Niedźwiedzie budzą coraz większy strach w Bieszczadach. Zamiast pomocy rządu mieszkańcy mierzą się z oszczerstwami
Niedźwiedzie stają się coraz większym zagrożeniem w Bieszczadach. Dzikie zwierzęta coraz śmielej podchodzą pod zabudowania mieszkalne, a także szkoły i przedszkola. Mieszkańcy obawiają się, że może dojść do kolejnej tragedii. Dziś posłowie z komisji ochrony środowiska mają wysłuchać informacji dot. ataków dzikach zwierząt na Podkarpaciu.
W miniony weekend w trakcie uroczystości Pierwszej Komunii Świętej kilkaset metrów od kościoła w Wołkowyi spacerowały dwa niedźwiedzie. Na początku maja duży osobnik pojawił się przed szkołą w Myczkowie.
– Jadę po dziecko, 15 minut temu, przed szkołą na drodze stoi wielki niedźwiedź – opowiadała jedna z mieszkanek Myczkowa.
Przed chwilą otrzymałem alarmujący telefon z Wołkowyji. Dzieci wychodziły z kościoła po uroczystej Pierwszej Komunii, a przed kościołem spacerowały dwa niedźwiedzie. Policja całą noc jeździła po wsi odstraszając sygnałami niedźwiedzie. Policjanci nic więcej nie mogli zrobić. pic.twitter.com/BGGcx3w99A
— Andrzej Zapałowski (@A_Zapalowski) May 10, 2026
Do takich incydentów dochodzi coraz częściej. Zwierzęta coraz śmielej podchodzą pod zabudowania
– W ostatni weekend mieliśmy tak do dziesięciu zdarzeń, o których wiemy, a o ilu nie wiemy, to nie wiemy. Dzisiaj niedźwiedzie się rozpanoszyły i mogę powiedzieć, że terroryzują nam społeczność lokalną – mówi wójt gminy Solina, Adam Piątkowski.
Kilka tygodni wcześniej dwa niedźwiedzie pojawiły się w okolicy przedszkola w Zagórzu.
– My na ten moment po prostu się boimy. Nie możemy realizować nawet w pełni podstawy programowej czy ramowego planu dnia, bo boimy wyjść się z dziećmi na spacer – zaznacza zastępca dyrektora przedszkola w Zagórzu, Anna Chmura
Policja goni niedźwiedzie na sygnałach. 6 interwencji w ciągu doby.
W Gminie Solina / Bieszczady niedźwiedzie już nie tylko atakują kurniki i obory ale wchodzą na posesje i są widywane w okolicy szkół / przedszkoli. Były płoszone, odławiane i wywożone ale ciągle wracają.… pic.twitter.com/rqHCvp3oRQ
— Paweł Usiądek (@PUsiadek) May 12, 2026
Pod koniec lutego niedźwiedź zaatakował mężczyznę w okolicach Lutowisk. Do kolejnego ataku doszło 6 marca w gminie Cisna. 53-latek został pogryziony 300 metrów od swojego domu. 23 kwietnia we wsi Płonna w powiecie sanockim niedźwiedź śmiertelnie zaatakował 58-letnią kobietę. Mieszkańcy są przerażeni, a my jako samorządowcy nie mamy skutecznych narzędzi, aby ich chronić – przyznaje Wiesław Sowiński, radny powiatu bieszczadzkiego.
– Piszemy różne petycje, wnioski, prośby, skargi, jednak wszystko na poziomie Ministerstwa Klimatu i Środowiska jest ignorowane, a daje to tylko paliwo różnym pseudoekologom do fali hejtu i oszczerstw w naszym kierunku – zaznacza Wiesław Sowiński.
Rząd proponuje odstraszanie dzikich zwierząt oraz ich monitoring. Według wiceministra klimatu i środowiska, Mikołaja Dorożały, odstrzał powinien być ostatecznością. Innego zdania są mieszkańcy i samorządowcy. W parlamencie od miesięcy procedowany jest projekt ustawy, który ma umożliwić odstraszanie dzikich zwierząt przez specjalne patrole, m.in. przy użyciu gumowych pocisków. Nowe przepisy nie rozwiążą jednak problemu – wskazuje poseł Paweł Sałek z Prawa i Sprawiedliwości.
– Dzikie zwierzę czyni poważne szkody w gospodarstwach rolnych i to jest poważny problem. (…) To są zwierzęta chronione i mieszkańcy tamtych terenów oczekują tego, żeby rząd ten problem rozwiązał, a nie uciekał się do jakichś półśrodków albo udawał, że problemu nie ma, bo problem jest – podkreśla poseł Paweł Sałek.
Obok niedźwiedzi poważnym zagrożeniem w Bieszczadach są również wilki, które coraz śmielej podchodzą pod zabudowania i atakują zwierzęta gospodarskie.
TV Trwam News




