Jakub Błaszczykowski strzela wyrównującego gola Rosjanom na Euro 2012 (fot.PAP)

Najważniejsze przed nami

Rozmowa z Jakubem Błaszczykowskim, kapitanem reprezentacji Polski

Czy wyrównujący gol w meczu z Rosją, który podtrzymał nasze szanse na awans do ćwierćfinału, to najważniejsza bramka w Pana karierze?
– Myślę, że dopiero taką będę strzelał. Chciałbym, żeby to się zdarzyło, najlepiej już w sobotę. Aczkolwiek najważniejsze jest to, żebyśmy wygrywali. Nieważne, kto strzela, ale ważne jest to, żeby gole przyniosły nam trzy punkty.

Pod koniec meczu Rosjanie sprawiali już wrażenie wyczerpanych. Może warto było pójść wtedy za ciosem i zmęczonego rywala „dobić”?
– Takie rozpamiętywanie nie ma już większego sensu. Nie ma na to czasu. Rozegraliśmy dobre spotkanie i możemy naprawdę optymistycznie podchodzić do następnego meczu i przygotowywać się do spotkania z Czechami. Trzeba tylko wyciągnąć wnioski i koncentrować się na następnym meczu.

Zwycięstwo stawiałoby nas jednak w bardziej komfortowej sytuacji, bo to nas, a nie Czechów mógłby w sobotę zadowalać remis.
– Musimy sobie zdać sprawę, że równie dobrze to my mogliśmy stracić bramkę. Bo Rosjanie czekają tylko na to, żeby ich przeciwnik się odkrył. To właśnie zrobili Czesi w spotkaniu z nimi i zostali od razu skarceni czterema bramkami. Plan, który wykonaliśmy we wtorek, może mogliśmy zrealizować lepiej, wygrywając, bo szanse ku temu były. Wystarczy porównać dwie sytuacje: tę, po której Rosjanie strzelili bramkę, i tę, w której my trafiliśmy bramkarza reprezentacji Rosji w nogi – akurat w obu szczęście nie było po naszej stronie. Ale nie ma już co do tego wracać.

Kto w sobotę stanie między słupkami: Przemysław Tytoń czy kończący pauzę za czerwoną kartkę otrzymaną w meczu z Grekami Wojciech Szczęsny?
– Nie chcę wkraczać w kompetencje trenera. Myślę, że każdy ma jakieś zdanie na ten temat, aczkolwiek najważniejsza jest w tej sprawie opinia trenera i to trener będzie podejmował decyzję. Dobrze, że nie ja. Najważniejsze, żeby ta decyzja była trafna.

Przyzna Pan, że Franciszek Smuda ma jednak dylemat, na którego z bramkarzy postawić.
– Wydaje mi się, że to raczej media teraz przodują w rozstrzyganiu tego, kto powinien bronić. Jest jeszcze parę dni do tego. Na pewno nie jest to decyzja łatwa, bo zawsze jest pewnym problemem wybierać spośród dwóch dobrych, bardzo dobrych bramkarzy. Ale cóż, taka jest w pewnym sensie rola trenera, aby podejmować takie decyzje.

Do tej pory nie graliście często z Przemysławem Tytoniem jako pierwszym bramkarzem. Jak Pan ocenia to, w jaki sposób wprowadził się do pierwszego składu?
– Bardzo pozytywnie. Wszedł w trudnym momencie meczu z Grekami, obronił karnego. W meczu z Rosją naprawdę było widać tę jego pewność, która udzielała się też naszym obrońcom i w mojej opinii Przemek stanął na wysokości zadania. Teraz mamy „problem”, ale taki raczej miły.

W jaki sposób będą przebiegać przygotowania do sobotniego meczu?
– Spokojnie. Przede wszystkim czas poświęcimy regeneracji. W pewnym sensie każdy z nas odczuwa to, że jesteśmy już dwa tygodnie skoszarowani – jemy razem śniadania, obiady, kolacje, praktycznie 24 godziny na dobę spędzamy ze sobą.

Jaka atmosfera panuje w drużynie?
– Wszystko jest tak, jak ma być. Cały czas jesteśmy w grze. Zawsze może być lepiej, ale również gorzej. We wtorek pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną i po ciężkim momencie potrafiliśmy się podnieść i cały czas grać swoje, co mnie osobiście – jako kapitana drużyny – cieszy.

Do tej pory dwa mecze zremisowaliśmy. Tym razem, żeby awansować dalej, musimy wygrać. Czy w związku z tym należałoby coś zmienić w naszej taktyce na mecz z Czechami?
– Mamy teraz czas, żeby przeanalizować grę Czechów. W pewnym sensie taktyka wybrana na mecz z Rosjanami się powiodła. Oczywiście nie w stu procentach, ale teraz te wszystkie dobre rzeczy trzeba zabrać ze sobą na mecz z Czechami i grać o zwycięstwo. Nie ma innego wyjścia.

Jak daleko jesteśmy w stanie zajść w tym turnieju?
– Oj (śmiech), na tym się nie skupiam. Skupiam się na sobotnim meczu i to jest dla mnie najważniejsze. Najistotniejsze, że wszystko jest w naszych rękach, wszystko zależy od nas. Mamy założony cel i będziemy za wszelką cenę dążyć do tego, aby go osiągnąć. Wynik meczu z Czechami jest sprawą otwartą, a awans jest w naszym zasięgu. Wydaje mi się, że to będzie dla nas taki mały finał. Na pewno musimy zrobić wszystko, żeby ten mecz wygrać, i będziemy o to walczyć do upadłego.

Dziękuję za rozmowę.


drukuj