Rząd Tuska najpierw masowo zlikwidował porodówki, a teraz łaskawie obiecuje finansowanie porodów domowych przez NFZ
Rząd rozpaczliwie próbuje ratować sytuację po likwidacji porodówek – tak pomysł finansowania porodów domowych odbiera opozycja. Jej przedstawiciele wskazują też na koszty takiego rozwiązania.
Resort zdrowia przymierza się do stworzenia systemu wsparcia dla porodów pozaszpitalnych. Takie porody miałby opłacać NFZ. Minister powołała zespół ds. domów narodzin i porodów domowych, który ma określić zasady ich funkcjonowania.
W ocenie poseł PiS, Józefy Szczurek-Żelazko, jest to kolejna rozpaczliwa próba ratowania sytuacji po tym, jak z mapy kraju zniknęły dziesiątki szpitalnych oddziałów porodowych. Polityk zauważyła jednocześnie, iż finansowanie porodów domowych będzie kosztowniejsze niż utrzymanie konkretnych porodówek.
– Jeżeli chodzi o tworzenie zespołów do porodów domowych, to podejrzewam, że będzie to bardziej kosztowne niż utrzymanie konkretnego oddziału z uwagi na to, że jeżeli te zespoły mają pełnić swoje funkcje, to musi ich powstać naprawdę dużo. Oczywiście poród może się odbywać w warunkach domowych, ale jeżeli mamy ciąże powikłane, bliźniacze albo u matki występują problemy zdrowotne, to bardzo często wiąże się to z dużym ryzykiem, dlatego takie rozwiązanie nie zapewni pełni bezpieczeństwa kobietom rodzącym. Ja to odbieram jako kolejny pomysł pani minister na ratowanie sytuacji, do której doprowadził rząd „Koalicji 13 grudnia”, bo niestety porodówki są likwidowane w sposób niekontrolowany – zauważyła pos. Józefa Szczurek-Żelazko.
Ministerialnemu zespołowi szefować będzie prof. Grażyna Iwanowicz-Palus, konsultant krajowa w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego. Propozycje rozwiązań dotyczących porodów domowych gremium ma przekazać minister do końca marca przyszłego roku.
RIRM



