fot. Monika Tomaszek

Red. Ł. Brzeziński: Polscy siatkarze nie schodzą z podium, osiem turniejów pod wodzą N. Grbicia to osiem medali

Polscy siatkarze przyzwyczaili nas do wysokich standardów, szczególnie pod wodzą Nikoli Grbicia. Osiem turniejów za jego kadencji to osiem medali. Choć jest lekki niedosyt, bo była spora szansa na złoty medal, to jednak jest przede wszystkim radość, że utrzymujemy wysoki poziom i nie schodzimy z podium – powiedział red. Łukasz Brzeziński, dziennikarz redakcji sportowej Radia Maryja, w czwartkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja.

Polscy siatkarze wywalczyli brązowy medal mistrzostw świata, pokonując w decydującym meczu Czechów (3:1). „Biało-Czerwoni” po raz pierwszy w historii zajęli trzecie miejsce podczas imprezy tej rangi. Podopieczni Nikoli Gribcia zwracali uwagę, że choć nadzieje były większe, to jednak wrócili oni do kraju z „krążkiem”, podczas gdy wielu faworytów zawiodło.

– Z ostatnich mistrzostw świata regularnie przywoziliśmy medale. Brąz jest czwartym z rzędu „krążkiem” na imprezie tej rangi. Jest jednak pewien niedosyt. Biorąc pod uwagę, jak poukładały się wyniki turnieju, można było mieć nadzieję na końcowy triumf. Mieliśmy ku temu podstawy również w związku z dobrymi występami w Lidze Narodów, gdzie okazaliśmy się najlepsi. Pech jednak chciał, że najgorszy mecz zagraliśmy w półfinale z reprezentacją Włoch. Przez to została nam rywalizacja w meczu o trzecie miejsce. Z jednej strony, jest radość, że utrzymujemy wysoki poziom i nie schodzimy z podium, a z drugiej strony jest lekki niedosyt, bo była spora szansa na złoty medal – powiedział red. Łukasz Brzeziński.

– Polscy siatkarze przyzwyczaili nas do wysokich standardów, szczególnie pod wodzą Nikoli Grbicia. Osiem turniejów za jego kadencji to osiem medali – dodał.

Apetyt na zwycięstwo w turnieju znów został powstrzymany przez reprezentację Włoch. Siatkarze z Półwyspu Apenińskiego przed trzema laty pokonali Polaków w finale rozgrywanym w Katowicach. Teraz zwyciężyli w spotkaniu półfinałowym (3:0).

– Największe zastrzeżenia do Nikoli Grbicia można mieć w kontekście meczu z Włochami. Niektórzy zawodnicy, jak Kamil Semeniuk, radzili sobie słabo i należało zareagować. Mamy szeroką kadrę, mocną na wielu pozycjach. Dlatego nie rozumiem postawy trenera, który w półfinale dokonywał niewielu roszad. Mógł spróbować odmienić losy meczu, ale tego nie zrobił. Rozumiem argumenty, że nie mieliśmy Bartosza Kurka czy w pełni zdrowego Tomasza Fornala, ale kadra była mocna. Trudno mówić o słabych punktach. Niestety, w półfinale zabrakło nam lidera pokroju Kurka, co również mogło mieć wpływ na postawę całej drużyny – wskazał gość „Aktualności dnia”.

Tegoroczne mistrzostwa świata były wyjątkowe. Nie tylko przyniosły niespodziewane rozstrzygnięcia – zawiodło wielu faworytów, wśród których znajdowali się m.in. Brazylijczycy. Ale sama forma turnieju była przełomowa pod kątem liczby drużyn, bowiem format rozgrywek poszerzono do 32 zespołów.

– Mieliśmy teraz bardzo egzotyczne reprezentacje chociażby z Azji, Afryki czy Ameryki Południowej. To drużyny, które niewiele mówią siatkarskim kibicom. Sam turniej przyniósł kilka niespodzianek. Kilka potęg pożegnało się z rywalizacją na bardzo wczesnym etapie. Francuzi i Brazylijczycy nie wyszli z grupy. Amerykanom powinęła się noga w meczu z Bułgarią. (…) Czechów i Bułgarów mało kto się spodziewał w półfinale – zauważył red. Łukasz Brzeziński.

I to właśnie południowi sąsiedzi Polaków byli największym zaskoczeniem. Czesi od 2014 roku trzykrotnie nie byli w stanie zakwalifikować się na mistrzostwa świata. Z kolei na mistrzostwach Europy przez ponad 20 lat nie zajęli miejsca wyższego niż ósme. Tymczasem na Filipinach zaprezentowali się bardzo dobrze.

– Czechów nie można deprecjonować, bo awansowali ze swojej grupy kosztem Brazylii. Nie można mówić tu o przypadku. Co prawda, przegrali bezpośredni mecz. Później mieli szczęśliwą drabinkę, bo najpierw trafili na Tunezję, a później na nieobliczalny Iran. Pokazali dobrą dyspozycję i zasłużenie awansowali do półfinału. Kilku siatkarzy z Czech przewijało się w klubach Plus Ligi, więc nie są oni anonimowi. Ich czwarte miejsce to przyjemna niespodzianka i bodziec do dalszej pracy – powiedział dziennikarz redakcji sportowej Radia Maryja.

Rozmowę z red. Łukaszem Brzezińskim można znaleźć [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj