Autorstwa Fred Palumbo, World Telegram staff photographer - Library of Congress. New York World-Telegram & Sun Collection. http://hdl.loc.gov/loc.pnp/cph.3c23461, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1273884

[Jestem w Kościele] Godzina, która zmieniła wszystko. Eucharystyczny sekret ks. abp. Fultona Sheena

Ks. abp Fulton Sheen wreszcie będzie błogosławionym. To już oficjalna informacja potwierdzona przez Stolicę Apostolską. Z tej okazji warto, abyśmy przez najbliższych kilka tygodni zatrzymali się nad kluczowymi wątkami, które w swoich książkach, audycjach i homiliach poruszał ten wielki kaznodzieja. I nieprzypadkowo zaczniemy od jego gorliwej pobożności eucharystycznej, bez której zapewne nie zostałby wyniesiony na ołtarze.

Godzina święta. Tak ks. abp Sheen zwykł określać czas, który każdego dnia bez wyjątku spędzał przed Najświętszym Sakramentem. Było to jedno z jego postanowień, które poczynił w dniu swoich święceń kapłańskich i którego dotrzymał aż do końca życia, umierając podczas odprawiania tej godziny. Była to praktyka, do której gorąco zachęcał nie tylko księży, ale również świeckich, a nawet niekatolików. W swojej autobiografii wspominał, że prosił o odprawianie godziny świętej w intencji walki z siłami zła protestanckich pastorów, tyle że z oczywistych względów nie przed Chrystusem eucharystycznym, lecz z Pismem Świętym. Wielu z nich, jak pisał, przychodziło później do niego, aby zapytać o Eucharystię.

Ksiądz Arcybiskup postrzegał tę praktykę nie jako nabożeństwo, lecz jako formę udziału w dziele odkupienia i odpowiedź na prośbę Jezusa do uczniów o godzinę czuwania w Jego towarzystwie. Szczególnie zachęcał do tego kapłanów, wskazując, że ich upadek w kapłaństwie zaczyna się, gdy zawodzą w miłości do Eucharystii. Zauważył chociażby, że zarówno początek, jak i koniec upadku Judasza były związane z Eucharystią.

Cześć ks. abp. Sheena dla Najświętszego Sakramentu była oczywiście ściśle związana z należytym szacunkiem wobec liturgii w ogóle. Przyznam tu, że dopiero lektura jego niewielkiej książeczki pt. „Kalwaria i Msza Święta” uświadomiła mi, jak ogromnie ważna jest Msza Święta i czym tak naprawdę ona jest –nie tylko ucztą, jak to niekiedy bywa spłycane w katechezie, ale także (a wręcz obecnie należałoby chyba powiedzieć – przede wszystkim) bezkrwawym uobecnieniem ofiary krzyżowej.

Świadkowie wspominają, że podczas Mszy świętej Ksiądz Arcybiskup wydawał się całkowicie pochłonięty tajemnicą celebrowanych misteriów. W końcu jak sam wielokrotnie tłumaczył, kapłan podczas liturgii działa in persona Christi, czyli w osobie Chrystusa. Dlatego sam musi być „przezroczysty” i pozwolić, aby to Chrystus rzeczywiście był. Skoro kapłan jest alter Christus – drugim Chrystusem, to z pewnością nie może być wodzirejem, showmanem czy funkcjonariuszem kościelnym, jak to dziś niestety bywa. Zarazem ks. abp Sheen nie spodobałby się zwolennikom liturgicznej skromności/bylejakości (niewłaściwe skreślić). Używał bowiem pięknych ornatów i naczyń liturgicznych, gdyż doskonale rozumiał, że zewnętrzny splendor ma kierować myśli ku chwale Bożej.

Tak więc nasz błogosławiony in spe po prostu głosił to, czym żył. Sensem jego życia był Chrystus realnie obecny w tabernakulum i w Najświętszej Ofierze, a nie jakaś mglista idea. „Pomyśl – pisał – czym byłyby nasze kościoły, gdybyśmy nie mieli czerwonej lampki tabernakulum mówiącej nam, że nasz Pan jest tam obecny w Eucharystii. Byłyby one po prostu domami spotkań albo salami modlitw. Czulibyśmy nieomal, że stoimy przy pustym grobie w wielkanocny poranek, a anioł mówi nam: Nie ma Go tu”. Tymczasem On naprawdę jest, co możemy jeszcze bardziej sobie uświadomić czytając i słuchając słów ks. abp. Sheena.

Wojciech Grzywacz

drukuj