[Jestem w Kościele] Synodalne ultimatum
W Belgii można sobie uchylić celibat? Tak zdaje się sądzić jeden z tamtejszych biskupów. Johan Bonny, bo o nim mowa, ogłosił, że w jego diecezji ruszyło już przygotowanie żonatych mężczyzn do przyjęcia święceń kapłańskich. Mieliby oni zostać księżmi w 2028 r. Ordynariusz Antwerpii twierdzi, że to jedyny ratunek w obliczu malejącej liczby kapłanów i braku chętnych do seminarium. Bp Bonny liczy, że papież zaakceptuje jego plany, ale trudno się tego spodziewać, zwłaszcza, że belgijski biskup postawił Ojcu Świętemu ultimatum. Synodalne ultimatum.
Jeżeli do jesieni 2028 r. (wtedy odbędzie się Zgromadzenie Kościelne, które zwieńczy kilkuletni proces synodalny) nie byłoby żadnej regulacji w tej sprawie, to stanowiłoby to bardzo poważne uderzenie we wiarygodność implementacji całego procesu synodalnego – ocenił bp Johan Bonny w wywiadzie dla jednego z niemieckich magazynów. Jego zdaniem synodalność bez możliwości wyświęcania żonatych mężczyzn na kapłanów to złudzenie. „Kwestia nie brzmi już, czy Kościół może wyświęcać żonatych mężczyzn na kapłanów, ale kiedy to zrobi i kto to zrobi. Każde opóźnienie wydaje się być wymówką” – napisał biskup Antwerpii w liście pasterskim.
W czerwcu bp Bonny miał rozmawiać o swoim pomyśle z Sekretarzem Generalnym Synodu Biskupów kard. Mario Grechem oraz prefektem Dykasterii ds. Duchowieństwa kard. Lazarusem You Heung-sikiem. Kardynałowie ponoć powiedzieli, że omówią tę kwestię z papieżem. Tymczasem szczególnego znaczenia nabierają tu słowa prefekta Dykasterii ds. Tekstów Prawnych abp. Anthony’ego Randazzo, który w pierwszym obszernym wywiadzie po swojej nominacji ostrzegł przed rozumieniem synodalności jako okazji do odrzucenia elementów życia i tradycji Kościoła uznawanych za przestarzałe. „Kościół nie odnawia się poprzez porzucenie swoich korzeni, lecz poprzez umożliwienie tym korzeniom stymulowania nowego wzrostu” – powiedział australijski arcybiskup.
Pamiętajmy, że to, co robi dziś bp Bonny (który nie jest przecież odosobniony w swoich poglądach), to nie pierwsza inicjatywa wymierzona w celibat. Największa batalia o zmianę aktualnej dyscypliny Kościoła w tej sprawie rozegrała się podczas tzw. Synodu Amazońskiego w 2019 r. Wówczas również bardzo mocno forsowano postulat wyświęcania tzw. viri probati, czyli „sprawdzonych mężów”. Jeden Bóg raczy wiedzieć, czy gdyby nie głośna książka w obronie celibatu napisana przez ówczesnego papieża-seniora Benedykta XVI i kard. Roberta Saraha, Ojciec Święty Franciszek nie otworzyłby i tej furtki.
Przede wszystkim należy podkreślić, że jeśli ktoś uważa, że rezygnacja z celibatu byłaby jakimś cudownym remedium na kryzys powołań, to głęboko się myli. Wystarczy chociażby spojrzeć na doświadczenia innych wyznań chrześcijańskich, w których nie ma obowiązkowego celibatu, a braki wśród duchownych są nierzadko jeszcze większe. Tymczasem Kościół w Afryce czy Azji rozwija się w niesłychanym tempie i celibat nie stanowi ku temu żadnej przeszkody. My na Zachodzie mamy takie problemy między innymi dlatego, że zamiast czcić prawdziwego Boga, bijemy pokłony fałszywym bożkom konsumpcjonizmu, absolutnej samowoli, seksu czy własnego ego.
Wojciech Grzywacz


