fot. PAP/EPA

Copa America. Argentyna musi uzbroić się w cierpliwość

Przegrany po serii jedenastek finał Copa America był dla Albicelestes kolejnym już od 1993 roku przegranym finałem wielkiego turnieju oraz trzecim z rzędu (Mistrzostwa Świata 2014 i Copa America 2007) bez zdobycia choćby jednego gola.


Na nic zdał się ogromny potencjał ofensywny Argentyńczyków, który na papierze robi naprawdę ogromne wrażenie. Najlepszy obecnie piłkarz na świecie Leo Messi, czarujący dryblingami Angel di Maria, król strzelców Premier League Sergio Aguero, finalista Champions League Carlos Tevez, czy jeden z topowych playmakerów na świecie Javier Pastore – to nazwiska z czołówki światowego futbolu. A naprzeciw? Oczywiście nie można powiedzieć, że to garstka przypadkowych grajków, ale Alex Vidal, Alexis Sanchez i Claudio Bravo wspomagani są zawodnikami takich klubów jak ACF Fiorentina, HSV, czy Internacional Porto Alegre. Niczego tym klubom nie ujmując, nie są to aktualnie potęgi w swoich krajach, a drużyna z Hamburga była nawet bliska spadku z Bundesligi.

Chilijczycy niewątpliwie zasłużyli na triumf w całym turnieju. Pomijając niezbyt miłą sytuację z Gonzalo Jarą i Edinsonem Cavanim w rolach głównych, a skupiając się wyłącznie na aspekcie gry, nie ma wątpliwości co do tego, że zasłużenie podnieśli puchar. Począwszy od pogromu z Boliwią (5:0) aż do zwycięstwa 2:1 w półfinale z Peru prezentowali miły dla oka i przede wszystkim skuteczny styl.

Argentyna z całą plejadą piłkarskich gwiazd męczyła się nawet z Jamajczykami (1:0), a prawdziwe show zaprezentowała dopiero w półfinałowym starciu z Paragwajem (6:1). Był to jednak jednorazowy wyskok, po którym wszystko wróciło do normy. Albicelestes na triumf reprezentacyjny czekają już 22 lata i poczekają jeszcze co najmniej rok. Kolejne południowoamerykańskie mistrzostwa odbędą się w 2016 roku na boiskach Stanów Zjednoczonych. Jak zawsze na Copa przyjadą w roli faworytów, ale żeby marzyć o sukcesie, muszą zacząć strzelać w finale.

Sport.RIRM

drukuj