fot. PAP

Budżetowy stan wyjątkowy

Jest rzeczą symboliczną i smutną, że polski budżet na 2014 r. będzie uchwalany 13 grudnia, w rocznicę wprowadzenia stanu wyjątkowego i marszu tych patriotycznie nastawionych Polaków, pamiętających ten dzień hańby.

Ta smutna symbolika powinna dać obecnie rządzącym wiele do myślenia. Gdyby nie skok na OFE, który może się jeszcze zakończyć kompletną katastrofą prawną, budżetu na rok 2014 nie dałoby się skonstruować bez przyznania się do bankructwa. W dociskanej kolanem ustawie o zmianach w OFE są co najmniej 2-3 potężne miny z opóźnionym zapłonem, które mogą jeszcze wysadzić w powietrze planowany na przyszły rok budżet. Nowy minister finansów M. Szczurek twierdzi, że „ryzyko recesji jest już za nami” oraz, że „budżet na 2014 jest budżetem przejściowym”.

Tak, Panie Ministrze, to budżet przejściowy między recesją a stagnacją, a może się okazać, że będzie to budżet zejścia tej ekipy.

Nawet 2,5 proc. wzrost PKB może się okazać trudny do osiągnięcia, nie mówiąc już o tym, że inflacja może być znacząco mniejsza niż zakładane 2,4 proc., a to oznacza dalsze załamanie dochodów podatkowych dla budżetu, tym bardziej, że będzie to bardzo ciężki rok dla kieszeni Polaków. Czeka nas bowiem lawina podwyżek, płacić więcej będziemy za prąd, gaz, wodę, ciepło, ścieki, czynsze i lekarstwa. Wzrośnie podatek od nieruchomości, abonament telewizyjny, opłaty i usługi bankowe, podatki lokalne – praktycznie wszystkie – wyższy pozostanie 23 proc VAT.

To wszystko na tyle skutecznie spustoszy portfele Polaków, że nie ma co liczyć na znaczący wzrost konsumpcji, wzrost zatrudnienia, czy spożycie prywatne. Podwyżki akcyzy 15 i 5 proc. na alkohol i papierosy spowodują zwiększenie szarej strefy i spadek legalnych dochodów z akcyzy, podobnie będzie w przypadku wzrostu opłaty paliwowej, spaść mogą również wpływy z tytułu VAT-u i akcyzy od paliw. Ten budżet na 2014 r., panie ministrze Szczurek, jest równie mało bezpieczny jak ten podobno „bezpieczny” budżet na rok 2013. Ma Pan rację, Panie ministrze, że „nie oczekuje Pan, że wrócimy już zupełnie do normalności”.

Przy tej ekipie nie ma szans na normalność w finansach publicznych.

Dzisiejsza wątpliwa normalność polskiego budżetu i finansów publicznych to blisko 50 mld zł deficytu budżetowego, ponad 940 mld zł długu sektora rządowego i samorządowego, ponad połowa polskiego długu w rękach zagranicy, dramatycznie wysokie bezrobocie, zarówno wśród ludzi młodych jak i tych powyżej 50 lat. Nowy minister finansów zachowuje optymizm, mimo, że zatrudnienie w gospodarce narodowej spadnie w 2014 r. o 0,1 proc., a liczba osób żyjących w ubóstwie znacząco wzrośnie. Nowy minister finansów M. Szczurek albo jeszcze nie do końca zdaje sobie sprawę jaki pasztet i spustoszenia zostawił po sobie „Tajfun Vincent”, albo udaje niepoprawnego marzyciela.

Czarne łabędzie mają to do siebie, że potrafią wylądować w najmniej spodziewanym miejscu i najmniej spodziewanym czasie. Nie można przecież wykluczyć bardzo negatywnych skutków dla rynku polskich obligacji z powodu ograniczenia tzw. luzowania polityki pieniężnej w USA czy poważnego załamania na światowych giełdach w tym również na GPW, również wyniki dużych firm działających w Polsce z udziałem Skarbu Państwa nie napawają zbyt dużym optymizmem, a KNF właśnie zezwolił bankom, w tym zagranicznym, na transfer 100 proc. zysków w ramach wypłaty dywidendy.

Trzeba będzie oddać miliardy złotych emerytom, którzy zawiesili swe emerytury oraz osobom sprawującym opiekę nad niepełnosprawnymi.

Czynników wielkiego ryzyka dla polskiej gospodarki i polskiego budżetu może być znacznie więcej, realna katastrofa finansowa grozi nam w sektorze górniczym, w sferze upadłości firm – możliwy nowy rekord – oraz w związku ze skalą korupcji i afer przetargowych. Wielce problematyczne może się okazać zapowiadane przyspieszenie inwestycyjne, albowiem polskie samorządy są gigantycznie zadłużone, a Polacy muszą oszczędzać coraz bardziej ze względu na pustki w portfelu. Aż dziw, że młody, bystry i wykształcony człowiek jakim niewątpliwie jest nowy minister Szczurek dał się wpuścić w przysłowiowe maliny i wziąć pełną odpowiedzialność za wyczyny „Sztukmistrza z Londynu”. Kowal zawinił – Cygana powiesili. Niestety, dezinformacje i insynuacje dotyczące kwestii budżetowych i finansów publicznych to domena obecnej rządzącej ekipy, bo dług publiczny w Polsce, niestety „nie rośnie bardzo mało”, jak twierdzi MF 10,6 PKB w latach 2008-2012, problemem jest to, że nie ma czym go spłacać – majątek narodowy wyprzedany – można tylko zaciągać nowe długi na spłatę starych.

Niestety, Panie ministrze Szczurek, finanse publiczne w Polsce w ostatnich latach pozostawały po za kontrolą – tą Polską. 

Gdyby nie skok na OFE, już bylibyśmy bankrutem. Bajki o zielonej wyspie, gwałtownym ożywieniu gospodarczymi, o tym, że jest nam lepiej od dziesięcioleci oraz o tym że „priorytetem tego rządu jest los pracowników” może przyprawić Polaków o palpitację serca lub zajady ze śmiechu. Już wkrótce przekona się Pan osobiście jak dramatyczna jest sytuacja w polskich finansach publicznych i jak trudno o jakiekolwiek pieniądze w polskim budżecie. Polskie przysłowie mówi, że języczkiem jak smyczkiem, a złotoustych ci u nas dostatek.

Janusz Szewczak

drukuj