fot. Tomasz Strąg

Pilna potrzeba dozbrojenia polskiego wojska

Prof. Romuald Szeremietiew, historyk i specjalista od spraw wojskowych, oraz były wiceminister obrony narodowej o sytuacji w polskim wojsku i konflikcie rosyjsko-ukraińskim.

Nie będzie 2 proc. PKB na wojsko w 2015 r. Pan Tusk powiedział: „Moim zadaniem nie jest awantura, bo ktoś naczytał się romantycznych powieści”. Zapewne Pan premier ma na myśli romantyczną powieść pod nazwą: „budżet ministerstwa Federacji Rosyjskiej”. Mówi ona, że Rosja wydaje co roku ponad 4 proc. PKB. Niektórzy eksperci mówią, że już około 5 proc.  Raczej nie zamierza zmniejszyć nakładów, wręcz odwrotnie – prezydent Putin mówi, że będzie zwiększał, dlatego że to, co Rosja uważa za bardzo ważne, to jest stworzenie nowoczesnych, ekspedycyjnych sił zbrojnych, które będą mogły skutecznie interweniować na terenie krajów sąsiednich. Jest to więc wielki romantyzm.

Czy dbanie o sprawy wojskowe i o sprawność armii to czynienie awantury? To jest bardzo dziwne. Obecny rząd i Pan Premier jak wiadomo są bardzo zdolni jeśli chodzi o stosowanie różnego rodzaju kompani PR-owskich. Żałuję bardzo, że w sprawie tak ważnej nie uruchomiono żadnych środków które przekonałyby opinie publiczną – bo rozumiem, że chodzi o tego typu nastawienie, że zwiększenie budżetu obronnego nie jest jakaś fanaberią. Po prostu jest potrzebą chwili. Przypominam, że nie chodzi o żadne 4 proc., o czym kiedyś opowiadałem w swojej naiwności, ale o to, żeby z 1,95 proc. zrobić 2 proc. Przypomnę, że te 2 proc. wydawaliśmy. Bo z jednej strony było 1,95 proc. w budżecie Ministerstwa Obrony Narodowej, a oprócz tego 0,5 proc. w budżecie Państwa na samoloty wielozadaniowe, czyli na owe F-16. A więc te 2 proc. już było. Nie postulujemy jakieś rewelacyjnej zmiany, tylko przywrócenie tego, co już w Polsce było. No i okazuje się, że to, co już w Polsce było miałoby skutkować jakąś awanturą, nie wiem dlaczego.

Premier zadeklarował, że rząd będzie robił to, co do tej pory, Polska ma wpływać na politykę UE i NATO, by ta była zgodna z naszymi oczekiwaniami. Wyobraźmy sobie nas samych w wojnie energetycznej. To nie ma nic wspólnego z kwestiami, o których Pan Premier mówi. Bo oczywiście, istnieje groźba zachowania przez Rosję dotkliwych dla nas środków w sferze handlowej, natomiast zaniedbanie w sferze obronności, w sferze wojska może się zemścić, tak, jak się mści w tej chwili zaniedbanie na Ukrainie. Widać, że Ukraina nie ma siły, żeby przeciwstawić się choćby nieregularnym formacjom rosyjskim, bo separatyści (nawet uzbrojeni w rakiety i czołgi) to nie jest regularna armia. To są siły partyzanckie czy quasi-partyzanckie. Toteż armia ukraińska, jak powiedział minister obrony Ukrainy, nie mogła wystawić więcej niż 6 tys. żołnierzy, nominalnie mając ich 139 tys. Ktoś ze znajomych, który wie mniej więcej o tym, jak wyglądają możliwości polskie, powiedział mi, że w Polsce, w razie zagrożenia, wcale nie byłoby dużo lepiej. Skoro tak, to myślę, że Premier powinien o tym wiedzieć, wtedy kiedy przygotowywał się do swojego wystąpienia. Sprawa jest naprawdę poważna i nie można sobie lekceważyć tym, że jakieś nastroje – nie wiadomo czyje – powodują, że nawet tych „paru groszy” więcej nie można przeznaczyć na dozbrojenie polskiego wojska.

Co do spotkania w Mińsku, myślę, że prezydent Łukaszenka podjął dziwną grę, w której chciałby pokazać światu, że niekoniecznie jest taki rosyjski jak się wszystkim wydaje. Próbuje kombinować z Ukrainą. Dobrze się stało, że pojechała przedstawicielka spraw zagranicznych UE, a nie np. ministrowie spraw zagranicznych Niemiec i Francji. Bo wtedy byłby skandal. Sytuacja, kiedy nasi partnerzy z Trójkąta Wejmarskiego, a więc nasi najbliżsi sojusznicy, po wyeliminowaniu Polski z tych rozmów prowadzą rozmowy z Ukrainą i Rosją, ściągając do rozmów z agresorem ofiarę agresji. To niby jest to samo, ale kontekst trochę inny. Jeżeli otwiera się Łukaszence pole manewru polegające na tym, że może niekoniecznie chciałby zostać szefem białoruskiej guberni w carstwie Władimira Putina, to można na to spojrzeć z pewnym przymrużeniem oka, ale nie wiązałby z tym jakiś wielkich nadziei.

W tym, co się dzieje na Ukrainie i w tym co robi Rosja są dwa elementy, dwa czynniki, co do których nie wiemy, jak będą się rozkładać. Pierwsza kwestia to jest pytanie o sprawę wojska: ile czasu mamy na dozbrojenie armii? Druga sprawa to: ile pieniędzy to powinno kosztować, żeby to uzbrojenie było skuteczne? Otóż i w jednym i drugim przypadku słyszę (po dzisiejszych wystąpieniach w Sejmie), że tutaj nic nie wiadomo. A w sprawach strategii w sprawie kierowania obronnością, brak takiej wiedzy, to jest więcej niż zaniedbanie. To się może skończyć dla Państwa dramatycznie i przed tym przestrzegam.

RIRM 

drukuj