fot. www.facebook.com/photo/?fbid=838583661818338&set=pcb.838583805151657

Camino Wdzięczności za 35 lat małżeństwa Doroty i Rafała

W 2024 roku Dorota i Rafał Janoszowie obchodzili 35. rocznicę ślubu. Z tej okazji postanowili wyruszyć do Santiago de Compostela. Ich wędrówka nie była standardowa, bo do św. Jakuba postanowili udać się ze swojego domu. By dotrzeć na miejsce, przemierzyli 3152 km w 112 dni.

Ta droga była zwieńczeniem życiowego marzenia mojej Dorotki, potem okazało się również, że to było także moje marzenie. Bardzo kocham moją żonę i chciałem zrobić wszystko, żeby zrealizować ten cel. Dziesięć lat temu poszliśmy do Santiago de Compostela drogami po Hiszpanii. Kiedy skończyliśmy, powiedziała mi: „Rafcio, wiesz co, marzy mi się, że chciałabym kiedyś wyjść z domu na Camino”. Droga była cudowna, ale samo przygotowanie, które trwało półtorej roku, mi jako facetowi, dało takie poczucie, iż pokaże jej, że ją kocham jest moim przyjacielem i robię wszystko, by się to udało – wskazał Rafał Janosz.

fot. www.facebook.com/profile.php?id=61557629140607

W życiu przychodzi taki moment, w którym człowiek przestaje tylko patrzeć na marzenia i zaczyna je realizować. Tak było również w tym przypadku. Małżonkowie swoją wędrówkę rozpoczęli 1 maja 2024 roku. Podczas pielgrzymowania rodziców wspierały dzieci, które towarzyszyły im na poszczególnych etapach drogi.

Zaczynam nazywać tę drogę, drogą życia. Uważam, że ona zakończy się dopiero wtedy, kiedy zakończymy życie. Przez 10 lat marzenie, które było we mnie, było przyglądaniem się przez okno na to, co za tą szybą jest. Były piękne widoki, ale tylko stałam przed tym oknem i patrzyłam na to. 1 maja 2024 roku wyskoczyłam przez to okno w totalną niepewność z zaufaniem, iż ta droga otworzy nas na dotyk nieba i jeszcze głębszą relację z Panem Bogiem. Na drodze wydarzyła się dla nas rzecz niesamowicie wspaniała. W czasie tych 112 dni dołączyły do nas dzieci. Byli z nami na różnych etapach. Pierwszy przyjechał do nas najstarszy syn ze swoją żoną, z którą 19 kwietnia 2024 roku przyjęli sakrament małżeństwa. Dotarli do nas w Niemczech razem z mamą Klaudii, czyli naszą swatową. Spędzili z nami kilka dni. To był fantastyczny czas, mogli się przyjrzeć naszej drodze. Moment pożegnania z nimi był dla nas niesamowity. Oni wsiedli do samochodu, wyjeżdżali, a my poszliśmy dalej. Za kilka dni dojechał do nas drugi syn z jeszcze narzeczoną, bo przygotowywali się do przyjęcia sakramentu małżeństwa zaraz po naszym powrocie. Najtrudniejszą drogę do przybycia do nas miała córka. Była na etapie zdawania egzaminów w czasie sesji na studiach i niestety nie udało jej się wcześniej do nas dotrzeć. Traciłam nadzieję, iż to będzie realne. Finalnie zrobiła nam tak niesamowitą niespodziankę, jechała do nas dwa dni i trzy dni z nami wędrowała, by wrócić potem do domu – oznajmiła Dorota Janosz.

fot. www.facebook.com/profile.php?id=61557629140607

fot. www.facebook.com/profile.php?id=61557629140607

fot. www.facebook.com/profile.php?id=61557629140607

Wkroczenie na pielgrzymi szlak wymaga nie tylko przygotowań fizycznych, ale także zawodowych, organizacyjnych i duchowych. Rafał Janosz podkreślił, iż nie była to spontaniczna decyzja. Przygotowania trwały długo, ale każdy z obszarów musiał być odpowiednio przemyślany i zorganizowany. Wszystko po to, by z pełnym zaangażowaniem wejść na szlak.

Do wyjścia przygotowywaliśmy się na paru obszarach. Jestem wciąż aktywny zawodowo, pełnię funkcję współwłaściciela firmy, a co za tym idzie, musiałem podjąć jakieś konkretne kroki (…). Dorotka była etatową nauczycielką w szkole i nie daliśmy rady wyłączyć jej ze szkolnictwa na taki czas. Podjąłem decyzję, iż namówię ją, by zmieniła sposób zatrudnienia, przeszła na własną działalność. Trochę się tego bała, ale dzisiaj jest mi za to bardzo wdzięczna. Sam musiałem przygotować współpracowników na to, że nie będzie mnie w firmie przez cztery miesiące. Powiedziałem to na zarządzie, firma pomogła mi znaleźć zmiennika. Zorganizowałem środki na Camino. Wbrew pozorom wydaje się, że idziemy tylko z plecakiem, ale musiałem mieć zabezpieczone fundusze, by móc zrealizować wyprawę. Jeśli chodzi o sferę fizyczną, to kilka ostatnich miesięcy dużo chodziliśmy wieczorami, a w sferze duchowej bardzo to omadlaliśmy – zaznaczył mąż.

 

fot. www.facebook.com/profile.php?id=61557629140607

fot. www.facebook.com/profile.php?id=61557629140607

 

Dla Doroty i Rafała droga do Santiago de Compostela była nie tylko podziękowaniem za lata spędzona w sakramencie małżeństwa. Była także rodzajem wdzięczności za ludzi, którzy pojawili się na ich drodze. By uczynić ten czas osobistym przeżyciem, każdy dzień swojej wędrówki ofiarowali za kogoś innego.

Postanowiliśmy, że na Camino Wdzięczności przygotujemy sobie listę osób, które w naszym życiu przez 35 lat małżeństwa odegrały jakąś rolę, były dla nas ważne. Każdy dzień naszej wędrówki był dedykowany dla kogoś. W momencie kiedy rozpoczynaliśmy kolejny dzień, to nagrywaliśmy głosówkę do tej osoby czy osób i mówiliśmy, iż chcemy w tym dniu poświęcić naszą wędrówkę dla nich, dziękując za to, że są w naszym życiu. Zapraszaliśmy ich, aby wędrowali z nami duchowo przez ten dzień. Była taka sytuacja, iż dostaliśmy odpowiedź od naszego przyjaciela, który zapytał czy możemy z nimi odmówić różaniec, ponieważ chcieli w ten sposób przez krótką chwilę współuczestniczyć z nami duchowo w wędrowaniu. W tym trudzie pielgrzymowania dostaliśmy od tych osób niesamowity zastrzyk siły duchowej, która nas niosła – akcentowała żona.

Trasa do Santiago de Compostela była niestandardowa, ponieważ została przygotowana indywidualnie. Rafał Janosz zaznaczył, że podczas całej wyprawy zależało mu na tym, by podczas wędrówki zapewnić żonie chociaż minimalne poczucie bezpieczeństwa i komfortu.

Starałem się z dnia na dzień, żebyśmy mieli nocleg. Zobaczyłem, że Dorotka, kiedy ma w głowie, iż będzie się miała gdzie umyć, wyspać, to psychicznie lepiej to znosiła. Spaliśmy głównie po domach, ale kiedy zobaczyłem na mapie camping, to naddawałem któryś kilometr, żebyśmy rozbijali sobie tam namiot (…). Ta wyprawa to było jedno wielkie szczęście pomimo łez, bólu. Od Niemiec do Francji mieliśmy codziennie deszcz. Spaliśmy pod namiotem, w nocy było sześć stopni, a na dodatek mieliśmy śpiwory przeznaczone na 15 stopni i dopiero syn przywiózł nam do Monachium cieplejsze – mówił pielgrzym.

W 1989 roku podczas andrychowskiej pielgrzymki do Częstochowy Dorota i Rafał powiedzieli sobie sakramentalne „Tak”. 35. rocznicę ślubu zwieńczyli wejściem do Santiago de Compostela. Mąż od lat na każdą rocznicę ślubu zaskakuje czymś swoją żonę, tak było również w tym przypadku.

Od 35 lat na każdą rocznicę coś wymyślam. Do tej pory byliśmy sześć razy na Camino i zawsze robiłem jej tam rocznicę. Tym razem pomyślałem sobie, jak ją zaskoczyć. W kwietniu kurierem wysłałem do kwiaciarni billboard z napisem, że dziękuję jej za każdy dzień. Zamówiłem 35 róż i myślałem sobie, jak jeszcze jakąś niespodziankę zrobić. Idąc, wymyśliłem jeszcze coś. Pobraliśmy się na pielgrzymce na Jasną Górę, cały czas jesteśmy w drodze. Chodzenie jest wpisane w nasze życie. Wędrując, przypomniałem sobie, iż na naszym ślubie na pielgrzymce nasz kolega z Andrychowa, Sławek Piekarski, zaśpiewał nam z żoną piosenkę „Rękę ci daje”. Przez lata słuchaliśmy tej piosenki, ona jest nam bardzo bliska. Zadzwoniłem do niego i powiedziałem iż ma prośbę, byśmy zrobili dla Dorci jeden prezent. On nagrał z żoną od nowa ten sam utwór. Kiedy usłyszała ten utwór, to ją zamurowało. Namawiam wszystkich mężów, zamurowujcie swoje żony – powiedział Rafał Janosz.

Całość świadectwa można odsłuchać w odcinku z cyklu „Troje do Pary” na kanale Odbudowani. Karol Gnat.

Monika Gronczakiewicz/radiomaryja.pl

drukuj