LM siatkarzy. Rewelacyjna Skra dokonała niemożliwego, bełchatowianie lepsi od Zenitu
Skra Bełchatów sprawiła sensację, pokonując na wyjeździe obrońców tytułu – ekipę rosyjskiego Zenitu Kazań 3:2 (23:25, 21:25, 25:23, 27:25, 18:16). Podopieczni Władimira Alekno byli murowanymi faworytami tej potyczki i prowadzili już w setach 2:0, ale potem siatkarze z Polski zaczęli grać koncertowo i przed rewanżem są bardzo blisko awansu do Final Four Ligi Mistrzów.
Zenit Kazań to ubiegłoroczny triumfator siatkarskiej Ligi Mistrzów. Ten rosyjski potentat, prowadzi utytułowany szkoleniowiec Alekno, a w jego składzie są takie gwiazdy, jak choćby Wilfredo Leon czy Matthew Anderson. W poprzedniej rundzie Rosjanie bez problemu pokonali w dwumeczu Lotos Trefl Gdańsk, teraz tak samo mieli uporać się ze Skrą Bełchatów. Ale siatkówka to piękny sport, w którym oprócz ogromnych umiejętności, liczy się przede wszystkim umiejętność zachowania do końca koncentracji i żelaznych nerwów.
I set
Pierwszy set rozpoczął się fatalnie dla gości, od prowadzenia Zenitu 4:0. Dopiero po czasie dla trenera Miguela Falaski pierwszy punkt dla jego podopiecznych zdobył niezawodny ostatnio Srećko Lisinac. Ubiegłoroczni brązowi medaliści PlusLigi nie zamierzali łatwo oddać tego meczu rosyjskiemu potentatowi i szybko doprowadzili do stanu 5:5. Z każdą mijającą minutą coraz lepiej zaczęli grać Anderson i Leon, a wobec takiej siły rażenia żadna ekipa na świecie nie miałaby nic do powiedzenia. Zenit odskoczył do stanu 15:9 i 18:12. To nie załamało ekipy z Polski, która dzielnie (szczególnie w obronie) walczyła, aby tego inaugurującego seta przegrać jak najmniejszą ilością punktów. Taka postawa częściowo się opłaciła. Bełchatowianie przegrali do 23.
II set
Druga odsłona na otwarcie, to cios za cios z obu stron. Co warte podkreślenia, Skra świetnie grała blokiem, udało jej się zablokować nawet Leona. Obie ekipy popełniały sporo błędów, szczególnie w polu serwisowym. Po kontrze Mariusza Wlazłego goście objęli pierwszy raz w tym spotkaniu prowadzenie (11:10). Od stanu 13:11 dla bełchatowian na zagrywce stanął Karol Kłos i zepsuł ją dopiero przy czteropunktowym prowadzeniu swojej ekipy. Niestety zaraz po nim jeszcze lepszą serią w polu serwisowym popisał się Anderson. Po jego zagrywkach gospodarze osiągnęli sześciopunktową przewagę (22:16). To był najgorszy moment Skry w tym spotkaniu, podopieczni Falaski zupełnie stanęli, nic nie wychodziło nawet Wlazłemu, który został zablokowany. Dopiero Lisinac zdołał przerwać tą niechlubną serię, ale na odrabianie strat było już za późno. Zenit wygrał do 21.
III set
Po takim poprzednim secie większość ekip opadłaby z sił i pewnie w trzeciej partii nie zdołałaby nawiązać walki z rozpędzonym rywalem. Ale to nie jest domena Skry. Wprawdzie w kolejnej odsłonie, po problemach w przyjęciu zagrywki przeciwnika, Skra przegrywała już 6:9, to i tak podniosła się i zaczęła cierpliwie odrabiać straty, wykorzystując również rozprężenie w szeregach pewnego siebie przeciwnika. Po akcjach Facundo Conte i sprytnych zagraniach Kłosa Skra wyrównała na 12:12. Potem jeszcze z zagrywki ustrzelony został Robert Milczarek, ale zablokowany został Maksim Michajłow, a po punktach Lisinaca Skra objęła prowadzenie 18:17. Następnie gra toczyła się punkt za punkt do momentu, gdy w siatkę wpadł Aleksander Butko, a Wlazły zdobył ostatni punkt i jego ekipa wygrała do 23.
IV set
Kolejnego seta goście z Polski rozpoczęli doskonale. Po problemach z przyjęciem u Leona prowadzili nawet 12:7, ale co z tego, skoro ten sam Leon za chwile rozbił obronę Skry serią niesamowitych zagrywek, dzięki czemu Zenit doszedł przeciwników na dwa punkty. Po bloku na Wlazłym Rosjanie doprowadzili do remisu po 15, ale podopieczni Falaski szybko się otrząsnęli i znowu odskoczyli na trzy oczka. Po stronie gospodarzy grę w swoje ręce wzięli Anderson z Michajłowem, ale u bełchatowian na zagrywce nie zawodził Marechal, a cała ekipa świetnie grała w obronie i bloku. Po grze na przewagi więcej nerwów zachowali goście, którzy wygrali do 25, doprowadzając tym samym do tie-breaka.
V set
Pewnie, gdyby ktoś siatkarzom z Bełchatowa przed tym meczem powiedział, że dojdą aż do piątej odsłony, to braliby w ciemno ten jeden punkt. Ostatni set podopieczni Falaski rozpoczęli przegrywając 1:4, ale szybko wszystko wróciło w ich szeregach do normy i ponownie grali w dalekim Kazaniu, jakby interesowało ich tylko i wyłącznie zwycięstwo. Świetnie serwował Nicolas Uriarte, w obronie dwoił się Kacper Piechocki i chociaż Zenit raz jeszcze wyszedł na dwu-punktowe prowadzenie, to potem trwała niesamowita walka punkt za punkt, aż do stanu po 16. W samej końcówce asem popisał się Wlazły, po czym zablokowany został Leon i Skra dokonała czegoś wielkiego, wygrywając na tak trudnym terenie 3:2.
Rewanżowe spotkanie rozegrane zostanie w łódzkiej Atlas Arenie 24 marca.
***
Zenit Kazań – PGE Skra Bełchatów 2:3
(25:23, 25:21, 23:25, 25:27, 16:18)
Zenit: Matthew Anderson (23), Aleksander Butko (4), Iwan Demakow, Wilfredo Leon (31), Aleksander Gutsaljuk (6), Maksim Michajłow (16), Teodor Salparow (libero) oraz Andriej Aszczew (2), Victor Poletajew, Igor Kobzar (1) i Aleksiej Werbow
Skra: Srećko Lisinac (16), Mariusz Wlazły (14), Facundo Conte (21), Andrzej Wrona (4), Nicolas Uriarte (2), Nicolas Marechal (13), Robert Milczarek (libero) oraz Kacper Piechocki (libero), Karol Kłos (9), Marcin Janusz, Mihajlo Stanković, Marcel Gromadowski (1) i Israel Rodriguez (1)
Sport.RIRM
