W. Gadowski: Dziękuję polskim władzom za wyrzucenie pani Kozłowskiej. Oczekuję, że wyrzucą również Czeczenów, którzy głoszą w Polsce dżihad i prawo szariatu

Dziękuję polskim władzom, że wyrzuciły panią Kozłowską. Oczekuję, że będą wyrzucać następnych, także Czeczenów, którzy otwarcie w Polsce głoszą dżihad i prawo szariatu, wyższość prawa szariatu nad prawem polskim. Każdego takiego za łeb i deportacja – mówił w swoim „Komentarzu tygodnia” red. Witold Gadowski.

Dziennikarz krytycznie odniósł się do przygotowanej przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji aplikacji do tzw. dyrektywy Bieńkowskiej, która mocno ogranicza obywatelom dostęp do broni. W sprawie dyrektywy Bieńkowskiej trwa spór pomiędzy Czechami a Unią Europejską.

– MSWiA nie poczekało na rozstrzygnięcie sporu pomiędzy Republiką Czeską a władzami unijnymi – chodziło właściwie o tę dyrektywę Bieńkowskiej. Wprowadziło durny projekt przepisów, przeciwko któremu zaprotestowały wszystkie środowiska związane z obronnością, strzelcy, nawet harcerze, nie mówiąc już o osobach posiadających broń. (…) Na podobnej zasadzie moglibyśmy zakazać używania widelca i noża, bo przecież widelcem i nożem można komuś rozpłatać brzuch, przebić dłoń albo wyłupać oko. A jakoś wszyscy posługujemy się widelcem i nożem i nikt nikomu krzywdy nie robi. Dlaczego? Dlatego, że jesteśmy z tym obyci. Gdybyśmy byli tak obyci z bronią, jak z widelcem i nożem, także nie zdarzałoby się zbyt wiele wypadków – akcentował redaktor.

Witold Gadowski zwrócił jednak uwagę na postawę ministra Joachima Brudzińskiego, który wobec krytycznych opinii o projekcie, wycofał go z procedowania.

– Minister Brudziński, szef resortu spraw wewnętrznych, jak tylko usłyszał o tym, jaka jest opinia środowisk będących z bronią za pan brat na temat tej nowelizacji, która idzie dużo dalej niż dyrektywa Bieńkowskiej, wycofał projekt z procedowania w parlamencie. Minister, który słucha. Dziękuję, za to należy się ministrowi Brudzińskiemu duża pochwała. Robić błędy może każdy, ale wycofać się z błędu – do tego trzeba charakteru i pewnego społecznego słuchu – zaznaczył autor „Komentarza tygodnia”.

Publicysta pozytywnie odniósł się do deportowania przez Polskę Ludmiły Kozłowskiej, prezes Fundacji Otwarty Dialog, żony Bartosza Kramka, który opracował 16-punktowy plan destabilizacji państwa polskiego pod hasłem „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”.

– Brawo dla polskiego rządu, gromkie brawo! Wreszcie robicie to, czego od was oczekujemy. Należy wyrzucać i rozprawiać się z takimi elementami, które dążą do wywołania zamieszek, wojny domowej czy Putin wie, co jeszcze. Fundację Otwarty Dialog, Sorosa i wszystkich takich typków, którzy usiłują mieszać w Polsce, należy traktować w podobny sposób. Pan Kramek oczywiście natychmiast napisał, że jest to prześladowanie polityczne. Do wtóru z panem Kramkiem wystąpili pan Węglarczyk z Onetu i cała reszta tego dziwnego środowiska, piszcząc o tym, że oto gwałcone są prawa człowieka, bo Kozłowska wywalona została do Kijowa. Zaraz, zaraz – a to Kozłowska jest polskim obywatelem? Nie! Kozłowska ma prawo pobytu w Unii Europejskiej? Tak, jak się Polska zgodzi. A Polska już jej nie chce – mówił redaktor.

Dziennikarz wyraził nadzieję, że podobnie, jak w przypadku Ludmiły Kozłowskiej, polskie władze postąpią m.in. z Czeczenami nawołującymi do dżihadu oraz głoszącymi nadrzędność prawa szariatu nad prawem polskim.

– Dziękuję polskim władzom, że wyrzuciły panią Kozłowską. Oczekuję, że będą wyrzucać następnych, także Czeczenów, którzy otwarcie w Polsce głoszą dżihad i prawo szariatu, wyższość prawa szariatu nad prawem polskim. Każdego takiego za łeb i deportacja. Szybko w Polsce umilkną takie głosy i będzie spokój, a obywatele będą szanować polskie państwo i polskie prawo. Tak to działa w normalnym kraju – wyjaśnił Witold Gadowski.

Publicysta skomentował też postępowanie warszawskiego ratusza, który zdecydował o rozwiązaniu marszu środowisk narodowych w dniu 1 sierpnia. Pod tą decyzją podpisała się Ewa Gawor, dyrektor biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego m.st. Warszawy, która wyjaśniła, że przyczyną rozwiązania marszu były „flagi i koszulki uczestników z symboliką nawiązująca do organizacji propagujących ustrój totalitarny” oraz, że „w marszu brały udział osoby w koszulkach z emblematami, takimi jak falanga, krzyż celtycki oraz hasłami nawołującymi do nienawiści, jak‚ raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę’.

– Jednym z haseł, które chciała penalizować pani Subda-Gawor, było hasło „raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”. (…) Ja się nie dziwię, bo z mężusiem chyba fatalnie znosicie, jak się słyszy pod oknem „raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę” albo „a na drzewie zamiast liści będą wisieć komuniści”. Ależ was to boli. Dopóki takie złogi ubeckie będą obecne w naszym życiu publicznym, dopóty będziemy mieli takie zaskoczenia i będziemy mieli takie decyzje. Na szczęście przeszłość pani Gawor została upubliczniona. Oczywiście, ozwał się znowu ten sam chórek obrońców, mówiących o dzikiej lustracji, o niepotrzebnym grzebaniu w biografiach, o tym, że fachowcy nie mają życiorysów. Nie – fachowcy mają życiorys. Nabierano nas na kilka haseł: że pieniądz nie ma narodowości, a fachowcy nie mają życiorysów. Pieniądz ma narodowość, a fachowcy mają życiorysy, które determinują ich działania – podkreślił autor „Komentarza tygodnia”.

RIRM

drukuj