fot. PAP/EPA

Srebrny skok o tyczce Wojciechowskiego

Paweł Wojciechowski został w Zurychu wicemistrzem Europy w skoku o tyczce. Zawodnik SL WKS Zawisza Bydgoszcz w pierwszej próbie pokonał 5,70, co dało mu srebro. Wygrał halowy rekordzista świata Francuz Renaud Lavillenie. 

Piotr Lisek (OSOT Szczecin) był szósty – 5,65, a Robert Sobera (AZS AWF Wrocław) nie zaliczył pierwszej wysokości – 5,40.

Na najniższym stopniu podium stanie dwóch zawodników – Francuz Kevin Menaldo i Czech Jan Kudlicka – 5,70, którzy mieli zrzutki na niższych wysokościach i dlatego zostali sklasyfikowani za Wojciechowskim.

Droga Polaka do drugiego w seniorskiej imprezie medalu nie była łatwa – usłana bólem, operacjami i niepowodzeniami. Po mistrzostwach świata w Daegu w 2011 roku wydawało się, że kolejne lata będą należeć właśnie do niego. W Korei sensacyjnie sięgnął po złoto. Miał 22 lata i sam za bardzo nie wiedział, co się stało.

Na konferencji prasowej był speszony, nie wiedział jak radzić sobie z zainteresowaniem mediów i szumem wokół siebie. „Jestem przecież zwykłym chłopakiem. Co chcecie wiedzieć?” – pytał zdumiony i nieśmiało się uśmiechał.

Później przyszły trudne lata. Kontuzja za kontuzją. Kolejne operacje. Postanowił wrócić do swojego dawnego trenera Romana Dakiniewicza, poprosił o pomoc psychologa Zdzisława Sybilskiego. To był strzał w dziesiątkę.

„Zmieniłem się. Mam inne podejście do sportu. Patrzę na każdy, najmniejszy szczegół. Zrozumiałem, że właśnie one są ważne. Znowu kocham to co robię. Czuję głód skakania i wiem, że kolejny medal to kwestia czasu” – mówił po mistrzostwach Polski w Szczecinie. Nie pomylił się. W Zurychu skakał jak dawniej. Pewny siebie, uśmiechnięty i rozluźniony. Konkurs zaczął od 5,50. Zaliczył w pierwszej próbie. Później było 5,65 i 5,70. Nie zrzucił ani razu. Dopiero przy 5,75 zaczęły się schody. Trudności mieli jednak także rywale. Tę wysokość pokonał jedynie późniejszy mistrz Lavillenie.

Wojciechowski sięgnął po srebro. Sukces na pewno bardziej świadomy niż przed trzema laty w Daegu. Jako zawodnik jest bardziej dojrzały i wie, że sport to przede wszystkim ciężka praca. A na tym może zbudować znacznie więcej niż do tej pory.

Francuz Lavillenie wydaje się w tej chwili być poza zasięgiem. Halowy rekordzista świata pokonał w Zurychu wyskość 5,90 i obronił tytuł wywalczony przed dwoma laty w Helsinkach. To jego trzeci złoty krążek tej imprezy. Zwyciężył także w 2010 roku w Barcelonie. W dorobku ma też złoto londyńskich igrzysk olimpijskich i trzy medale mistrzostw świata, ale… żadnego złotego.

To był dziesiąty krążek biało-czerwonej ekipy wywalczony w Zurychu. Do tej pory medale zdobyli: złote – Adam Kszczot (RKS Łódź, 800 m) i Anita Włodarczyk (Skra Warszawa, młot); srebrne – Paweł Fajdek (Agros Zamość, młot), Artur Kuciapski (AZS AWF Warszawa, 800 m) i Krystian Zalewski (UKS Barnim Goleniów, 3000 m z przeszkodami); brązowe – Joanna Jóźwik (AZS AWF Warszawa, 800 m), Joanna Fiodorow (OŚ AZS Poznań, młot), Robert Urbanek (MKS Aleksandrów Łódzki, dysk) i Tomasz Majewski (AZS AWF Warszawa, kula).

Polska w dorobku ma 139. medali mistrzostw Europy – 41 złotych, 41 srebrnych i 57 brązowych.

PAP

drukuj