fot. PAP/Bartłomiej Zborowski

Burzliwa debata w Sejmie

Sejm będzie dziś kontynuował pracę nad ustawą o Sądzie Najwyższym. Wczorajsza debata w tej sprawie była wyjątkowo burzliwa.

– Tylko w sposób spektakularny, pokazując i uruchamiając emocje, także tu w parlamencie i poza nim będziemy mogli zablokować te złe prawo. To jest koniec etapu, koniec demokracji w Polsce – mówił w zeszły piątek lider PO Grzegorz Schetyna.

Rzeczywiście emocje rozgrzane do czerwoności były nie tylko w Sejmie, ale też na ulicach. W trakcie procedowania ustawy o Sądzie Najwyższym środowiska powiązana z totalną opozycją protestowały przede parlamentem. W nocy zaś odbył się protest przed pałacem prezydenckim.

Emocjonująca była także debata nad ustawą reformującą Sąd Najwyższy. Politycznego paliwa totalnej opozycji dostarczyła I prezes SN Małgorzata Gersdorf.

– Obchodzimy w tym roku stulecie Sądu Najwyższego – jako pierwszej instytucji państwowości polskiej. W tym roku rząd, czy posłowie, postanowili zniszczyć Sąd Najwyższy – grzmiała z mównicy sejmowej sędzia Małgorzata Gersdorf.

Reformy sądownictwa bronił minister Zbigniew Ziobro. Szef resortu sprawiedliwości i Prokurator Generalny przypomniał, do jakich nieprawidłowości dochodzi w polskich sądach. Przywołał m.in. przypadek korupcji w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie.

– Może to jest nasza wina, że my ścigamy skorumpowanych, podejrzanych o pranie brudnych pieniędzy, udział w zorganizowanej grupie przestępczej sędziów. Może pani prezes uważa i poczytuje mi to za winę. Ale ja takiej winy się nie wstydzę, ja się do niej przyznaję, chcę być tak winny jako Prokurator Generalny. Po to zostałem tym Prokuratorem Generalnym. To też nas różni – podkreślał Zbigniew Ziobro.

Prawo i Sprawiedliwość w ustawie o Sądzie Najwyższym poszło na ustępstwa. Chodzi o poprawkę, która zakłada, że to Krajowa Rada Sądownictwa, a nie minister sprawiedliwości, będzie wskazywała sędziów Sądu Najwyższego. Głos w sprawie zabrał także prezydent Andrzej Duda, zgłaszając do marszałka Sejmu nowele ustawy o Krajowej Radzie Sądowniczej. Zaproponował w niej, by członków nowej Rady wybierał Sejm większością trzech piątych głosów.

– Ten projekt ma zapobiec, w efekcie po jego uchwaleniu, jednemu – twierdzeniom o tym, że Krajowa Rada Sądownictwa jest upartyjniona, tylko przez jedno ugrupowania, że w związku z tym działa pod dyktatem politycznym. Takiego wrażenia być nie może – podkreślał prezydent RP.

Prezydent Andrzej Duda zapowiedział, że nie podpisze ustawy Sądzie Najwyższym, dopóki nie zostanie uchwalona zgłoszona przeze niego zmiana w ustawie o KRS-ie.

Prezydent spotkał się w tej sprawie z marszałkami Sejmu i Senatu.

 Ważne ustalenie: prezydenckie zmiany do ustawy o KRS wejdą w życiepoinformował na Twitterze szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski.

Podczas debaty w Sejmie głos zabrała także premier Beata Szydło, która podkreśliła, że Prawo i Sprawiedliwość konsekwentnie reformuje sądownictwo i przeprowadzi tę reformę do końca

– Skończył się czas sędziów na telefon. Skończył się czas, kiedy ludzie byli traktowani nieuczciwie tylko dlatego, że nie stać ich było na wynajęcie drogich adwokatów. Koniec z tym – akcentowała premier RP.

 – To jest projekt, który przywraca wymiar sprawiedliwości polskim obywatelom – dodała Beata Szydło.

 Do ustawy zgłoszono wczoraj ponad tysiąc poprawek. Wśród nich znalazły się też poprawki partii rządzącej.

 – Prawo i Sprawiedliwość proponuje do zaprezentowanego projektu szereg poprawek. Zdecydowania większość z nich, to poprawki o charakterze legislacyjnym i doprecyzowującym – mówił poseł Stanisław Piotrowicz.

 Jedna z nich zwiększa kompetencje prezydenta. Według niej to prezydent, a nie Minister Sprawiedliwości, określi regulamin urzędowania Sądu Najwyższego. Głowa państwa ma też wskazać, którzy sędziowie zostaną w składzie Sądu.

Podczas nocnej debaty emocje w Sejmie sięgnęły zenitu. Poseł Borys Budka z Platformy Obywatelskiej zaatakował prezes PiS Jarosława Kaczyńskiego.

 – Dopóki był śp. Lech Kaczyński pan nie odważył się podnieść ręki na wymiar sprawiedliwości, bo na szczęście, był ktoś, kto rozumiał, na czym polega trójpodział władzy – insynuował poseł Platformy.

 Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata, niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami – odpowiedział na te słowa prezes PiS.

 Atmosfera była bardzo gorąca, o co zadbała m.in. posłanka Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz.

 – Nas wybrał suweren, tak samo jak was. Robicie drugi raz ten sam błąd: ograniczacie debatę publiczną tu, w polskim parlamencie i ona przenosi się na ulicę – grzmiała posłanka Nowoczesnej.

Cezary Tomczyk z PO stwierdził, że doszło do „fizycznej napaści” posła PiS Dominika Tarczyńskiego na jedną z posłanek PO, Kingę Gajewską. Według relacji posłów na portalach społecznościowych Tarczyński podczas przerwy w obradach miał wyrwać posłance Gajewskiej telefon komórkowy, którym nagrywała m.in. prezesa PiS.

Cezary Tomczyk złożył wniosek o odroczenie obrad na siedem dni, do czasu wyjaśnienia „incydentu”.

Żądam też w imieniu swoim i moich wyborców przeprosin od pana prezesa Kaczyńskiego za te skandaliczne słowa, które padły z tej mównicy – mówił poseł.

– To, co się tutaj wydarzyło, to był atak państwa na nas. Zostałam zaatakowana przez waszych kolegów z Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Pani Kinga Gajewska prowokowała nas nagrywając z bliska telefonem komórkowym. Szanowni państwo, to wy wprowadziliście do tej izby taką sytuację, że wstyd na cały świat w jaki sposób są prowadzone obrady. To wy nas atakujecie, prowokujecie, robicie wszystko żeby destabilizować sytuację – mówiła poseł Iwona Arent z PiS.

 Ostatecznie prowadzący obrady marszałek Joachim Brudziński zarządził przerwę w obradach dziś do godziny 09.00.

TV Trwam News/RIRM

drukuj