Drzewo w poszyciu

1954 rok, ppłk pil. Władysław Fościak wykonuje lot samolotem Ił-10. Warunki pogodowe są niekorzystne – gęsta mgła, podstawa chmur 80-100 metrów. Fościak leci, by sprowadzić innego pilota, który zgubił się w chmurach. W pewnym momencie maszyna zahacza prawym skrzydłem o drzewo. Samolot leci dalej z „kawałem” brzozy na skrzydle. Ląduje bezpiecznie na lotnisku w Ornecie na Mazurach

Wydarzenie zostało opisane szczegółowo 30 października 1960 r. na łamach „Trybuny Lotniska”, dodatku do „Wiraży”. Podpułkownik Władysław Fościak zrelacjonował je, opisując w autoryzowanym artykule „Podcięte skrzydło”, który zgłosił do konkursu na najciekawsze przeżycie lotnicze. Fościak urodził się w polskiej rodzinie pod Lwowem w niewielkiej miejscowości Zagródek Jagielloński. W 1941 r. został siłą wcielony do armii sowieckiej, skończył szkołę lotniczą w Czkałowie na Uralu. Był pilotem 6. Pułku Lotnictwa Szturmowego po II wojnie światowej stacjonującego w Tomaszowie Mazowieckim. Instruktor na samolotach szturmowych w szkole lotniczej w Dęblinie. W 1954 r. oddelegowano go na ćwiczenia na lotnisku Orneta na Mazurach. Eskadra samolotów szturmowych miała współdziałać z wojskami lądowymi. Pogoda była niepewna, słaba widzialność, niska podstawa chmur. Ze względu na naciski z dowództwa ćwiczeń mimo niesprzyjających warunków meteorologicznych nie odwołano. Fościak musiał wysłać parę samolotów. Jeden z nich wrócił po wykonaniu zadania, drugi pilot zgubił się jednak w chmurach. Wtedy ppłk Fościak decyduje się na lot osobiście, by odszukać zaginionego pilota. Leci na samolocie typu Ił-10. Towarzyszy mu tylko strzelec pokładowy. Rozpiętość skrzydeł szturmowca to 14 metrów, długość – prawie 12 metrów. Dla porównania – rozpiętość skrzydeł Tu-154M wynosi 37,55 metra, długość maszyny – 47,9 metra.

 
Po nawiązaniu komunikacji radiowej ił zniża lot do 30 metrów, podstawa chmur wynosi 80-100 metrów. Pilot podaje komendę do drugiej maszyny: „Wychodź z chmur do wysokości 50 metrów”. Kiedy ppłk Fościak dostrzega drugi samolot, zwiększa obroty silnika do maksimum, robi energiczny przechył na prawe skrzydło z zamiarem podejścia do drugiej maszyny. Jednak teren jest pagórkowaty, są zalesione wzgórza. Silny wstrząs, maszyna przechyla się na plecy – pilot najpierw sprowadza ją do lotu poziomego, kontynuuje lot i obiera kurs na lotnisko znajdujące się w odległości 45 kilometrów. Sytuacja na pokładzie jest dramatyczna, strzelec panikuje, krzyczy, że prawe skrzydło zostało uszkodzone, a lotki zablokowane. Przeważa jednak doświadczenie pilota i samolot ląduje na lotnisku w Ornecie. Nikt nie doznaje żadnego uszczerbku. Na prawym uszkodzonym skrzydle leży „kawał” ściętej brzozy. Czy można doszukiwać się tu analogii między tym zdarzeniem a uderzeniem w brzozę Tu-154? Zdania wśród pilotów są podzielone. – Ił-10 to typowy szturmowy samolot, to zupełnie inna konstrukcja. Ten samolot był przeznaczony do działań szturmowych, tupolew jest samolotem pasażerskim. Jest inny układ skrzydeł, inna masa startowa. Poza tym ił to produkcja z lat 40. ubiegłego wieku, tupolew – z lat 60. A technologia idzie przecież naprzód. Samolot Tu-154 nie był słabiutkim samolocikiem. Technologia z lat 40. m.in. przy wytwarzaniu blach na pewno była słabsza. W samolocie Ił była prosta krawędź natarcia, nie było slotów (to klapy, które wysuwają się do przodu, wzmacniają konstrukcję skrzydeł, poprawiają siłę nośną samolotu), nie było mechanizacji skrzydeł, co z kolei przewidziano w konstrukcji tupolewa – oceniają piloci, z którymi rozmawiał „Nasz Dziennik”. I przypominają zdarzenia, kiedy to samoloty zderzały się z drzewami i leciały dalej. – Rosyjskie transportowce cięły betonowe słupy – skrzydła się nie łamały. Niektóre samoloty produkcji amerykańskiej mogą lecieć nawet bez połowy skrzydła i jednego silnika. To samoloty amerykańskie. Ale przeznaczenie jest to samo – statek ma się utrzymać w powietrzu. W grudniu 2010 r. na podmoskiewskim lotnisku Domodiedowo awaryjnie lądował Tu-154, wypadł z pasa, przewrócił i rozleciał. Wyciął sporo drzew. Zginęły dwie osoby. Piloci są sceptyczni wobec ustaleń tzw. komisji Millera – według oficjalnego raportu Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego samolot zderzył się lewym skrzydłem z brzozą o średnicy pnia 30-40 cm, w wyniku czego nastąpiła utrata 6,1 m lewego skrzydła. Spowodowało to wejście samolotu w niekontrolowany obrót w lewo. – Samolot ma rozpiętość skrzydeł nieco ponad 37,5 metra. Czyli długość jednego skrzydła wynosi 18 metrów. Baza podwozia to 11 metrów, samolot ma długość 47 metrów. Jeżeli samolot stracił z tych 18 metrów jedną trzecią, zostałoby mu 12 metrów. To jak więc może ścinać drzewo na wysokości 6 metrów, przechylać się i nie orać ziemi? – zastanawiają się nasi rozmówcy. Podpułkownik Władysław Fościak zmarł w 1975 roku. Został pochowany na cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Jego grób sąsiaduje z pomnikiem smoleńskim.

drukuj