fot. PAP/Marcin Gadomski

Liga Europy. Na taką grę w Europie czekaliśmy! Brawo Lechia!

Pełna kontrola niemal przez 90 minut, zaangażowanie i wybieganie, odpowiednia reakcja po strzelonej bramce i równie dobra po straconej to wszystko dało Lechii wygraną w pierwszym meczu II rundy eliminacji do Ligi Europy. Gdańszczanie pokonali Broendby IF 2:1.


Choć to dopiero II runda eliminacji do Ligi Europy, to w Gdańsku czuć było atmosferę święta. Bilety sprzedawały się jak świeże bułeczki i na stadionie zasiadło ponad 25 000 widzów. Na papierze drużyna Piotra Stokowca mogła zrobić wrażenie na polskich kibicach, bo solidnych nazwisk nie brakowało. Na ławce rezerwowych musieli usiąść reprezentanci Polski – Artur Sobiech, Rafał Wolski i Sławomir Peszko.

Polskich akcentów nie zabrakło w drużynie gości. Od pierwszej minuty w ataku zagrał Kamil Wilczek oraz były obrońca Lecha Poznań Paulus Arajuuri.

Spotkanie toczyło się podobnie do tych, do których przyzwyczaił nas już szkoleniowiec Lechii – zwarcie szyków obronnych i senny początek po to, by zaatakować w odpowiednim momencie. Gdańszczanie takie momenty potrafili znaleźć, ale nie potrafili ich wykorzystać. Marvin Schwabe obronił strzał z dystansu Karola Fili, a Lukas Haraslin beznadziejnie uderzył, mając wiele miejsca w polu karnym rywali.

Po dwudziestu pięciu minutach dobrej gry piłkarze Lechii w końcu mogli cieszyć się ze zdobytego gola. Filipa Mladenovicia w „szesnastce” sfaulował Kevin Mensah, a z jedenastu metrów nie pomylił się Flavio Paixao.

Zdobyta bramka podziałała na piłkarzy Stokowca bardzo mobilizująco, bo ci zamiast cofnąć się i bronić wyniku zaatakowali z jeszcze większą werwą, by jak najszybciej dobić rywala. To, czego zdecydowanie brakowało jednak Lechii to wykończenie. Gdańszczanie mieli bowiem kilka kolejnych dogodnych okazji, ale nie potrafili się wstrzelić.

Broendby odpowiedziało zaledwie jednym groźnym uderzeniem, z którym Dusan Kuciak mógł mieć problemy, gdyby nie fakt, że futbolówka po próbie Kamila Wilczka zmierzała w środek bramki.

Po zmianie stron wydawało się, że przyjezdni nadal nie są w stanie niczym zagrozić Lechii. Tym bardziej, że ta grała podobnie jak w pierwszej odsłonie – nie pozwalała rywalom na wiele, a sama parła do przodu po kolejne zdobycze. Piłka zatrzepotała nawet w siatce, ale sędzia odgwizdał spalonego.

Mogło wydawać się, że wszystkie plany wzięły jednak w łeb w 59. minucie. Simon Hedlund wpadł w „szesnastkę” z Michałem Nalepą na plecach, ale nic sobie z tego nie zrobił i płaskim strzałem pokonał Dusana Kuciaka.

Odpowiedź Lechii? Najlepsza z możliwych. Zaledwie cztery minuty później Patryk Lipski wykorzystał centrę Karola Fili i z niewielkiej odległości pokonał Schwabe celną „główką”. Kibice jeszcze raz zerwali się z miejsc w doliczonym czasie gry, kiedy w poprzeczkę trafił Artur Sobiech.

Drugie spotkanie odbędzie się 1 sierpnia o godzinie 19:30.

***

Lechia Gdańsk Broendby IF 2:1 (1:0)
Flavio Paixao 26’(k.) Patryk Lipski 63’ – Simon Hedlund 59’

Lechia: Dusan Kuciak – Karol Fila, Błażej Augustyn, Michał Nalepa, Filip Mladenović – Daniel Łukasik, Jarosław Kubicki – Patryk Lipski (83’ Tomasz Makowski), Lukas Haraslin (79’ Sławomir Peszko), Żarko Udovicić – Flavio Paixao (75’ Artur Sobiech)

Broendby: Marvin Schwabe – Kevin Mensah (81’ Jens Martin Gammelby), Paulus Arajuuri, Hjortur Hermannsson, Anthony Jung – Dominik Kaiser, Josip Radosević, Lasse Christensen – Simon Hedlund, Kamil Wilczek, Simon Tibbling (76’ Kasper Fisker)

Żółte kartki: Filip Mladenović, Tomasz Makowski (Lechia)

Sport.RIRM

drukuj