fot. PAP/Grzegorz Momot

K. Stoch: Sam nie sądziłem, że te skoki będą tak dobre

Po tym, co zrobili moi koledzy, głupio byłoby skoczyć 100 m i jechać ze spuszczoną głową. To oni wyzwolili we mnie energię – podkreślił Kamil Stoch po drużynowym konkursie Pucharu Świata w Wiśle.


Kamil Stoch potwierdził rolę lidera i dziś poprowadził Polaków do wygranej w konkursie drużynowym. Taki scenariusz nie był jednak wcale pewny. W serii próbnej trzykrotny mistrz olimpijski ledwo przekroczył granicę 100 m. Wróciły obawy z wczoraj, kiedy miał spore problemy, by przebrnąć kwalifikacje.

Wczoraj przeanalizowaliśmy z trenerem, co się stało. Moje skoki nie były super, ale one były i tak na dobrym poziomie. Skok kwalifikacyjny też był w miarę w porządku, jak się okazało. Przy tych warunkach, jakie dostał tutaj Dawid w serii drugiej czy ja w serii próbnej, nie ma szans tutaj skoczyć. To nawet nie jest wiatr w plecy, ale takie duszenie, przy którym zawodnik nie jest w stanie nic zrobić – mówił Stoch po sobotnim konkursie drużynowym.

Cała drużyna wykonała dzisiaj ogromną pracę – podkreślił dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli. Jak dodał, biało-czerwonych do końcowego sukcesu poniósł doping kibiców.

Atmosfera była naprawdę wspaniała, z tego można czerpać nie tylko energię, ale i inspirację do tego, co robimy. Mi to dzisiaj bardzo pomogło – dodał.

Na postawie Stocha zaważyło też zaufanie trenera. Stefan Horngacher – widząc, co się dzieje – mógł wycofać trzykrotnego mistrz olimpijskiego z konkursu drużynowego. Tak się jednak nie stało, co sam zawodnik wykorzystał w stu procentach.

Sam nie sądziłem, że te skoki będą aż tak dobre dzisiaj – tłumaczył Stoch.

Zawodnik uniknął problemów z wczorajszych kwalifikacji i treningów. Udało się wyeliminować błędy na rozbiegu, a to automatycznie przyniosło lepsze czucie.

Dzisiaj jeździło mi się już znacznie lepiej. Trener dał mi pewne wskazówki, nad którymi dzisiaj pracowałem. Dzięki temu lepiej mi się jeździło. Nie są to jakieś prędkości ponaddźwiękowe, ale takie, z których można już coś zrobić – podkreślił.

Trzykrotny mistrz olimpijski przyznał, że dziś łatwego zadania nie mieli sędziowie. Na zeskoku było bardzo nierówno, stąd trudno było ocenić, kto w jakim stylu lądował. To odbiło się m.in. na notach Piotra Żyły.

Sport.RIRM

drukuj