fot. PAP

Zmowa jest, dowodów brak

Posłowie z komisji rolnictwa przygotowują dezyderat do premiera w sprawie sytuacji na rynku zbóż. I choć ceny ziarna zaczęły rosnąć, to wciąż są o kilkadziesiąt procent niższe od stawek ubiegłorocznych. – To skutek zmowy cenowej firm skupowych i braku reakcji rządu – twierdzą posłowie.

Z danych ministerstwa rolnictwa wynika, że ceny zbóż w ostatnich tygodniach zaczęły rosnąć. Pszenica konsumpcyjna kosztuje teraz średnio 683 zł za tonę, nieco tańsza jest paszowa. Z kolei za żyto rolnicy dostają przeciętnie 447 zł, a za jęczmień – 682 złote. I choć sytuacja jest rzeczywiście lepsza niż jeszcze kilka tygodni wcześniej, to jednak ceny zbóż w porównaniu z 2012 r. są bardzo niskie. Co więcej, wielu rolników nie doczekało się wzrostu cen i musieli sprzedawać zboże, gdy było ono o 100 i więcej złotych tańsze.

Tadeusz Szymańczak z Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych zwraca uwagę, że na spadek cen wpływ miały wiosenne zapowiedzi dużej produkcji zbóż; GUS informował, że zbierzemy 27-28 mln ton, czyli ziarna będzie dużo. W rezultacie na przełomie czerwca i lipca ceny zaczęły gwałtownie spadać, bardziej niż na innych rynkach europejskich. U nas było to 30-50 proc., a na paryskiej giełdzie MATIF od 3 do 9 procent. Wiceminister rolnictwa Zofia Szalczyk przekonuje, że w innych państwach (Francja) ceny pszenicy też spadły. Szymańczak argumentował, że z powodu sytuacji na rynku zbóż stracili nie tylko rolnicy, ale i cała gospodarka.

– Czy konsumenci odczuli, że mają tańszą mąkę, przetwory zbożowe? – pytał. Okazuje się, że w sklepach taniej wcale nie jest. Firmy tłumaczą się, że zboże co prawda potaniało, ale drogie jest paliwo, prąd i inne koszty produkcji.

Resort zapewnia, że sytuację na rynku próbuje stabilizować państwowa spółka Elewarr. Ale posłowie mieli zastrzeżenia do jej działalności. Romuald Ajchler (SLD) tę właśnie państwową firmę obarczył odpowiedzialnością za rozregulowanie rynku rzepaku.

– Elewarr dawał 1,2 tys. zł za rzepak, kiedy była największa akcja skupowa. Na was wzorowały się inne podmioty gospodarcze – mówił. Tymczasem jeszcze przed zbiorami za rzepak płacono rolnikom prawie 2 tys. złotych. Posłowie mieli też pretensje do Elewarru, że za późno przystąpił do akcji skupowej. Podobną opinię prezentował minister rolnictwa Stanisław Kalemba.

Niemrawe państwo

Parlamentarzyści dziwili się, że służby państwowe działają tak niemrawo, by przeciwstawić się zmowie cenowej firm skupujących ziarno. Wskazywali, że wykryto taką zmowę np. przy budowie autostrad, a w przypadku zbóż jest cisza. Posłowie obawiają się, że śledztwo Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów potrwa do grudnia i zakończy się niczym. Tadeusz Kowalczyk (PiS) jest przekonany, że trzeba się przyjrzeć głównie Elewarrowi i Polskim Młynom, spółce należącej do byłego posła PSL Zbigniewa Komorowskiego, największych graczy na rynku zbożowym.

Elewarru bronił poseł Marek Sawicki (PSL). Przekonywał, że jedna spółka państwowa nie ma możliwości oddziaływania na rynek, bo działa na nim kilka tysięcy firm. Sawicki jest przekonany, że UOKiK nic nie zrobi, bo on jako minister rolnictwa kilka razy występował do Urzędu o takie kontrole i zawsze kończyły się one konkluzją, że zmowy cenowej nie ma.

– Zgadzam się, że nigdy nie znajdziemy żadnych dokumentów potwierdzających zmowę cenową – mówił Jan Ardanowski (PiS).

– To się odbywa w taki sposób, że trudno to udowodnić. Domyślamy się, że jest pewnego rodzaju uzgodnienie pasma cenowego, które będzie płacone. Ono różni się w poszczególnych firmach o kilkanaście złotych, żeby wydawało się, że jakiś mechanizm rynkowy działa – wyjaśniał poseł.

Komisja ma też pretensje do rządu, iż nie zabiegał o podniesienie unijnej interwencyjnej ceny skupu pszenicy. Wynosi ona od kilkunastu lat tylko 101 euro za tonę, czyli około 420-430 zł, więc ten instrument jest martwy. Żeby w ten sposób oddziaływać na rynek, skup interwencyjny powinien być prowadzony przynajmniej po 150 euro.

Posłowie obawiają się, że to skutek słabej pozycji Polski w UE, bo o podniesienie interwencyjnej ceny skupu zabiegał bezowocnie jeszcze poprzedni minister rolnictwa Marek Sawicki. Innym wytłumaczeniem może być to, że skoro tak duże spadki cen zbóż mają miejsce tylko w Polsce, to Komisja Europejska uważa, iż jest to wyłącznie polski problem, a nie unijny. Sawicki odpierał te zarzuty, przekonując, że to nie rządy unijne, ale tamtejsze bardzo wpływowe organizacje rolnicze są przeciwne podwyższaniu cen interwencyjnych.

Parlamentarzyści wskazywali też, że rynek zbóż miał stabilizować sektor biopaliw, ale niestety funkcjonuje słabo. Producenci paliw zamiast kupować biokomponenty w Polsce, nastawiają się na import. Ardanowski mówił, że taką praktykę stosuje też kontrolowany przez państwo Orlen. Zarzucał również rządowi, że nie opracował strategii rozwoju produkcji zbóż, która powinna powstać w porozumieniu z rolnikami.

Ardanowski wytknął koalicji, że nie dba o eksport zbóż, czego dowodem jest wykreślenie z planów państwowych budowy nowoczesnego terminalu zbożowego w porcie w Gdańsku. Inwestycję zaplanował jeszcze rząd PiS. Bez niej niemożliwe jest wywożenie ziarna np. do Afryki.

Z powodu sytuacji na rynku zbóż komisja rolnictwa przygotowuje dezyderat do premiera. Posłowie chcą zwrócić uwagę szefa rządu na zmowę cenową podmiotów skupujących zboże i rzepak. Ich zdaniem, państwo powinno wspierać rozwój rynku biopaliw, co skutkować będzie stabilizacją na rynku zbóż. Władze powinny też pomagać rolnikom w organizowaniu się w grupy producenckie. Istotnym postulatem jest także przystąpienie przez rząd do budowy terminalu zbożowego w gdańskim porcie, aby ułatwić eksport polskiego ziarna.

Krzysztof Losz

drukuj