Koncesje niepewne

Amerykanie wzywają Europę do zerwania z „oszczędnościowym szaleństwem”, które wpędza strefę euro w coraz większe kłopoty gospodarcze. Niemcy, które narzucają Unii swoje decyzje finansowe, na razie nie zamierzają zmieniać neokolonialnej polityki.

W sprawie kryzysu w strefie euro wypowiedział się jeden z najbardziej znanych amerykańskich ekonomistów – Nouriel Roubini z Uniwersytetu Harvarda. Skrytykował politykę zaciskania pasa niepopartą transferami finansowymi, porównując ją z neokolonializmem. Ekonomista ostrzegł, że cofnięcie Grecji pomocy doprowadzi do upadku całej strefy euro. „Ten, kto odetnie Grecji dopływ prądu, sprowokuje totalne załamanie eurostrefy” – oświadczył Nouriel Roubini. „Jeśli Grecja się załamie, inwestorzy wpadną w panikę, a potem nastąpi run na banki w Portugalii, Hiszpanii i we Włoszech” – opisał potencjalny rozwój wypadków.

Grecka niepewność

Ostrzeżenie Roubiniego związane jest z niedzielnymi wyborami parlamentarnymi w Grecji i towarzyszącymi im pogłoskami, że eurostrefa zabezpiecza się na wypadek porzucenia przez Ateny euro i powrotu do drachmy. Przywódcy UE ostrzegali, że jeśli zwolennicy polityki cięć budżetowych przegrają wybory, Grecja nie otrzyma kolejnej transzy pomocy finansowej na spłatę długu i wtedy zmuszona będzie ogłosić bankructwo i opuścić strefę euro. Ostatnie sondaże greckie przedstawione tuż przed ciszą wyborczą przyniosły sprzeczne wyniki. Część ośrodków badania opinii publicznej wskazywała na 2-3-procentową wygraną Nowej Demokracji, która popiera restrykcyjny program oszczędnościowy narzucony Atenom przez UE, Europejski Bank Centralny (EBC) i Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). Z kolei inne instytuty badawcze uzyskały wyniki wskazujące na wysokie zwycięstwo lewicowej koalicji SYRIZA, odrzucającej „reformy”. Oba ugrupowania cieszą się około 30-procentowym poparciem.
Grecki system wyborczy jest tak skonstruowany, że zwycięzca wyborów otrzymuje dodatkowo 50 mandatów w 300-osobowym parlamencie, co powoduje, że bez zwycięskiej partii w praktyce nie da się powołać rządu. W ponownych wyborach w Grecji cała gra toczy się zatem o pierwsze miejsce w wyborach. Trzecie miejsce we wszystkich sondażach nieodmiennie zajmuje socjalistyczny PASOK, koalicjant Nowej Demokracji z ubiegłej kadencji, który może zebrać 10-13 proc. głosów. Nie można wykluczyć, że i tym razem nie uda się powołać rządu, który kontynuowałby politykę zaciskania pasa.

Chwiejne klocki

Tymczasem sytuacja w strefie euro uległa dalszemu pogorszeniu. Do Grecji, Portugalii i Irlandii, które tną wydatki w zamian za międzynarodową pomoc finansową, dołączyły Cypr i Hiszpania, którym grozi załamanie systemów bankowych. Zadeklarowana przez eurostrefę i MFW w minioną sobotę pomoc dla hiszpańskich banków, wbrew temu, co twierdzi rząd w Madrycie, stanowi w rzeczywistości „pakiet pomocowy dla Hiszpanii”, tyle że udzielony na ratowanie systemu bankowego. W zamian za tę pożyczkę Hiszpania będzie zobowiązana wypełnić twarde warunki, a więc ciąć wydatki społeczne i zdrowotne, likwidować deficyt budżetowy, wprowadzać reformy strukturalne – dokładnie tak jak Grecja. Co więcej, mimo wysokiej ceny za pomoc, jaką jest zrzeczenie się suwerenności budżetowej, uzyskana przez Madryt pomoc w wysokości 100 mld euro dla hiszpańskiego sektora bankowego z UE i tak nie wystarczy do pokonania kryzysu. – Wobec wycofywania się z Hiszpanii kapitału zagranicznego rolowanie rządowych zobowiązań przejęły banki hiszpańskie i robią to za pomocą środków EBC. Hiszpania na samo zrolowanie długu, który pod koniec ubiegłego roku wyniósł 735 mld euro, potrzebuje do 2014 r. 228 mld euro – wylicza dr Cezary Mech, były wiceminister finansów.
Nouriel Roubini wraz z innym znanym amerykańskim ekonomistą z Harvardu Niallem Fergusonem na łamach „Financial Times” wytknęli Niemcom, że ci nie wyciągneli nauki z kryzysu lat 30. XX wieku. Realizowaną obecnie przez Berlin politykę w Europie określili jako „neokolonialną”, zwracając uwagę, że to coś zupełnie innego niż federalizm. Słowem – Niemcy zgarniają dla siebie konfitury, pozostawiając słabsze kraje w długach.

 

Transfery za suwerenność

– Niemcy muszą się opodatkować na rzecz wyrównania dysproporcji w strefie euro, jeśli naprawdę chcą utrzymać wspólną walutę – uważa Cezary Mech. – Przecież są głównym beneficjentem kryzysu – podkreśla finansista.
Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, osłabione kryzysem euro (spadek kursu o 10,5 proc. od 2009 r.) poprawia konkurencyjność sprzedawanych przez Niemców towarów. Po drugie, ucieczka kapitałów z krajów peryferyjnych, którą tak boleśnie odczuwa m.in. Hiszpania, powoduje, że Niemcy pożyczają pieniądze na rynku kapitałowym praktycznie za darmo. Rentowności dwuletnich obligacji niemieckich osiągają poziomy negatywne, co oznacza, że za pożyczanie Niemcom pieniędzy trzeba jeszcze Berlinowi dopłacać. – Liczby ukazują, że Niemcy są głównym beneficjentem euro. O ile bezrobocie młodzieży przekracza poziom 50 proc. w Grecji i Hiszpanii, a 35 proc. we Włoszech, o tyle w Niemczech od 2005 r. stale spada i utrzymuje się na bezpiecznym poziomie poniżej 10 proc. od dwóch lat – cytuje twarde dane dr Mech. Osłabienie euro, jak ocenia, sprawiło, że eksport niemiecki poza UE wzrósł od 2009 r. o 42 proc., osiągając poziom ponad 420 mld euro, zaś eksport w ramach UE jest od niego jeszcze wyższy o całe 200 mld euro. I rósł w czasie kryzysu dynamicznie o 25 proc. rocznie, przekraczając poziom przedkryzysowy.
– Nadwyżka bilansu płatniczego Niemiec w okresie funkcjonowania euro, od 2004 r., szybko wzrastała, przekraczając co roku poziom 100 mld euro, stając się lustrzanym odbiciem deficytu, który notowały kraje peryferyjne eurostrefy – tłumaczy były wiceminister finansów. – Nic dziwnego, że kiedy analizujemy bilanse banku centralnego Niemiec w systemie Target2, to daje się zauważyć, że od roku 2007 Niemcy odnotowały ponad 600 mld euro nadwyżki, podczas gdy w sumie pozostałe kraje z nadwyżką (Finlandia, Holandia i Luksemburg) miały ją na poziomie dwukrotnie niższym. Równocześnie zobowiązania krajów peryferyjnych (Włoch, Hiszpanii, Irlandii, Grecji i Portugalii) wzrosły do rekordowego poziomu prawie 900 mld euro! – wylicza dr Mech. A przecież gdyby wszystkie kraje eurostrefy chciały zastosować postulowane przez Niemcy działania polegające na ograniczeniu konsumpcji i zwiększeniu eksportu, to nie byłoby tych, którzy mogliby tę nadwyżkę niemieckiego eksportu kupić.
– Jak zauważyli Ferguson i Roubini, jest różnica między federalizmem a neokolonializmem. Jaka? Otóż federalizm wymusza transfery, a kolonializm, np. w Indiach, zdegradował ten kraj z pozycji największego producenta światowego do pariasa. Niemcy, nie godząc się wspierać finansowo krajów dotkniętych kryzysem bez koncesji politycznych z ich strony, nawiązują do antysolidarnościowej polityki, którą stosowały w przeszłości – ocenia Cezary Mech. Ten rys niemieckiej polityki prezentują, jak podkreśla, wszystkie siły w tym kraju, nawet lewicowi przeciwnicy polityczni kanclerz Merkel, którzy także uważają, że bez politycznych koncesji się nie obejdzie. Przykład? Oto Viola von Cramon z Partii Zielonych po wizycie w Atenach powiedziała oburzona: „Chcą, aby dać im pieniądze, ale bez warunków, bez wpływów politycznych”. Coraz więcej rządów postawionych przed dylematem: suwerenność fiskalna i polityczna czy pomoc finansowa z Berlina, wybiera tę drugą. A przecież nie ma też żadnej pewności, że jeśli kraje oddadzą suwerenność i władzę polityczną, to transfery z Niemiec nastąpią.


drukuj