fot. twitter.com

I prezes SN przyznała, że miała świecę podczas manifestacji dot. reformy sądownictwa. „Wszyscy mieli”

Jeszcze wczoraj pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf zapewniała, że nie uczestniczyła ze świecą w dłoniach w manifestacjach dot. reformy sądownictwa w Polsce. Dziś przyznała jednak, że miała świecę, „bo wszyscy mieli”.

To przykre, że sędzia Sądu Najwyższego mija się z prawdą – komentuje sytuację dr Lech Jańczuk, politolog.

– W zasadzie sędziowie powinni być apolityczni i niezawiśli. Natomiast jeżeli sędzia przed kamerami mówi nieprawdę, to rodzi się pytanie, w jaki sposób będzie rozstrzygała wyroki. Czy rzeczywiście te rozstrzygnięcia będą rzetelne? Sędziowie nie mogą się angażować w żadne inicjatywy polityczne, natomiast to, że niektórzy sędziowie biorą udział w  protestach stawia pod znakiem zapytania możliwość wykonywania przez nich funkcji sędziego – zwraca uwagę dr Lech Jańczuk.

Sprawa zaczęła się od wymiany zdań pomiędzy Małgorzatą Gesrdorf a doradcą prezydenta Zofią Romaszewską w trakcie sejmowych prac nad ustawą o Sądzie Najwyższym. Zofia Romaszewska oceniła, że „świeczki”, z którymi występowali sędziowie oraz nawoływania do zgromadzeń „są wysoce nie na miejscu i to powinno usuwać z zawodu”.

Małgorzata Gerdsdorf mówiła z kolei, że sędziowie SN nie chodzili z żadnymi świeczkami i ona też nie”. Jednak po tym, jak w internecie pojawiły się zdjęcia pierwszej prezes ze świeczką w dłoni – zmieniła zdanie.

„Oczywiście byłam przed Sądem Najwyższym, kiedy odbywała się demonstracja i wszyscy o tym wiedzą, wszyscy to widzieli. Miałam święcę, bo wszyscy mieli, dostałam tę świecę” – powiedziała Małgorzata Gersdorf dziś rano.

Tłumaczyła że „poszła tam, by podziękować wszystkim obywatelom” za ich wkład w walkę o niezawisłość sędziowską.

RIRM

drukuj