D. Tusk cynicznie wykorzystuje antyklimatystyczną retorykę na forum UE
Premier Donald Tusk krytykuje władze Unii Europejskiej za rekordowe ceny energii we Wspólnocie i wskazuje winowajcę – politykę klimatyczną. Z drugiej strony liderzy innych państw europejskich deklarują neutralność klimatyczną do 2050 roku. Według opozycji szef polskiego rządu wykorzystuje antyklimatystyczną retorykę na użytek krajowy.
W Unii trwa debata o rentowności gospodarki europejskiej. Ostatnio na ten temat rozmawiano w Kopenhadze. Do ciekawych wniosków doszedł premier Donald Tusk.
– Nie możemy stale redukować emisji w tempie, z którym żadna firma nie może sobie poradzić. Nie możemy stale zwiększać naszych ambicji, gdy inni tego nie robią – podkreślał szef rządu.
O skutkach polityki klimatycznej Donald Tusk mówił jeszcze w styczniu, podczas inauguracji polskiej prezydencji w Unii Europejskiej.
– Jak wy chcecie konkurować z gospodarką amerykańską czy chińską, jeśli będziemy mieli trzykrotnie droższą energię? – pytał wówczas premier.
W tych poglądach premier Tusk jest odosobniony na forum unijnym. Jego koledzy konsekwentnie dążą do zeroemisyjności całego kontynentu. Deklaruje to m.in. prezydent Francji, Emmanuel Macron.
– Chcemy wywiązać się z naszych zobowiązań w zakresie zmian klimatycznych. Musimy się zdekarbonizować – zaznaczył francuski przywódca.
Z kolei przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, chwali się, że już połowa energii elektrycznej pochodzi ze źródeł odnawialnych, a kolejne miliardy chce przeznaczać na OZE.
„Pracujemy pełną parą nad tym, aby do 2040 r. osiągnąć redukcję gazów cieplarnianych o 90 procent. Jesteśmy na dobrej drodze do neutralności klimatycznej” – oznajmiła szefowa KE.
Deklaracje premiera Donalda Tuska o szkodliwej polityce klimatycznej pozostają tylko deklaracjami. Dla posła Pawła Sałka z Prawa i Sprawiedliwości to retoryka na użytek krajowy.
– My jako gospodarka polska przechodzimy bardzo poważne perturbacje związane z radykalnym ograniczeniem gazów cieplarnianych i po prostu pan premier Tusk co innego mówi w Polsce, a co innego mówi w Unii Europejskiej – wskazał parlamentarzysta.
Szef rządu wie, że wysokie ceny energii w Europie i w Polsce to konsekwencja opłat za emisję CO2, tzw. ETS. Na razie podatek klimatyczny płacą elektrownie i przemysł energochłonny. Od 2027 r. ETS będziemy płacić od budynków i pojazdów. To odbije się na kieszeniach zwykłych obywateli i na całej gospodarce.
Dr Bogdan Pliszka, politolog, zauważył, że z Europy ucieka przemysł obłożony podatkiem klimatycznym.
– 17 lat temu PKB Unii i Stanów Zjednoczonych było jak 97 do 100, czyli w zasadzie jeden do jednego, bo tamte trzy proc. [jest – radiomaryja.pl] do pominięcia. Teraz to jest jak 47 do 100, czyli mamy dwa razy mniejsze PKB niż Stany Zjednoczone. Jesteśmy skansenem na własne życzenie – zaznaczył ekspert.
28 dużych firm, takich jak Airbus, Carlsberg, Siemens i PGE, apeluje do Komisji Europejskiej o zniesienie biurokratycznych barier, w tym tych dotyczących energii.
TV Trwam News




