D. Lasocki: Jeżeli ktoś twierdzi, że protest wyborczy jest zasadny, to powinien protestować, ale nie powinienem protestować tylko dlatego, że mówi o tym Roman Giertych
Żeby błędy wyborcze mogły być przeprocesowane, żeby sąd mógł się nimi zająć, to każde pismo musi być podpisane. Każde pismo musi być naszym własnym protestem. Musi być dobrze wpisany PESEL. Prawie 50 tys. protestów, które podpowiedział Roman Giertych, było nieprawidłowo złożonych i możemy tylko mieć pretensje do mec. Giertycha i do jego akolitów, że rozbudzili tak wielkie nadzieje w Polakach. Osobiście uważam, że jeżeli ktoś twierdzi, że protest jest zasadny, to powinien protestować, ale nie powinienem protestować tylko dlatego, że mówi o tym Roman Giertych – zwracał uwagę we wtorkowym „Polskim punkcie widzenia” na antenie TV Trwam Dariusz Lasocki, radca prawny, były członek Państwowej Komisji Wyborczej. Tematem programu były wtorkowe obrady Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego ws. ważności wyborów.
Sąd Najwyższy po ponad trzygodzinnych obradach [stwierdził we wtorek ważność wyborów prezydenckich]. Z formalnego punktu widzenia, zgodnie z konstytucją i ustawami, uchwała Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych powinna definitywnie zakończyć wszelkie dyskusje na temat wyniku i prawidłowości przebiegu głosowania. Można się jednak spodziewać, że rządzący nadal będą podsycać spór.
Z bojowym nastawieniem przyszedł na obrady minister sprawiedliwości, Adam Bodnar. Uparcie twierdził, że Sąd Najwyższy nie rozpatrzył należycie protestów wyborczych.
– Mogę zrozumieć pana ministra i myślę, że nasi widzowie też pewnie mogą zrozumieć. Pan minister twierdzi (co jest prawdą), że jest przedstawicielem władzy wykonawczej i jest niejako rzecznikiem obywateli. Jest ministrem sprawiedliwości – ma dbać w państwie o praworządność. To mu się niestety nie udaje od dwóch lat. Natomiast mówi: „Ja reprezentuję tych ludzi, którzy uważają, że były jakieś błędy w postępowaniu procesowym”. No tak, tylko żeby te błędy mogły być przeprocesowane, żeby sąd mógł się nimi zająć, to każde pismo musi być podpisane. Każde pismo musi być naszym własnym protestem. Musi być dobrze wpisany PESEL, co zostało bardzo mocno podkreślone przez panią sprawozdawcę w postępowaniu. Prawie 50 tys. protestów, które podpowiedział Roman Giertych, było nieprawidłowo złożonych i możemy tylko mieć pretensje do mec. Giertycha i do jego akolitów, że rozbudzili tak wielkie nadzieje w Polakach. Osobiście uważam, też jako były członek Państwowej Komisji Wyborczej, że jeżeli ktoś twierdzi, że protest jest zasadny i zauważył brak pieczęci, komisja była źle obsadzona, nie było urny, nie mógł tajnie oddać głosu, to powinien protestować, ale nie powinienem protestować tylko dlatego, że mówi o tym Roman Giertych – mówił Dariusz Lasocki.
Pomimo zasadności części protestów i stwierdzonych nieprawidłowości, wynik wyborów jest jasny – wygrał Karol Nawrocki. Stwierdziła to Państwowa Komisja Wyborcza. Gość „Polskiego punktu widzenia” zaznaczył, że teraz, po uznaniu ważności wyborów przez Sąd Najwyższy, PKW – choć nie ma już żadnej roli do odegrania – powinna wskazać, jakie wnioski wypływają z tegorocznych wyborów.
– Wnioski wypływają takie, że być może (nie przesądzam, ale to trudny proces) powinniśmy się wreszcie w Polsce, po 35 latach, dorobić profesjonalnego korpusu urzędników wyborczych, ale pytanie, czy mamy na to pieniądze. Skoro nie mamy pieniędzy na podstawowe zabiegi medyczne w ramach NFZ-u, to prawdopodobnie na to też pieniędzy nie znajdziemy – zwrócił uwagę prawnik.
Oczywiście nawet szereg specjalnie powołanych w tym celu urzędników nie dawałby stuprocentowej gwarancji, że przyszłe wybory będą wolne od błędów. Jak wskazał były członek PKW, takie same nieprawidłowości, z jakimi mieliśmy do czynienia w tegorocznych wyborach, zdarzały się też w każdych poprzednich.
– To nie jest tak, że mamy proces, który jest w stu procentach idealny, bo takich procesów na świecie nie ma, bo my nie jesteśmy idealni. Nasi sąsiedzi, członkowie rodzin, nauczyciele – te wszystkie osoby biorą udział w obwodowych komisjach wyborczych. Im trzeba podziękować. Za pośrednictwem Telewizji Trwam chciałbym podziękować tym wszystkim 266 tys. ludzi, którzy w te dwa dni (a to przecież wykracza poza dzień, to praca w nocy, nad ranem), pracowali na rzecz dobra wspólnego. Stąd te pomyłki. Każdy się myli, ale – (…) to trzeba też podkreślić – wiele z tych komisji od razu zauważyło swoją pomyłkę i interweniowało do komisji okręgowej, a ta informowała Państwową Komisję Wyborczą – podkreślał Dariusz Lasocki.
W obliczu błędów pojawia się dyskusja, czy nie lepiej byłoby przestawić się na głosowanie elektroniczne – wszak komputer nie popełnia pomyłek typowych dla ludzi. Takie rozwiązanie – jak zaznaczył gość „Polskiego punktu widzenia” – stwarzałoby inne, jeszcze większe zagrożenia.
– Jestem zdecydowanie przeciwko głosowaniu elektronicznemu. W świecie tak niebezpiecznym, w świecie wojen hybrydowych, w świecie braku stuprocentowego cyberbezpieczeństwa, odsłanianie naszych najważniejszych zasobów ludzkich – mojego głosu, naszych danych osobowych – jest, moim zdaniem, nierozsądne. Co więcej, te zasoby, które są niezbędne do e-wyborów są zawsze w posiadaniu państwa. Co to znaczy? To znaczy, że ma nad nim pieczę minister cyfryzacji, agencja NASK, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W tych wyborach to się absolutnie nie sprawdziło. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i NASK narozrabiały, nie były w stanie wyśledzić pieniędzy z zagranicy. To jest bardzo duży zarzut, tego nigdy wcześniej nie było, że ktoś finansuje polską kampanię wyborczą z zagranicy i dokładnie do dzisiaj nie wiemy, kto i w jakim wymiarze. Tak więc ja jestem przeciwnikiem. Być może ta dyskusja musi być odłożona nawet na za dziesięć lat – zwrócił uwagę były członek PKW.
W programie poruszono też temat podważania przez rządzących (w tym ministra Adama Bodnara) statusu sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, towarzyszącego dyskusji nt. ważności wyborów.
radiomaryja.pl



