Polsce, w tym procesów dziennikarzy mediów konserwatywnych i prawicowych oraz monitorowania blokowania w sieci treści konserwatywnych i prawicowych”.

– Jest realna obawa, że do problemów, jakie dziś mamy z wielkimi platformami mediów społecznościowych dojdą problemy blokowania treści w internecie przez rządzących w danym czasie polityków, bo zapisy w projekcie DSA wskazują na to, iż obecnie rządzący chcą postawić się na miejscu wielkich platform internetowych. W Polsce ta ustawa to nadregulacja – nasze przepisy idą dalej niż narzuca to państwom członkowskim Unia Europejska. Po co rządząca koalicja to robi? Trzeba postawić pytanie, do czego jest im to potrzebne – zwróciła uwagę felietonistka Radia Maryja.

Kluczowy wpływ na treści w polskim internecie ma mieć m.in. prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

– Prezes tego urzędu ma być główną instancją odwoławczą od blokad w internecie, a przecież nie ma on żadnego doświadczenia w rozstrzyganiu sporów z zakresu wolności słowa, ochrony dóbr osobistych czy przeciwdziałania dyskryminacji. Prezesa UKE powołuje Sejm zwykłą większością głosów na wniosek Prezesa Rady Ministrów, decyduje więc o tym wyborze dominująca w danym czasie opcja polityczna. Stwarza to dogodną dla polityków okazję do wykorzystywania wyżej wymienionych uprawnień do blokowania w sieci np. krytycznych opinii wobec siebie. Narusza to podstawowe prawa człowieka, do jakich należy w demokratycznym państwie prawo swobody wypowiedzi. Wyjątkowo kontrowersyjna jest także arbitralność decyzji Prezesa UKE. Zaskarżyć je będzie można do sądu powszechnego, ale w Polsce ta ścieżka jest kosztowna, skomplikowana i wyjątkowo długa. W naszym kraju procesy karne dotyczące zdarzeń z zakresu komunikowania masowego są najczęściej tajne, a zarzuty bywają absurdalne, nawet w oczywistych sprawach procedura sądowa trwa dwa, trzy, a nawet pięć lat. To zupełnie wypacza sens publikowania czegokolwiek, bo aktualność i szybkość reakcji staje się dziś nadrzędną cechą wszystkiego, co komunikujemy. W ten sposób, po wprowadzeniu DSA w proponowanym kształcie, zgodnie z prawem można będzie wyeliminować z internetu wszystkie treści, które nie odpowiadają rządzącym – tłumaczyła dr Jolanta Hajdasz.

Dziennikarka zaznaczyła, że „zapisy naruszają niezależność mediów i niezależność twórców, w tym dziennikarzy”.

– Przy fikcyjnym nadzorze sądowym i przy braku gwarancji prowadzenia jasnej i skutecznej procedury odwoławczej jest to wprowadzenie do polskiego systemu medialnego mechanizmu cenzury zabronionego w demokratycznym państwie prawa – podkreśliła prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

radiomaryja.pl

drukuj