Rząd życzeniowo patrzy na energetykę
Na zlecenie „Solidarności” powstał raport, który określa, co dziś stałoby się z polskim systemem energetycznym bez węgla. Plany, jakie znalazły się w dokumentach Ministerstwa Klimatu i Środowiska, uwzględniają rosnącą rolę odnawialnych źródeł energii oraz życzeniowo podchodzą do atomu. Do tego błędnie szacują one koszty i nie gwarantują środków potrzebnych na transformację.
Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu określa, w jaki sposób rząd będzie w przyszłości kształtował polski miks energetyczny. Zapisom dokumentu przyjrzała się Śląsko-Dąbrowska „Solidarność”. Powstał raport, w którym eksperci wskazują na błędy merytoryczne i nietrafione prognozy. Prof. Władysław Mielczarski sięgnął po dane z systemu energetycznego. Ekspert tłumaczył, że duże pokłady mocy zainstalowanej w panelach fotowoltaicznych i wiatrakach nie gwarantują dostępu do stabilnej energii.
– Przez dwa tygodnie listopada istnieliśmy tylko dlatego, że mieliśmy węgiel – 90 proc. energii w jednym tygodniu i w drugim – zaznaczył prof. Władysław Mielczarski.
Ekspert za życzeniowe uznał plany resortu klimatu, by w 2040 r. 19 proc. energii elektrycznej w Polsce produkowały elektrownie jądrowe. Żadna z nich jeszcze nie powstała, a w przyszłorocznym budżecie uwzględniono finansowanie tylko jednej z nich.
– Co ma zastąpić górnictwo? Patrząc na te informacje ministerstwa, ma je zastąpić przede wszystkim energetyka odnawialna – wskazał prof. Władysław Mielczarski.
OZE w listopadzie dostarczały do systemu od dwóch do trzech proc. energii. Dr Artur Bartoszewicz ze Szkoły Głównej Handlowej wyliczał, że rządowy plan nie określa pełnych kosztów transformacji. Dokument wskazuje źródła finansowania, ale suma środków, jakie są do dyspozycji, nie równa się temu, co jest potrzebne.
– Zalokowano ok. 1,6 bln złotych. Z tego – w moim przekonaniu, przy ocenie zdolności finasowania – środków pewnych jest niespełna 850 mld złotych. Prawdopodobnych: 600 mld złotych – mówił dr Artur Bartoszewicz.
Koszty transformacji ekonomista oszacował na ponad 13 proc. polskiego PKB w ciągu 27 lat. To ok. 25 tys. złotych rocznie na każdego Polaka. Takich pieniędzy rząd nie ma do dyspozycji. Dr Artur Bartoszewicz przywołał wyliczenia prof. Macieja Chorowskiego. Pokazują one, ile energii potrzeba na zainstalowanie konkretnego źródła i ile energii jesteśmy w stanie później z tego źródła wyciągnąć. W energetyce atomowej ta relacja wynosi 1 do 75, w węglowej 1 do 30, zaś w fotowoltaice 1 do 4 lub 1 do 2.
– Lądowe farmy wiatrowe to mniej więcej 1 do 4 (…) z magazynami energii. Bez magazynów 1 do 16 – mówił dr Artur Bartoszewicz.
Na tej podstawie ekonomista przestrzegał, by nie nazywać węgla źródłem nierentownym, bo to systemy prawne i organizacyjne mnożą koszty produkcji takiej energii. Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu dr Artur Bartoszewicz uznał za dokument nieodpowiedzialny i zagrażający polskiemu bezpieczeństwu energetycznemu.
TV Trwam News



