R. Patyra: Wyścig o mistrzostwo Polski nie będzie łatwy dla Legii

Zarówno Jagiellonia, jak i Lechia mają duże apetyty, grają w piłkę naprawdę solidnie, mają dobrych, doświadczonych trenerów i wreszcie dobrych piłkarzy. Jedni i drudzy na europejskie puchary zasługują. […] Lech pod wodzą Nenada Bjelicy może nie imponuje specjalnie stylem, ale jest bardzo solidny i gromadzi punkty – powiedział redaktor Rafał Patyra. Dziennikarz sportowy TVP w rozmowie z portalem Radia Maryja podsumował piłkarską jesień w polskiej Ekstraklasie.


19 grudnia zakończyła się piłkarska jesień w LOTTO Ekstraklasie. Który z zespołów był, Pana zadaniem, największym pozytywnym zaskoczeniem na tym etapie rozgrywek?

Postawiłbym na Legię Warszawa. Może ta jej dobra forma z jesieni nie jest albo nie powinna być zaskoczeniem, ale chodzi mi bardziej o to, jak ten zespół potrafił się zmienić, zmienić swe oblicze na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. Początek miał fatalny, bo ta twarz albańskiego trenera Besnika Hasiego i ta twarz, którą jednocześnie nadal ten trener warszawskiej Legii, zupełnie do tej Legii nie pasowała. To nie był klub, który chcielibyśmy oglądać. Nie mówię o warszawiakach, ale w ogóle o Polakach, gdyż jest to przecież nasz reprezentant w europejskich pucharach, w Lidze Mistrzów. Ta albańska twarz zupełnie nie pasowała do polskiego zespołu i nie pasowała również piłkarzom i kibicom. Nikomu właściwie nie pasowała.

To, co stało się z Legią po przyjściu trenera Jacka Magiery, było jakimś powtórzeniem dr Jekylla i mr Hyde’a – kompletna zmiana filozofii, zmiana jakości gry, zmiana podejścia do zawodu przez piłkarzy. W ogóle było to coś diametralnie różnego od tego, co oglądaliśmy wcześniej. Ta zmiana, szczerze mówiąc, zaimponowała mi. Zaimponował mi również trener Jacek Magiera, którego dosyć dobrze znam prywatnie, którego śledzę od dawna jako szkoleniowca i szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że on będzie potrafił przestawić się na bardzo poważne granie. Wiedziałem, że to jest człowiek, który jest poważny, który jest odpowiedzialny, który jest profesjonalistą, który nawet gdy nie pracuje, to cały czas się przygotowuje do podjęcia pracy, czyli dba o siebie, korzysta z zagranicznych stażów, cały czas się dokształca. Wcześniej pracował raczej z młodzieżą, z drugim zespołem, z juniorami. Myślałem, że to jest taka praca, która będzie mu pisana do końca życia, bo nadaje się na wychowawcę młodzieży, bo poza tym wszystkim jest po prostu dobrym człowiekiem, który potrafi znaleźć wspólny język z innymi młodymi ludźmi.

Tymczasem okazało się, że mamy trenera pełną gębą, który z każdym potrafi znaleźć wspólny język, który każdego potrafi przekonać do swojej trenerskiej filozofii, niezależnie do tego, czy to jest młody człowiek, piłkarz na dorobku, czy to jest uznana gwiazda typu Vadis Odjidja-Ofoe. Wszyscy kupili filozofię trenerską Jacka Magiery, nawet ci, którzy nie grali, tylko siedzieli na ławce, a przecież byli tacy piłkarze. Nie słychać było, żeby oni narzekali, żeby psioczyli na trenera, a więc przekonał ich wszystkich swoim profesjonalizmem, swoją uczciwością, uczciwym podejściem do pracy i to jest klucz , który właściwie każdy trener powinien obrać, jeśli w swojej pracy chce być cenionym fachowcem. Magierze się to udało i za to przed nim czapka z głowy.

Uważam, że ten awans do 1/16 finału LE to jest głównie jego zasługa, bo bez niego Legia pogrążyłaby się w strasznym marazmie, ale mieliśmy rok, podczas którego narzekalibyśmy tylko i utyskiwali. A tak mamy piękny rok w polskim futbolu, bo Legia wpisała się w taki pejzaż, który już wcześniej współtworzyła nam reprezentacja narodowa, dzięki swojemu startowi w ME czy potem też w eliminacjach MŚ.

Która drużyna, Pana zdaniem, najmocniej rozczarowała?

Jeśli chodzi o rozczarowania, wydaje mi się, że tutaj mógłbym wskazać kilku kandydatów. Na pewno rozczarowała mnie postawa Wisły Kraków, która ma duży potencjał zawodniczy, która jest klubem z tradycjami; klubem, po którym sobie wiele obiecujemy. Wydaje nam się często, że jego miejsce jest nie tylko w górnej ósemce, ale również w europejskich pucharach, bo dobrych piłkarzy Wisła cały czas w swoich szeregach ma. Jednak to, co działo się wokół samego boiska, wokół piłkarzy, wołało już o pomstę do nieba. Przekazanie klubu z takimi tradycjami w ręce pana Meresińskiego, człowieka, o którym od początku było wiadomo, że nie jest krystalicznie uczciwy, było jakimś kompletnym nieporozumieniem. Jeśli jakiś pozytyw z tej całej sytuacji może wynikać, to taki, że pan Meresiński jest już spalony w świecie futbolu i nie tylko. I bardzo dobrze, bo nieuczciwych ludzi nie potrzebujemy w żadnym sektorze życia, a tu mieliśmy do czynienia z wyjątkowo nieuczciwym człowiekiem.

Rozczarował mnie także Ruch Chorzów. Akurat tak się zbiegło, że dwie stare, uznane firmy w polskim futbolu znalazły się w tym zestawieniu. Ruch też leżał i sportowo, a przede wszystkim organizacyjnie. Sportowo to jest cały czas plac budowy. Chylę czoła przed trenerem Waldemarem Fornalikiem, który cały czas próbuje na nowo jakoś te cegiełki w chorzowskim murze poskładać . Przychodzi moment, gdy ktoś mu w ten mur wjeżdża, to się wszystko rozsypuje i on na nowo, z wielką cierpliwością to składa i trzeba przyznać, że z wielką klasą i z wielką umiejętnością, bo to jest naprawdę bardzo duża sztuka cały czas robić coś z niczego. W Chorzowie nie ma jednak też dobrego gospodarza. To, co się dzieje z tym klubem od dłuższego czasu, woła o pomstę do nieba. To klub zasłużony, taki, który wypuszczał wielu reprezentantów Polski, który jest marką, co by nie mówić. To jest cały czas klub, który tak właściwie żyje z dnia na dzień, żyje na długach. Jak dowiedzieliśmy się ostatnio, żyje też dzięki nieuczciwym obejściom przepisów. Tak nie można  funkcjonować i myślę, że życie bardzo szybko zweryfikuje Ruch Chorzów.

Dzisiaj piłka ligowa w Polsce to już jest produkt taki, który można pokazywać i można sprzedawać. Na taką amatorszczyznę, zwłaszcza taką jak w Chorzowie, po prostu nie ma tutaj miejsca. Szybko nastąpi selekcja naturalna i te kluby, które mają gliniane podstawy, gliniane nogi, szybciutko pożegnają się z ekstraklasą. Zgadzam się, że jest to zabawa dla bogatych, ale to jest też zabawa przede wszystkim dla klubów, które pracują jako nowoczesne spółki, nowoczesne przedsiębiorstwa i to jest droga dla futbolu w Polsce, bo tak też to funkcjonuje na Zachodzie.

Przejdźmy do kwestii indywidualności. Który z piłkarzy był według Pana najlepszym graczem Ekstraklasy jesienią ?

Tak na dobrą sprawę to w Polsce jesienią błyszczeli obcokrajowcy. Dla mnie Panem Piłkarzem jest Vadis Odjidja-Ofoe, który owszem, jak przychodził, to załamywałem ręce, widząc, jak bardzo jest „zapuszczony”. Miał wyraźną nadwagę, poruszał się w takim rytmie, że nawet do drużyny rezerw bym go nie wziął, ale potem ten zawodnik zaczął się pięknie budzić, pięknie odradzać. Zresztą warto też podkreślić, są taki doniesienia nieoficjalne, które gdzieś tam usłyszałem od pracowników klubu w rozmowach kuluarowych, że on bardzo poważnie podszedł do swojej przygody w Legii (odwrotnie niż Steeven Langil). Vadis Odjidja-Ofoe doskonale wiedział, że nie jest przygotowany do gry, ale bardzo uczciwie, bardzo sumiennie pracował, przykładał się, brał do siebie wskazówki trenerów i całego sztabu, starał się z każdym dniem, po prostu, poprzez pracę, stawać się coraz lepszym, niwelować zaległości treningowe, co mu się świetnie udało.

Kiedy doszedł już do formy fizycznej, to okazało się nagle, że przemieniło nam się nagle „brzydkie kaczątko” w „pięknego łabędzia” i zobaczyliśmy, że mamy w Legii i w polskiej Ekstraklasie piłkarza o nietuzinkowych umiejętnościach, kwalifikujących go do gwiazd także tej pierwszej fazy Champions League. Nie ma tutaj żadnej przesady. To był naprawdę piłkarz przez duże „P”, który organizował grę Legii, który strzelał piękne bramki, jak ta strzelona Realowi, który ma taką niesamowitą boiskową inteligencję pomieszaną z geniuszem. Potrafi zagrać genialną piłkę i zorganizować grę Legii w drugiej linii, czyli tam, gdzie rodzi się wszystko to, co dobre. Przyjemnie patrzyło się na tego zawodnika.

Drugim takim piłkarzem był Milos Krasić. Brakuje nam troszkę takiego europejskiego sprawdzianu Lechii. Lechia nie grała w pucharach, więc to też troszkę ciężej ocenić, ale patrząc na jego wyczyny w Ekstraklasie, to trzeba powiedzieć, że widać takie europejskie obycie, taką klasę. Mówię tu i o tym, co na boisku, czyli o tych umiejętnościach czysto piłkarskich, ale mówię też o tym, co nie wiąże się bezpośrednio z umiejętnością gry w piłkę. To jest człowiek, który gra niezwykle fair, potrafi docenić udane zagranie piłkarza przeciwnej drużyny, potrafi wstrzymać grę nawet wtedy, kiedy Lechia jest przy piłce i atakuje bramkę rywala np. w przewadze. Poza tym jego wpływ na poczynania Lechii jest gigantyczny. To jest druga taka postać, która ewidentnie się wybijała in plus w polskiej Ekstraklasie.

Powrót Miroslava Radovicia to też było coś, co ubarwiło polską ligę. Miro  oglądaliśmy jeszcze w lecie, kiedy jego Partizan grał z Zagłębiem Lubin i Radović nie przypominał piłkarza, którego my pamiętaliśmy z Legii. Po przyjściu do Legii niemal od razu zaczął odgrywać w niej ważną rolę w szatni, bo wiemy, jaki to jest piłkarz, jak wielkie znaczenie ma jego obecność w szatni, jak on potrafi poukładać te wszystkie sprawy związane z atmosferą, bo to jest niezwykle ważne w takim klubie. Również na boisku dawał Legii bardzo dużo. Potrafił znowu podrywać ten zespół do ataków, potrafił znowu błyszczeć w ofensywie, potrafił bez kompleksów rywalizować z gwiazdami Realu Madryt czy Borussi Dortmund. Takiego Radovicia chcemy i bardzo cieszę się, że wrócił do Legii, bo jest to człowiek związany z tym klubem, związany z Polską. Zresztą ma już przecież polskie obywatelstwo i to jest też taki człowiek, po którym widać duży potencjał nie tylko jeśli chodzi o samą karierę piłkarską, ale też o to, co może dać polskiej piłce w przyszłości, już po zakończeniu kariery.

Po rundzie jesiennej Arka Gdynia zajmuje ósme miejsce w tabeli, zaś Wisła Płock – jedenaste. Jak Pan ocenia postawę ligowych beniaminków jesienią?

Na początku byłem zaskoczony niezwykle pozytywnie, bo jedni i drudzy rozpoczęli ligę naprawdę z wysokiego „C”. Mówię tutaj zarówno o wynikach, jak i samym stylu prezentowanym przez jednych i drugich. Arka u siebie była potęgą. Gdynia na początku była twierdzą. Dobrze się to wszystko układało, a tak się też poukładało, że kiedy zadyszkę złapały obie drużyny ( w przypadku beniaminków jest to zazwyczaj kwestia czasu, niektórzy łapią tę zadyszkę jeszcze w trakcie pierwszego sezonu, dla niektórych drugi sezon pobytu w ekstraklasie jest bardzo trudny), to zaczęli potykać się mniej więcej w jednym momencie, gdzieś w okolicach ósmej, dziewiątej kolejki. Nagle dopadła ich dziwna niemoc i czasem nawet, kiedy nie byli gorsi na murawie, to przerywali mecze. To wiąże się ewidentnie z brakiem takiego doświadczenia, z brakiem ekstraklasowego obycia. Tego wszystkiego trzeba się nauczyć. Tutaj nie ma cudów. Te kluby dość dawno nie rywalizowały w elicie, a moim zdaniem są na to przygotowane i cała jesień, jeśli spojrzymy kompleksowo, tę opinię jak najbardziej potwierdza.

Arka ma nowoczesny obiekt, zagorzałych kibiców. Oba kluby mają też dobrych, pracowitych trenerów. Marcin Kaczmarek to jest człowiek, który w Płocku jest już kilka ładnych lat i jest jednym z trenerów dłużej pracujących w jednym miejscu, a na pewno najdłużej, jeśli weźmiemy pod uwagę poziom ekstraklasy i pierwszej ligi. Kaczmarek zrobił dużo dobrego w Płocku i myślę, że kiedy pojawiały się przy kryzysie Wisły takie głosy, że warto poszukać innego trenera, to naprawdę ściskałem za niego kciuki i życzyłem mu, żeby sytuacja się uspokoiła, bo warto docenić ciężką pracę, ciężką, uczciwą pracę, a on naprawdę tej pracy włożył w Wiśle mnóstwo i tę rękę Kaczmarka widać. Bardzo się cieszę, że on został i mam nadzieję, że oni jeszcze (i jeden i drugi zespół) sporo pozytywnego do tej ligi wniosą.

Myślę, że ta przerwa zimowa przyszła w dobrym dla nich momencie. Będzie czas, żeby troszkę okrzepnąć, być może troszeczkę się wzmocnić, a na pewno żeby do piłkarzy dotarła świadomość, że ta ekstraklasa to nie są dla nich za wysokie progi, bo przecież niejednokrotnie pokazywali, że wcale od rywali gorsi nie są. Arka była o krok od tego, żeby w przedostatniej jesiennej kolejce poradzić sobie z Jagiellonią Białystok i gdyby nie sędzia Szymon Marciniak i jego nietrafiona decyzja, to skończyłoby się remisem, ale napędzili białostoczanom mnóstwo strachu. To mogą być drużyny, które może nie będą nadawały rytmu tym rozgrywkom, ale stać je na wszystko, nawet na to, żeby urywać punkty faworytom, bo przecież do takich wydarzeń do chodziło. Przecież Wisła Płock urwała punkty Legii, która sposobiła się do meczu ze Sportingiem. W tych drużynach jest moc. Przy okazji zapamiętamy te ekipy choćby z pięknych bramek, bo to, co zrobił Piotr Wlazło w meczu Wisła Płock-Ruch Chorzów, to były stadiony świata i oby takich goli na ekstraklasowych stadionach padało jak najwięcej, bo wtedy ludzie będą przychodzili tłumnie na stadiony.

Kto, Pana zdaniem, włączy się w walkę o tytuł mistrza Polski?

Myślę, że ta czołówka nam się wykrystalizowała i raczej poza cztery drużyny się nie rozszerzy. Mam na myśli, tych, którzy przewodzą na dziś, czyli Jagiellonię, Lechię. Do tego dołożyłbym Legię, zaś do tej trójki doszlusuje jeszcze Lech Poznań. Między tymi czterema drużynami ten wyścig się rozstrzygnie. Spodziewam się, że w tym wyścigu najlepiej poradzi sobie Legia, ponieważ jest najmocniejsza kadrowo, a przypuszczam, że doczekamy się jeszcze jakiś wzmocnień. Nie płakałbym specjalnie nad tymi odejściami, na które się w Legii zanosi. Odejdzie najpewniej Nemanja Nikolić (Węgier kilka dni temu podpisał kontrakt z Chicago Fire – przyp. red.), ale jak pokazała Liga Mistrzów, bez tego zawodnika Legia jak najbardziej może sobie radzić. Jest to piłkarz dobry, jak na nasze warunki, jak na naszą ligę, ale jak na Europę – już niekoniecznie. Myślę, że legioniści sobie poradzą i jestem optymistą, zarówno jeśli chodzi o ich rywalizację w 1/16 finału LE z Ajaxem Amsterdam, jak również jeśli chodzi o obronę tytułu. Nawet chciałbym, żeby Legia zapewniła sobie mistrzostwo, dlatego że wierzę, że z takim doświadczeniem, wyniesionym z Ligi Mistrzów i z taką pewnością, jaką zaszczepił w Warszawie Jacek Magiera, będą w stanie poradzić sobie w kwalifikacjach do kolejnej Ligi Mistrzów, a chyba nie mógłbym tego powiedzieć dzisiaj z czystym sumieniem o żadnym innym polskim klubie.

Myślę jednak, że nie będzie to łatwy dla Legii wyścig o mistrzostwo. Zarówno Jagiellonia, jak i Lechia mają duże apetyty, grają w piłkę naprawdę solidnie, mają dobrych, doświadczonych trenerów i wreszcie dobrych piłkarzy. Myślę, że jedni i drudzy na europejskie puchary zasługują. A Lech? Lech pod wodzą Nenada Bjelicy może nie imponuje specjalnie stylem, ale jest bardzo solidny i te punkty gromadzi, a dobra praca zawsze powinna przynosić efekty i myślę, że będzie tak samo w tym przypadku i tego poznaniakom tez serdecznie życzę, bo Poznań to jest miejsce, gdzie europejskie puchary powinny gościć co sezon, bo po prostu tamten stadion, tamten klub i tamci kibice na nie zasługują.

Sport.RIRM

drukuj