In vitro jest grzechem ciężkim

Z ks. bp. Józefem Wróblem, kierownikiem Katedry Teologii Życia na
Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II, rozmawia Małgorzata Pabis

W Sejmie odbędzie się głosowanie nad projektami ustaw związanymi z metodą
zapłodnienia in vitro. Na ile prawo stanowione może być wiążące dla naszego
sumienia?

– Prawo stanowione tylko wtedy jest zobowiązujące, kiedy jest odbiciem prawa
naturalnego, to znaczy uniwersalnych wartości, które w jednakowym stopniu
dotyczą wszystkich ludzi. Innymi słowy, prawo stanowione jest wyznacznikiem
postępowania moralnego, kiedy jest godziwe i sprawiedliwe. Jeśli jest
niemoralne, nie obowiązuje w sumieniu, a tym samym nikt nie może usprawiedliwiać
swoich czynów dokonanych w majestacie tego prawa.

Tak też jest w przypadku procedury in vitro, która jest jednoznacznie
odrzucana przez Kościół…

– Uczestniczenie w tej metodzie jest ciężkim występkiem przeciwko godności
człowieka, to znaczy dziecka, i winę ponoszą zarówno ci, którzy przeprowadzają
procedurę, jak i ci, którzy się na nią godzą. Uczestnictwo w tej metodzie
oznacza bowiem odrzucenie prawa naturalnego, a dla człowieka wierzącego –
odrzucenie prawa Bożego. Oczywiście, prawo to można ignorować, ale po aktualnej,
wszechobecnej w mass mediach dyskusji i po jasnych wypowiedziach Kościoła, nie
tylko polskich biskupów, ale również kolejnych Papieży, trudno zakładać, aby
szersze grono ludzi nie wiedziało, że in vitro jest ciężkim grzechem. Celem tego
stwierdzenia nie jest w żadnym razie straszenie potępieniem. Z jednej strony
jest ono przypomnieniem niezmiennego nauczania moralnego, a z drugiej strony
jest wezwaniem do nawrócenia. Człowiek świadomy grzechu jest wezwany do zmiany
swojego postępowania, zaniechania swoich grzesznych czynów i do pojednania się z
Bogiem w sakramencie pokuty.

Czy można dziś jeszcze zakładać jakąś nieświadomość grzechu wśród osób, które
korzystały bądź korzystają z metody in vitro?

– Teologia moralna jasno mówi o okolicznościach zmniejszających odpowiedzialność
moralną człowieka. Są możliwe takie sytuacje, w których człowiek do tego stopnia
emocjonalnie przeżywa swoją sytuację, że nie myśli dostatecznie jasno o wymiarze
moralnym swojego czynu. Możliwe jest również, że pod wpływem bardzo sugestywnie
przedstawianych w mediach treści ktoś uwierzy, że jego sytuacja jest do tego
stopnia nadzwyczajna, iż prawo moralne w tej właśnie sytuacji go nie obowiązuje
albo że Pan Bóg w swojej dobroci nie domaga się od niego takiego samozaparcia,
albo tak surowo go nie osądza za jego czyn. Zawsze możliwe są takie sytuacje i w
pewnym zakresie w wymiarach subiektywnych mogą one stanowić okoliczności
łagodzące, czyli mogą umniejszać odpowiedzialność moralną. Powraca jednak
wcześniej postawione pytanie, czy dziś, kiedy toczy się tak gorąca dyskusja na
temat in vitro, a Kościół zdecydowanie wyjaśnia charakter i przedstawia racje
niegodziwości tej procedury, można mówić o powszechnym zasięgu takich
okoliczności umniejszających odpowiedzialność.

Jaką odpowiedzialność ponoszą posłowie, którzy stanowią prawo dotyczące in
vitro?

– Ostatnio mówił o tym ks. abp Henryk Hoser. I dzięki mu za jasne przedstawienie
nauki Kościoła, chociaż wielu osobom to się nie spodobało. Ze swojej strony
dodam, że ostatnio można zauważyć budzącą smutek tendencję, a mianowicie brak
woli parlamentarzystów sięgania do opinii ekspertów wskazujących również na
konsekwencje medyczne i społeczne in vitro. W dyskusji wybitnie przeważają
założenia ideologiczne i racje polityczne. Czasami również – jak to słyszałem w
jednej wypowiedzi w radiu – błędne przekonanie, że to Unia Europejska nakazuje
nam wprowadzić in vitro. To nie jest prawda. Unia Europejska domaga się prawnego
rozwiązania kwestii bioetycznych. Zresztą Kościół i różne organizacje społeczne
również. Jakie rozwiązanie zostanie jednak wprowadzone, to jest wyłącznie w
gestii naszego parlamentu. Trzeba jasno powiedzieć, że posłowie i senatorowie
biorą za siebie odpowiedzialność, i to na pierwszym miejscu przed Bogiem, za
kształt prawa, które ma przecież bronić godności i praw każdego człowieka,
niezależnie od tego, czy jest w stanie tych swoich praw dochodzić, czy też
jeszcze nie. To dlatego Kościół tak bardzo się w tę sprawę angażuje.

Gdyby Ksiądz Biskup miał rozmawiać z jakimś posłem tuż przed głosowaniem, co
by mu powiedział?

– Te same słowa, które dopiero co wypowiedziałem. Obowiązkiem każdego posła jest
troska o dobre, sprawiedliwe prawo i obrona godności i praw każdego człowieka.
Obowiązkiem jest także patrzenie w przyszłość i liczenie się z konsekwencjami
społecznymi prawa, które jest wprowadzane. Przyszłe pokolenia będą oceniały
nasze decyzje i zajmowane stanowiska. Obyśmy nie musieli się ich wstydzić, tak
jak dziś Europa wstydzi się swoich pewnych przeszłych wyborów, chociaż były one
opiewane nawet w poezji i w hasłach skandowanych na masowych wiecach.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj