fot. tv trwam

Myśląc Ojczyzna – prof. Mirosław Piotrowski

Audio MP3

Pobierz

Walka o ideały

Pierwszy powojenny rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, odnowiciel tej uczelni, ks. Antoni Słomkowski, wielokrotnie powtarzał studentom: „Najważniejsze są ideały”. Słowa te wymawiał z charakterystycznym akcentem. Mówiła mi o tym absolwentka prawa KUL, która po zakończeniu kariery prawniczej w wieku ponad osiemdziesięciu lat nadal powtarzała te słowa. Tak głęboko zapadły jej w pamięć, może nawet głębiej niż cała wiedza, którą wyniosła z uniwersytetu. Dziś nie ma już między nami ani księdza Słomkowskiego, ani wspomnianej absolwentki. Czy musi to jednak oznaczać dezaktualizację przywołanej maksymy? Sądzę, że wartości i ideały są bardzo ważne, nie tylko w procesie edukacyjnym na uniwersytecie, ale także w polityce. Mówimy tu o takich wartościach jak życie, rodzina, prawda, niepodległość, niezależność. Większość formacji politycznych deklaruje stosunek do tychże wartości. Partie prawicowe, bądź za takie się podające, głoszą postulaty ochrony życia, rodziny, wartości chrześcijańskich i niepodległości naszej ojczyzny. Często jednak po dojściu do władzy okazuje się, że o nich zapominają albo świadomie je odsuwają. Tak też stało się z deklarowaną ochroną życia osób nienarodzonych, czyli zakazem aborcji. O ile wcześniej deklarowano zniesienie przesłanki eugenicznej do aborcji, to po wygranych wyborach temat odłożono ad calendas graecas.

Kto by chciał o tym przypominać, spotyka się z ripostą: chcesz, żeby lewica i liberałowie wrócili do władzy i będzie jeszcze gorzej? Wymówka jak każda inna, a co z niewinnymi dziećmi? Podobnie rzecz ma się z tzw. konwencją stambulską, nazywaną antyprzemocową. Gdy cztery lata temu poprzednie władze w Polsce podpisywały tę konwencję, obecnie rządząca formacja potępiała wtedy tę decyzję. Do dziś jednak nie zdecydowała się jej wypowiedzieć mimo apeli znanych polityków, którzy przypominali, że „prawo żądania od władzy publicznej ochrony dzieci przed demoralizacją stanowi konstytucyjne prawo Polaków zagwarantowane w artykule 72. Konstytucji Rzeczypospolitej”. Dyskusje nad tą konwencją trwają w wielu innych unijnych krajach, np. w Bułgarii czy na Słowacji, gdzie część polityków uważa, że „tzw. konwencja stambulska jest sprzeczna ze słowacką konstytucją. Ustawa zasadnicza Słowacji – jak czytamy – jasno wskazuje, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny”. No cóż, najważniejsze są ideały. Jeśli nie ruszamy międzynarodowych aktów prawnych, to być może dla jakichś wyższych celów, np. obrony naszej ojczyzny.

A propos ojczyzny, to po przejęciu władzy w Polsce przez tzw. prawicową formację minister obrony narodowej podpisał decyzję nr 135 o „wytycznych w sprawie kształtowania dyscypliny wojskowej w resorcie obrony narodowej w latach 2017-2018”. Znalazł się tam zapis: „Ukierunkować działalność wychowawczą na kształtowanie odpowiednich postaw u żołnierzy nawiązującą do chrześcijańskich wartości Wojska Polskiego, etosu żołnierskiego, zasad żołnierzy niezłomnych, zgodnie z tradycjami oręża polskiego ‘Bóg, Honor, Ojczyzna’”. Dwa lata później, po przejęciu resortu przez nowego ministra, w wytycznych na kolejny okres 2019-2020 nie znalazło się już odniesienie do chrześcijańskich wartości i zniknęła dewiza „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Gdy podniosła się wrzawa, zapisy te przywrócono.

Podobnie rzecz ma się z zarzutami stawianymi obecnej władzy, że po cichu sprzyja realizacji amerykańskiej tzw. ustawy 447, dotyczącej mienia bezdziedzicznego. Gdy ludzie zaczęli protestować i na ulicach manifestować, padły deklaracje odcinające się od takich zamiarów. Polski MSZ odwołał wizytę delegacji Izraela, w składzie której miały być osoby koncentrujące się na kwestiach restytucji mienia. Wielu przyjęło to z satysfakcją, ale jednocześnie w Sejmie nie dopuszczono do procedowania tzw. ustawy anty-447. A idzie bowiem o sprawy naszej ojczyzny, prawa i honoru. Najważniejsze są przecież ideały, jak mówił ks. Antoni Słomkowski, ale czy trzeba je koniecznie wymuszać poprzez protesty i uliczne manifestacje?

prof. Mirosław Piotrowski

drukuj