
fot. Obraz autorstwa bearfotos na Freepik
Ukraina domaga się nieograniczonego importu towarów rolno-spożywczych w ramach nowej umowy handlowej z UE
Rolnicy mogą mieć problem ze sprzedażą tegorocznego zboża. Wszystko przez szykowaną nową umowę handlową między Unią Europejską a Ukrainą. Kijów żąda pełnej liberalizacji zasad i otwarcia europejskich rynków.
Choć zboża na polach jeszcze zielone, to już rolnicy myślą o żniwach. A te mogą być całkiem udane. Pomimo zimnego kwietnia i maja zbiory zapowiadają się duże.
W czwartek wygasa umowa między UE a Ukrainą o wolnym handlu, która destabilizowała krajowy rynek zbóż. Od piątku wchodzą korzystniejsze warunki – uspokajał minister rolnictwa, Czesław Siekierski.
– Wracamy do zasad sprzed otwarcia, sprzed roku 2022, sprzed liberalizacji – zwrócił uwagę Czesław Siekierski.
To tzw. środki przejściowe, które ograniczą handel z Ukrainą, ale nie na długo. Silne ukraińskie lobby w Brukseli prze do pełnej liberalizacji handlu, a co za tym idzie – nieorganicznego importu towarów rolno-spożywczych. Wielokrotnie mówił o tym m.in. premier Ukrainy, Denys Szmyhal.
„Reżim handlowy między Ukrainą a UE powinien opierać się na bardziej znaczących, długoterminowych porozumieniach. Musimy osiągnąć zasadnicze porozumienia w sprawie dalszej liberalizacji handlu” – zaznaczył Denys Szmyhal.
Nowa umowa między UE a Ukrainą, o pełnej liberalizacji handlu, może zostać podpisana na przełomie września i października. Jeśli ruszy masowy import z Ukrainy, polski rolnik może tegoroczne żniwa spisać na straty – alarmuje prezes Lubelskiej Izby Rolniczej, Gustaw Jędrejek.
– Grozi to tym, że spadną ceny naszych towarów: zboża, rzepaku, kukurydzy. Rolnicy wówczas będą w podobnej sytuacji, co jeszcze przed dwoma-trzema laty – podkreślił Gustaw Jędrejek.
Okres września i października to czas po żniwach, w którym występuje duży obrót zbożami i nasionami. Rolnicza „Solidarność” deklaruje gotowość do blokowania granic i transportów z Ukrainy.
– Jeżeli będzie sytuacja, że towary zaczną napływać, to nie będziemy mieli innego wyjścia, jak tylko znowu wyjść na ulice jako „Solidarność”, zaprosić inne organizacje rolnicze, by bronić polskiego rynku – zapowiedział Adrian Wawrzyniak z NSZZ RI „Solidarność”.
Poseł PiS i była wiceminister rolnictwa, Anna Gembicka, przypomina, że rząd Donalda Tuska miał pół roku, by zabiegać o interesy polskiej wsi.
– Rząd tutaj przede wszystkim musi się wziąć do roboty i mocno, w ramach polskiej prezydencji w UE, zaznaczyć interes polskiego rolnika – podkreśliła Anna Gembicka.
Najpierw kierownictwo Ministerstwa Rolnictwa musi porozumieć się między sobą. Szef resortu, Czesław Siekierski z PSL, pozostaje w konflikcie ze swoim zastępcą, Michałem Kołodziejczakiem. Wskutek wewnętrznych tarć politykowi KO odbierane są kolejne departamenty. Minister Siekierski nie szczędzi słów krytyki wobec swego podwładnego.
– Często dokonywał rzeczy zupełnie niepotrzebnych, obrażał ludzi, nie tylko uczestników dialogu, jeśli chodzi o rolników – zwrócił uwagę Czesław Siekierski.
Wiceminister Michał Kołodziejczak pozostaje w konflikcie także z rolniczą „Solidarnością”. Skrytykował związkowców za poparcie kandydatury Karola Nawrockiego. To dla wiceprzewodniczącego rolniczej „Solidarności”, Tomasza Ognistego, atak na rolników. Związkowcy żądają dymisji wiceministra.
– Człowiek, który na plecach rolników, na protestach, dostał się do Sejmu i oszukał tak naprawdę wszystkich, którzy mu uwierzyli jako działaczowi AgroUnii. On nie może dalej pełnić tego mandatu – zaznaczył Tomasz Ognisty.
Michał Kołodziejczak zadeklarował gotowość do odejścia z resortu.
TV Trwam News


