fot. PAP/EPA

Do 58 osób wzrosła liczba ofiar powodzi w Indiach

Służby ratownicze odnalazły w stanie Uttarakhand, na północy Indii, zwłoki czterech ofiar gwałtownej powodzi, która 7 lutego zaskoczyła pracowników budowanej tam elektrowni wodnej oraz mieszkańców wiosek nad dopływami Gangesu. Akcja poszukiwawcza trwa już 10 dni.

Ratownicy wydobyli kolejne trzy ciała z tunelu elektrowni Tapovan-Vishnugad na rzece Dhauliganga, który został zalany wodą i błotem. Czwartą ofiarę odnaleziono w okolicach miejscowości Maithana w rzece Alakananda – informuje dziennik „The Hindu”.

Spośród 58 odnalezionych ofiar powodzi, zidentyfikowano dotychczas ciała 30 osób. Służby ratownicze pobrały próbki DNA krewnych osób, które pracowały w elektrowni wodnej lub zaginęły w okolicy rzek Rishiganga, Dhauliganga i Alakananda, które są dopływami Gangesu.

„The Indian Express” podaje powołując się na informacje lokalnej policji, że władze poszukują jeszcze 146 osób.

Służby ratownicze pracują już 10. dzień w tunelu elektrowni wodnej Tapovan-Vishnugad, gdzie w momencie katastrofy miało przebywać ok. 30 robotników.

„Odnaleźliśmy żywą osobę w stanie Himaćal Pradeś, gdzie doszło do podobnej tragedii, nawet po 10 dniach. Cuda się zdarzają” – powiedział agencji PTI szef ratowników PK Tiwari.

„Ale w tunelu są setki tysięcy ton błota. Jednak jako żołnierz i ratownik mogę tylko powiedzieć, że akcja będzie trwała aż dotrzemy do ostatniej ofiary” – zapewnił.

Tiwari tłumaczy agencji PTI, że tunel ma 4 km długości, a oczyszczono 160-165 metrów.

„Usunięcie błota z tunelu, który budowano 8-10 lat, zajmie miesiące, jeśli nie rok” – dodał.

Prace trwają również w tunelu pomocniczym, gdzie wpuszczono kamery i skąd wydobyto we wtorek ciała. Akcję utrudnia woda i błoto wciąż wlewające się do tunelu. Z pomocą ciężkiego sprzętu służby ratownicze próbują przywrócić bieg rzeki sprzed katastrofy.

Indyjscy eksperci wciąż badają przyczynę powodzi. Według Santosha Raia, szefa departamentu glacjologii i hydrologii z Instytutu Wadia w Dehradun mogła to być lawina topniejącego śniegu, która zablokowała bieg rzeki, a nie pęknięcie lodowca jak wstępnie oceniono.

PAP

drukuj