M. Jurek: Bossowie partyjni decydują dzisiaj o składzie rządu i próbują wpływać na wybory prezydenckie. Remedium jest podniesienie autorytetu prezydenta
W moim przekonaniu rzeczą, która byłaby najważniejsza w tej chwili, to osłabienie władzy central partyjnych. To, co w tej chwili robią, zupełnie przekreśla to, czym partie powinny być w obecnym porządku konstytucyjnym. W moim przekonaniu remedium na to jest podniesienie autorytetu prezydenta jako instytucji, która reprezentuje autorytet państwa. Bossowie partyjni dzisiaj decydują o składzie rządu, próbują wpływać na wybory prezydenckie itd. W jaki sposób to naprawić? Na przykład wprowadzenie możliwości rozwiązania parlamentu znakomicie by pokazało posłom, że ostateczny głos należy do prezydenta, a nie do ich bossów – mówił we wtorkowym „Polskim punkcie widzenia” na antenie TV Trwam Marek Jurek, historyk, publicysta, członek Rady Nowej Konstytucji, marszałek Sejmu w latach 2005-2007.
[12 maja minęło równo sto lat od rozpoczęcia przewrotu majowego]. Jak zaznaczył Marek Jurek, była to tragedia, gdyż kilkudniowe walki były w istocie wojną domową.
– Przewrót majowy był tragedią, wojną domową, w której – jak zresztą to potem przyznał marszałek Piłsudski w rozkazie do Wojska Polskiego wydanym dziesięć dni po zamachu, który towarzyszył pogrzebowi ofiar po obu stronach – obie strony jednakowo kochały ojczyznę, obie kierowały się słusznymi motywami, tylko, że jedna akurat nie kochała konstytucji, nie kochała obowiązującego prawa, nie ceniła instytucji, które Polska miała, tylko postanowiła narzucić te, które uważała za konieczne – zwrócił uwagę historyk.
Bratobójcze walki na ulicach Warszawy nie były pozbawione również przypadkowych ofiar cywilnych. Efektem przewrotu było zaprowadzenie rządów sanacji, dalekich od standardów demokratycznych. Mimo to trudno oceniać te rządy zero-jedynkowo. Piłsudczykom udało się m.in. uchwalić konstytucję kwietniową, dzięki której polskie władze mogły skutecznie działać na uchodźstwie podczas okupacji. Marek Jurek wskazał również, że choć Polska po przewrocie majowym skręciła w stronę autorytaryzmu, to jednak – w przeciwieństwie do innych państw europejskich idących wówczas podobną drogą – zachowała stosunkowo wiele swobód.
– To były rządy, w których działała cenzura, była hańba procesu brzeskiego, ale z drugiej strony to jednak było państwo, w którym do końca istniały partie polityczne, istniała zorganizowana opozycja i – mimo wszystkich szykan – istniała pluralistyczna prasa, istniały opinie publiczne – zaznaczył publicysta.
Z tragedii przewrotu majowego płynie istotna lekcja dotycząca również teraźniejszości. Dotyczy ona nieeskalowania konfliktów politycznych, tak aby wojna polsko-polska nie stała się dosłowna.
– Ja mam taką zasadę, ale – jak mówię – nieskutecznie polityków do niej zachęcam, żeby kierowali się etyką nieeskalowania i próbowali praktykować cnotę deeskalacji – to na drugim miejscu. Nie eskalować, czyli nigdy nie zaogniać konfliktów bardziej niż nasi oponenci. Oczywiście mądry człowiek, trener Górski, mówił, że tak się gra jak przeciwnik pozwala, więc nie bądźmy naiwni. Jeżeli druga strona jest agresywna, trzeba odpowiadać w sporze zdecydowanie, ale nigdy nie przekraczajmy granicy, która już funkcjonuje, a w miarę możliwości starajmy się obniżać temperaturę konfliktu i podnosić poziom życia publicznego – mówił gość „Polskiego punktu widzenia”.
Jako politykę deeskalacji można odczytywać pomysł rozpoczęcia prac nad nową konstytucją, z jakim wyszedł prezydent Karol Nawrocki.
– On jest reakcją na tę eskalację. Prezydent 3 maja mówił, że poziom konfliktu politycznego w Polsce zaszedł tak daleko, że należy myśleć, co robić, żeby podnieść autorytet państwa. W moim przekonaniu to jest jedno z głównych zadań tej konstytucji. Zawsze się zastanawiam, czy politycy, którzy tak zaogniają, mają te swoje efektowne kalambury, kiedy się np. nawzajem obrażają itd., myślą, jak ta ich „wyborcza skuteczność” – jak oni to nazywają – wpływa (…) na ocenę polityki jako dziedziny życia publicznego np. wśród młodzieży. Czy to ich przekonuje do autorytetu państwa, czy nie? Na pewno trzeba podjąć kroki, żeby to zrobić – przynajmniej na tyle, na ile może to robić prawo, bo prawo ma ograniczone możliwości, ale może ukierunkowywać zachowania społeczne. W moim przekonaniu rzeczą, która byłaby najważniejsza w tej chwili, to osłabienie władzy central partyjnych, bo ona się głównie opiera na rozwiązaniach ustawowych. To, co w tej chwili robią – nie mówię o partiach politycznych, ale o partyjnych centralach – zupełnie przekreśla to, czym partie powinny być w obecnym porządku konstytucyjnym, tzn. ciałami pośredniczącymi. W moim przekonaniu remedium na to jest podniesienie autorytetu prezydenta jako instytucji, która reprezentuje autorytet państwa – wskazywał członek Rady Nowej Konstytucji.
Marek Jurek zwrócił uwagę, że bardzo często, kiedy zastanawiamy się, ile władzy ma rząd, ile prezydent, a ile parlament, pomijamy realia socjologiczne, a mianowicie to, że w Polsce nieprawdopodobnie wielką władzę mają dwie centrale partyjne – Koalicji Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości.
– Bossowie partyjni dzisiaj decydują o składzie rządu, próbują wpływać na wybory prezydenckie itd. W jaki sposób to naprawić? W moim przekonaniu nie tyle potrzeba dzisiaj zwiększenia uprawnień prezydenta, bo one są dosyć realne, jednak o tym też należy rozmawiać, bo na przykład wprowadzenie możliwości rozwiązania parlamentu znakomicie by pokazało posłom, że ostateczny głos należy do prezydenta, a nie do ich bossów – podkreślił gość „Polskiego punktu widzenia”.
Marek Jurek jest zwolennikiem m.in. wydłużenia kadencji prezydenta przy jednoczesnej jej niepowtarzalności, gdyż – jak uważa były marszałek Sejmu – obecne pięcioletnie kadencje nie dają prezydentowi suwerenności należytej jego urzędowi.
radiomaryja.pl



