fot. PAP/EPA

Reakcja panamskiego rządu ws. afery „Panama Papers”

Nie milkną echa afery „Panama Papers”, którą ujawnili żurnaliści z Międzynarodowego Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych. Prezydent i premier Panamy oświadczył, że jego rząd będzie intensywnie współpracował przy jakimkolwiek śledztwie w związku z wyciekiem dokumentów z kancelarii prawnej Mossack Fonseca.

Ponad 11 milionów dokumentów pokazuje, jak kancelaria pomaga swym klientom prać pieniądze, omijać sankcje i uchylać się od płacenia podatków.

Wśród osób korzystających z jej usług są m.in. były prezydent Egiptu Hosni Mubarak, prezydent Syrii Baszar El Asad, prezydent Ukrainy Petro Porosznko czy szef Rosji Władimir Putin.

W sprawie jest też polski wątek. Klientami kancelarii byli także były prezydent Warszawy Paweł Piskorski czy akcjonariusz grupy ITI Mariusz Walter.

Ekonomista prof. Artur Śliwiński zwraca uwagę, że cała sprawa może mieć wymiar polityczny.

To nie jest żadna rewelacja. Tego rodzaju informacje są powszechnie znane od dawna i można wymienić szereg rajów podatkowych, które są wyspecjalizowane w praniu brudnych pieniędzy. Jest tu jakiś element rozgrywki politycznej, bo sprawa prania brudnych pieniędzy ma w tej chwili olbrzymią skalę; są to setki miliardów dolarów i wszyscy o tym wiedzą. To, że teraz wymieniono kilka nazwisk oznacza, że jest to albo element kampanii przedwyborczej w Stanach Zjednoczonych, ażeby te czy inne osoby zdyskredytować, albo jest to po prostu element jakiejś nowej akcji politycznej – wskazuje prof. Artur Śliwiński.

Władze Rosji określiły aferę mianem wojny informacyjnej.

RIRM

drukuj