fot. Tomasz Strąg

[TYLKO U NAS] W. Gadowski: Chęć likwidacji przemysłu futrzarskiego to element wygaszania polskiej produkcji

To kolejny element wygaszania polskiej produkcji. Na pewno nie służy to polskiej gospodarce. Żeby budować dobrobyt kraju, trzeba coś produkować. Jeśli my wygaszamy kolejno różne gałęzie produkcji, to z czego będziemy żyć? – powiedział w rozmowie z portalem Radiem Maryja dziennikarz i publicysta Witold Gadowski. Odniósł się w ten sposób do sytuacji wokół branży futrzarskiej w Polsce.

Branża futrzarska w Polsce wyrobiła sobie określoną markę nie tylko w Europie, ale na całym świecie. Długie tradycje w tej branży owocują znakomitymi wskaźnikami eksportu. Te jasno pokazują, że Polska, tuż po Danii, jest numerem 2 pod względem produkcji i sprzedaży futer na Starym Kontynencie, na świecie plasuje się na 3. pozycji.

Niektórzy politycy Prawa i Sprawiedliwości wyszli z propozycją likwidacji branży futrzarskiej w Polsce. Pomysł ustawy zakazującej hodowli zwierząt futerkowych odbił się szerokim echem, ponieważ może doprowadzić do poważnych konsekwencji.

Likwidacja ferm doprowadzi do tego, że pracę straci około 10 tys. osób. Intratne rynki, z których zysk wydatnie przyczynia się do budowania siły naszej gospodarki, przejmą Niemcy, Rosja oraz Dania.

We wszystko włączyła się też organizacja „Otwarte Klatki”, która pomogła w organizacji wystawy „Niech futra przejdą do historii”. Obrońcy praw zwierząt nie chcą pogodzić się z warunkami, w jakich hodowane są zwierzęta.

Tego samego problemu nie ma w Danii, która mocno stawia na ekologię. Problem został stworzony po to, by załatwić tę branżę – powiedział Witold Gadowski.

– Niezależnie od tego, co powiedzą politycy, mam na ten temat swój pogląd. Zacząłem przyglądać się tej rzeczywistości od zaplecza. Rozmawiam z hodowcami, analitykami. Polska jest póki co drugim co do wielkości producentem skór i futer w Europie, po Danii. W Danii, państwie ekologicznym, ten problem w ogóle nie jest poruszany, a u nas rozpętało się na ten temat wielką dyskusję. Po co? Po to, żeby załatwić tę branżę – podkreślił Witold Gadowski w rozmowie z portalem Radiem Maryja.

Publicysta staje ramię w ramię z hodowcami i twierdzi, że likwidacja tej części przemysłu przyniesie jedynie negatywne skutki.

– To kolejny element wygaszania polskiej produkcji. Na pewno nie służy to polskiej gospodarce. Będą to kolejne punkty bezrobocia i zmniejszenie naszego dochodu. Żeby budować dobrobyt kraju, trzeba coś produkować. Jeśli my wygaszamy kolejno różne gałęzie produkcji, to z czego będziemy żyć? – dodał.

Z politykami próbują rozmawiać przedstawiciele branży, których interesy zależne są od ich decyzji. Dla nich sytuacja jest jednoznaczna. Zakaz hodowli spowoduje, że blisko 40 tys. ludzi związanych z branżę z dnia na dzień zostanie bez źródła utrzymania.

RIRM

drukuj