Tytuł „hieny roku” dla Sekielskiego

Z Bogdanem Święczkowskim, byłym szefem Agencji Bezpieczeństwa
Wewnętrznego, rozmawiają Paulina Jarosińska i Marcin Austyn

W wydanym wczoraj oświadczeniu napisał Pan m.in., że rozważa wystąpienie na
drogę prawnokarną przeciwko red. Tomaszowi Sekielskiemu. Co Pana do tego
skłania?

– Niestety, od kilku tygodni obserwuję, jak w jednej ze stacji komercyjnych
podejmowane są próby dyskredytacji mojej osoby. Otóż od mniej więcej dwóch
tygodni na antenie TVN24 m.in. w programie Tomasza Sekielskiego wykorzystywane
jest nagranie z mojego spotkania (jako radnego i byłego już szefa ABW) z
mieszkańcami Częstochowy. Wypowiedzi zacytowane w tych audycjach, zwłaszcza w
programie "Czarno na białym", są w moim najgłębszym przekonaniu zmanipulowane i
powycinane z kontekstu. Zmontowano je tak, aby sens był zupełnie inny niż w
rzeczywistości. Nagrania te pokazują mnie w niekorzystnym świetle – nie tylko
jako osobę publiczną, ale również jako prokuratora. Minimum rzetelności w
wykorzystywaniu tego typu nagrań powinno polegać na tym, że cytuje się całe
wypowiedzi, a nie tylko fragmenty wyrwane z kontekstu, które dodatkowo w
odpowiedniej oprawie muzyczno-słownej i przy wykorzystaniu odpowiednich
ekspertów w moim przekonaniu mogą powodować utratę zaufania do mnie. Jestem
przecież legalnie wybranym do sejmiku samorządowego radnym, mam swój elektorat.
Sądzę też, iż czas, kiedy nagonka na moją osobę ma miejsce, nie jest
przypadkowy.

To znaczy?
– Rozpoczęła się na krótko przed wyborami parlamentarnymi w konkretnej stacji
telewizyjnej. To nie jest przypadek. Zbliża się kampania wyborcza. Wielu moich
wyborców apeluje do mnie, abym kandydował w najbliższych wyborach do Sejmu RP.
Na razie decyzji nie podjąłem. Być może stanie się to już niedługo. Tak czy
inaczej, moim zdaniem, negatywna kampania skierowana w moją osobę ma na celu
zastraszenie mnie, abym ostatecznie nie zdecydował się na kandydowanie. Efekt
jest i będzie jednak dokładnie odwrotny. Sprawa ta jeszcze bardziej utwierdza
mnie w przekonaniu, że należy wziąć czynny udział w najbliższych wyborach po to,
żeby później móc m.in. reformować polskie prawo medialne. To nie jest już
wolność słowa, ale bardzo poważne naruszenie dóbr osobistych. Więcej: jest to
sposób niszczenia ludzi stosowany powszechnie w połowie lat 90. Najlepsza
egzemplifikacja sposobu funkcjonowania III RP. Jeśli z powodzeniem
wystartowałbym w wyborach parlamentarnych, to w Sejmie zająłbym się nowelizacją
przepisów prawa prasowego, jak również tych dotyczących mediów elektronicznych w
taki sposób, aby minimum standardów dziennikarskich było przestrzegane.

Jednocześnie zwraca się Pan do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich o
uhonorowanie Sekielskiego nagrodą Hieny Roku 2011…

– Tak, ale chciałbym w tym miejscu podkreślić, że nie chodzi tylko o programy
dotyczące mojej osoby, ale za – nazwijmy to – całokształt. Jest to jeden z
niewielu programów telewizyjnych, który według mnie pokazuje dobitnie
nierzetelną stronę pracy dziennikarskiej. Dla mnie programy tego typu to
klasyczne agitki polityczne konstruowane pod z góry określoną tezę.

Spotykał się Pan wcześniej z tego typu przekazem dotyczącym Pana osoby?
– Jeśli chodzi o mnie, to niekoniecznie. Obecny atak jest spowodowany obawą
konkretnych środowisk przed moim kandydowaniem do Sejmu. Po prostu. Do tej
chwili nie czuły "zagrożenia", ponieważ byłem "tylko" prokuratorem w stanie
spoczynku. Natomiast w chwili, gdy zacząłem rozważać możliwość czynnego udziału
w wyborach, nie mogły powstrzymać się przed zaatakowaniem mnie w celu całkowitej
dyskredytacji mojej osoby. Cóż, okazuje się, że jestem dla pewnych ludzi
niewygodny. Nigdy nie kryłem, że w dążeniu do prawdy w życiu publicznym nie
toleruję kompromisów. Mało tego, uważam, że jestem merytorycznie przygotowany do
dyskusji z moimi przeciwnikami. Ktoś nawet nazwał działanie Sekielskiego
donoszeniem – jest to bowiem jeden z nielicznych przypadków, w których
dziennikarze domagają się od mojego przełożonego – prokuratora generalnego,
wszczęcia przeciwko mnie postępowania za działalność publiczną. Takie rzeczy nie
zdarzały się chyba nigdy wcześniej w polskiej prokuraturze.

W kontekście tego, co Pana spotkało, można mówić o pluralizmie i rzetelności
dziennikarskiej w mediach, nazwijmy je, prorządowych?

– W żadnym wypadku nie możemy mówić o pluralizmie. Bliżej nam już do
"standardów" białoruskich czy reżimów autorytarnych niż do standardów w
demokratycznych państwach. Żałuję, że tak jest, że w takim kierunku zmierza
dyskurs publiczny w Polsce. W tej chwili nie możemy liczyć nawet na minimum
rzetelności dziennikarskiej. Jako były szef ABW zdaję sobie sprawę z tego, jakie
metody mogą być stosowane w celu zdyskredytowania konkretnej osoby. W programie,
którego dotyczy moje oświadczenie, mieliśmy do czynienia właśnie z próbą bardzo
poważnego podważenia wiarygodności. Redaktor Sekielski zachowuje się tak, jakby
korzystał z "najlepszych" wzorców służb specjalnych.

Co powoduje, że – jak Pan powiedział – w takim kierunku zmierza w Polsce
dyskurs medialny?

– Moim zdaniem, dzieje się tak po to, aby utrzymać obecny układ sił politycznych
i władzę w Polsce. Tak na marginesie jeszcze dodam, że cieszę się, iż stacja TVN
została wystawiona na sprzedaż. Być może zmiana właściciela wpłynie na choć
minimalną poprawę standardów dziennikarskiej pracy i takich programów –
dotyczących jakichkolwiek innych osób – już na antenie tej stacji nie zobaczymy.

Prokuratura Generalna poinformowała wczoraj, że rzecznik dyscyplinarny zbada,
czy wszcząć wobec Pana postępowanie dyscyplinarne. Jest Pan spokojny o jego
wynik?

– Biorąc pod uwagę tak – jak mi się zdaje – zmontowane i medialnie przygotowane
widowisko, nie dziwi mnie decyzja prokuratora generalnego, a wręcz jego
działania wydają się tu zasadne. Dobrze się stanie, jeśli rzecznik dyscyplinarny
zajmie się tą sprawą i wyjaśni ją w całości, to znaczy wyjaśni także te
elementy, które związane są z ewentualnym manipulowaniem nagraniem.
Jedno jest pewne, jeśli ktoś chce komentować moje wypowiedzi, chce się do nich
odnosić, to powinien zapoznać się z całością nagrania ze spotkania w
Częstochowie, a nie sugerować się tylko wyrywkowymi wypowiedziami, do tego
dodatkowo odpowiednio "oprawionymi".
Oczywiście postępowanie prowadzone przez rzecznika dyscyplinarnego PG będzie
dotyczyło mojej osoby, ale też i pana Sekielskiego oraz osób tworzących ten
materiał, które zapewne zostaną wezwane w charakterze świadków. Mam nadzieję, że
dzięki pracy rzecznika zobaczymy, jakie były prawdziwe intencje emisji tak
przygotowanego materiału. Cieszę się, że takie postępowanie będzie prowadzone,
bo myślę, iż wyjaśni ono szereg spraw i moje imię zostanie oczyszczone.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj