fot. PAP/Tomasz Gzell

„S” uzależnia podjęcie akcji protestacyjnej budżetówki od efektów spotkania z premierem

Związkowcy z „Solidarności” uzależniają podjęcie akcji protestacyjnej od efektów spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim. Strona społeczna domaga się podwyżek płac w sferze budżetowej. Rząd nie chce podwyższenia wskaźnika wzrostu wynagrodzeń w tym sektorze. W zamian proponuje wzrost funduszu płac o 2,3 procent.

Na wczorajszym posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego nie doszło do porozumienia miedzy stronami. Związkowcy chcą podwyżek od 12 do 15 procent. „Solidarność” i Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych nie wykluczają, że na jesieni wyjdą na ulice.

Tadeusz Majchrowicz, wiceprzewodniczący NSZZ „Solidarność”, zauważa, że obecnie nie ma mechanizmu, który gwarantowałyby wzrost płac. Związkowiec obawia się, że za chwilę zabraknie urzędników. Już widoczny jest odpływ osób do przemysłu.

– W innej firmie urzędnik z takim doświadczeniem, z takim wykształceniem zarabia dużo więcej, wiec jaki ma obowiązek tkwić w tej sferze budżetowej? To jest główny powód. Nazbierało się tego tak dużo, że po prostu czekamy na spotkanie z panem premierem. Jeżeli nie, to jesienią będziemy organizowali protest, ale na pewno bez tzw. obywateli RP czy innych, którzy każdą okazję chcą wykorzystywać – mówi Tadeusz Majchrowicz.

Przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda zaproponował szefowi rządu spotkanie w przyszłym miesiącu na nadzwyczajnym posiedzeniu Komisji Krajowej związku.

Choć kulminacja protestów spodziewana jest na jesieni, to akcję rozpoczęli już m.in. policjanci. Domagają się podniesienia uposażeń o ponad 600 złotych. Z kolei pielęgniarki na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie zaczęły przechodzić Na zwolnienia lekarskie.

Wzrost pensji w sferze budżetowej o 12 proc. wiązałby się z zabezpieczaniem dodatkowych ponad 10 mld złotych w budżecie państwa.

RIRM

drukuj