Próbuje się wymazać pamięć o smoleńskiej tragedii

Z senator Alicją Zając, wdową po senatorze Stanisławie Zającu, który zginął w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r., rozmawia Mariusz Kamieniecki

Obchodzimy trzecią rocznicę katastrofy smoleńskiej. Dlaczego wciąż nie ma miejsca, gdzie można by godnie uczcić pamięć tych, którzy zginęli?

– Wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego władze Warszawy i w ogóle władze Rzeczypospolitej nie stanęły na wysokości zadania i na przestrzeni trzech ostatnich lat nie znalazły godnego miejsca, by upamiętnić tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem.

Owszem, są groby naszych bliskich, jest pomnik na Powązkach, ale miejsce na Krakowskim Przedmieściu, które zostało wybrane przez polski Naród w pierwszych dniach po katastrofie jako miejsce spotkania i pożegnania ofiar tragedii, jest wciąż niedostępne. To w tym miejscu powinno powstać upamiętnienie i to już w pierwszym roku po katastrofie.

Im więcej mija czasu, tym gorzej. Martwi mnie to, że wciąż odsuwa się ten temat i tę sprawę, co zresztą skrzętnie wykorzystuje strona rosyjska. Dlatego nadal nie mamy głównego dowodu w śledztwie – wraku samolotu, dokumentów, czarnych skrzynek i tak naprawdę mimo upływu trzech lat, co powinno być wystarczającym czasem, aby przybliżyć nas do prawdy, wciąż niewiele wiemy.

Gdyby nie zespół parlamentarny ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej kierowany przez Antoniego Macierewicza, to o katastrofie smoleńskiej mówiłoby się bardzo mało, a może i wcale.

W Smoleńsku również miał być pomnik, niestety nie wiadomo, kiedy on powstanie. Rosyjska prasa napisała, że pomnika nie ma, bo Polacy zażądali terenu większego niż plac Czerwony w Moskwie. O co w tym wszystkim chodzi?

– To kolejna sprawa, która źle świadczy o obecnej ekipie rządzącej Polską. Jako rodziny ofiar nie czujemy, żeby ktokolwiek z polskich władz był zaangażowany czy zainteresowany sprawą wybudowania w Smoleńsku godnego upamiętnienia.

Trudno dziwić się, że Rosjanom brakuje zaangażowania, skoro nie widać go ze strony polskiego rządu. Owszem był ogłoszony i rozstrzygnięty konkurs na projekt pomnika ofiar katastrofy lotniczej w Smoleńsku, ale to wszystko za mało. Również czas i sposób, w jaki rosyjskie media poruszają ten temat, drwiąc sobie z Polski i Polaków, nie są przypadkowe.

A zatem jest to skutek opieszałości i braku zdecydowania polskiego rządu?

– W mojej ocenie, wszystko rozstrzygnęło się w pierwszych godzinach i dniach po katastrofie, kiedy polski premier i polskie władze nie stanęły na wysokości zadania. Gdybyśmy wtedy zachowali się jak państwo partnerskie, a nie przybrali postawę petenta, wszystko wyglądałoby dzisiaj zupełnie inaczej. Dotyczy to zarówno naszego samolotu, jak i wspomnianych przeze mnie czarnych skrzynek.

Jako rodziny ofiar dystansowaliśmy się od komentowania tego wszystkiego tylko dlatego, żeby nie zarzucano nam, co zresztą i tak uczyniono, że chcemy robić kariery na trumnach naszych zmarłych. Wmawiano nam także, że zamiast pokornie pochylić się nad tą tragedią, tworzymy teorie na temat tego, co się wydarzyło.

Kiedy organizowano pogrzeby, mogło się wydawać, że ktoś nad tym wszystkim panuje. Szybko jednak okazało się, że były to tylko pozorne działania, które miały przykryć złe decyzje, niekompetencje, żeby nie powiedzieć złą wolę. Dzisiaj, kiedy zasłona dymna opadła, widać, jak to naprawdę wyglądało. Jakie były intencje, też chyba każdy dostrzega i właściwie ocenia.

Inną sprawą pozostaje trudny rosyjski partner. Na początku wmawiano nam, że śledztwo będzie krótkie, teraz widzimy, że jest przedłużane, chociażby dlatego, że wciąż nie mamy głównego dowodu – wraku tupolewa. Mało tego, dostęp do dowodów naszych prokuratorów i tych wszystkich przedstawicieli polskiej strony, którzy udają się do Rosji, jest taki, na jaki pozwalają nam Rosjanie. Niestety, mimo że sprawa dotyczy naszego mienia, to musimy podporządkować się woli Rosjan. To niezrozumiałe.

Miała Pani okazję zapoznać się z aktami niejawnymi dotyczącymi katastrofy. Czy Pani wiedza na ten temat jest teraz bogatsza?

– Mogę powiedzieć jedynie to, że badania genetyczne szczątków ofiar katastrofy przeprowadzone w Rosji zostały potwierdzone w Polsce. Przypomnę tylko, że mój mąż został zidentyfikowany na podstawie badań genetycznych. Gorszych momentów, jakie towarzyszyły mi przy okazji czytania akt, nie przeżyłam w życiu. Chodzi zarówno o treść, jak i o zdjęcia, które tworzą bardzo smutny obraz, który jeszcze bardziej przybliża sposób traktowania ciał naszych bliskich przez Rosjan. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że  nie były one traktowane w sposób należyty, i dotyczy to nie tylko tych, które ekshumowano w Polsce.

To nie zgadza się z tym, o czym publicznie zapewniała obecna na miejscu w Moskwie ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz…

– Owszem mówiono nam tam na miejscu, że Rosjanie nadzwyczaj starają się, żeby szczątki naszych bliskich jak najlepiej zabezpieczyć. Dzisiaj mogę powiedzieć, że robili wszystko, żeby jak najszybciej pozbyć się problemu.

Podobnie polskie władze robiły wszystko, żeby jak najszybciej zidentyfikować ciała, szybko je przetransportować do Polski i pochować. Był to pośpiech, który na pewno nie służył sprawie, ale któż z nas w obliczu tak ogromnej tragedii zastanawiał się nad tym głębiej, tak jak robimy to dzisiaj bogatsi o pewne doświadczenia. Jednak to nie do nas – rodzin należało decydowanie o wielu sprawach, zresztą nikt nie liczył się z naszym zdaniem, nie dopuszczał do dyskusji, a tym bardziej do podejmowania decyzji.

Gromadzono nas w sali i komunikowano, że zostaną nam pokazane ubrania, zdjęcia czy też dokonamy oględzin ciał, jeżeli zostaną nam okazane, potem rozpoznajemy albo i nie i po pewnym czasie wracamy do kraju.

Tak to w skrócie wyglądało, a my, przybici tragedią, byliśmy prowadzeni, mając zaufanie do tych, którzy te procedury organizowali. Do dziś brzmią mi jeszcze w uszach słowa min. Kopacz, która mówiąc o ciałach, wypowiedziała takie zdanie: „Idę jeszcze na dół do piwnic – jak to określiła – zobaczyć, co tam Rosjanie jeszcze mają”. Przywołując w pamięci te chwile i słowa, nie rozumiem, jak takie osoby mogą dziś podtrzymywać, że zrobiły wszystko, co mogły, żeby pomóc.

Co czuje Pani, kiedy słyszy słowa, że nikt wówczas nie mówił, że po przywiezieniu do Polski nie można otwierać trumien?

– Każdy, kto był w Moskwie i słyszał wypowiedzi min. Kopacz i min. Arabskiego, ma wielki żal, że temu, o czym wówczas mówili, dzisiaj zaprzeczają.

Najważniejszą cechą osoby publicznej jest prawdomówność. Jeżeli ktoś nie jest prawdomówny, nie jest też wiarygodny. W obliczu tego, co zaszło, te osoby straciły u mnie wiarygodność.

Czy są jakieś pytania, które wciąż Panią nurtują w związku z katastrofą i tym, co potem się wydarzyło?

– Bardzo chciałabym usłyszeć od premiera Tuska, kiedy rodziny ofiar będą traktowane z należytym szacunkiem i kiedy tę całą sprawę zacznie się traktować nie jako sprawę polityczną, która przeszkadza obecnemu rządowi, ale jako sprawę narodową, która wywarła tragiczne skutki na naszym państwie, co jeszcze długo będzie odbijać się na wiarygodności Polski na arenie międzynarodowej.

A zatem jak rząd Donalda Tuska traktuje rodziny smoleńskie?

– Tak na dobrą sprawę dziś nikt nie zajmuje się rodzinami smoleńskimi. Poza zaproszeniami na uroczystości rocznicowe, które odbywają się raz w roku, i poza zadośćuczynieniem prokuratorii generalnej, które zostały wypłacone rodzinom ofiar, nikt się nami nie interesuje. Na pewno nie czujemy żadnego zainteresowania ze strony obecnego rządu, ale może to i lepiej.

Społeczeństwo jednak pamięta…

– Owszem, ludzie pamiętają. W ciągu trzech ostatnich lat często uczestniczyłam w różnych uroczystościach poświęconych tragedii smoleńskiej i widzę, jak reaguje polskie społeczeństwo. Ostatnio byłam na poświęceniu tablicy Katyńsko-Smoleńskiej w kościele w małej miejscowości Zawadka Osiecka k. Jasła, którą ufundował jeden z mieszkańców. To przykład, że pamięć o wszystkich 96 ofiarach katastrofy, wśród których byli politycy, osoby duchowne, przedstawiciele różnych środowisk, trwa niezależnie od tego, jakie poglądy reprezentowali, bo tam na pokładzie samolotu była jedność w godzinie śmierci.

I dlatego nie wolno wyśmiewać tych, którzy świętują te rocznice. Komu przeszkadza, że każdego 10. dnia miesiąca uczestniczymy we Mszy św., modląc się za tragicznie zmarłych naszych bliskich, przyjaciół, że przechodzimy w pochodzie przed Pałac Namiestnikowski w Warszawie – miejsce, które przecież wybrał Naród, aby złożyć hołd swemu prezydentowi i 95 innym przedstawicielom naszej Ojczyzny?

O to, dlaczego się nas wyśmiewa, pytają także zagraniczni goście, którzy odwiedzają Polskę, albo nasi znajomi, którzy mieszkają za granicą. Wszyscy oni nie są w stanie zrozumieć, skąd tyle niechęci wobec tych, którzy kultywują pamięć o ofiarach 10 kwietnia 2010 r.

Co sądzi Pani o specjalnym „zespole Laska”, który ma informować i wyjaśniać społeczeństwu przyczyny katastrofy?

– W mojej ocenie, tylko komisja międzynarodowa może w sposób rzetelny i obiektywny wyjaśnić to, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.

Natomiast powoływanie komisji, w skład której będą wchodzić eksperci z Komisji Millera, uważam za niepotrzebne, bo niczego nowego nie wykryją, mało tego nie zostaną dopuszczeni do dowodów. Z kolei obiektywna komisja międzynarodowa składająca się z ekspertów z różnych państw, w której mogą być też eksperci z Rosji, a także badania naukowe wraku i czarnych skrzynek mogą doprowadzić nas do prawdy. Nikt z ekspertów z zagranicy, którzy dzisiaj biorą udział w spotkaniach parlamentarnego zespołu Antoniego Macierewicza, nie może uwierzyć, jak można było w sposób bezwarunkowy i lekkomyślny oddać śledztwo w ręce Rosji – państwa, na którego terenie doszło do katastrofy. Takiego przypadku chyba nie było nigdy wcześniej w historii i chyba nigdy już nie będzie. To także przykład negatywnego działania państwa w stosunku do swoich obywateli.

Zatem „Zespół Laska” to tylko kolejne narzędzie propagandy?

– Nie wiem… Może bardziej usprawiedliwienie niemocy czy niechęci. Powtórzę jeszcze raz, że tylko rzetelne zbadanie sprawy przez międzynarodowy i niezależny zespół ekspertów może dać odpowiedź na pytanie, co wydarzyło się 10 kwietnia na Siewiernym.

Premier Tusk, odnosząc się do „Zespołu Laska”, powiedział, że ma to być kampania „prostująca dezinformację”…

– Jeżeli tak, to najpierw trzeba byłoby spalić cały tzw. raport Komisji Millera i inne wytworzone dokumenty mówiące o faktach, które nigdy nie miały miejsca.

Kto zatem dezinformuje społeczeństwo w sprawie okoliczności związanych z katastrofą smoleńską?

– Społeczeństwo polskie, które ustawicznie karmione jest rządową propagandą, doskonale wie, kto prowadzi tę grę, i potrafi w odpowiedni sposób odczytać wszystkie fakty. Mam wrażenie, że postępując w ten sposób, rząd traktuje swoich obywateli jako osoby mało inteligentne.

Dlaczego część, a może nawet większość rodzin smoleńskich nie zabiera głosu i nie uczestniczy w obchodach, spotkaniach czy konferencjach dotyczących wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r.?

– Myślę, że nie każdy jest w stanie udźwignąć w publicznym miejscu ciężar, który wszyscy dźwigamy. Tak naprawdę nie potrafimy już przeżywać radości, która towarzyszyła nam, kiedy jeszcze żyli nasi bliscy zmarli. Nie każdy też potrafi czy chce afiszować się ze swoim bólem, który mimo upływu czasu wciąż daje o sobie znać.

Jak będą wyglądały uroczystości w Jaśle?

– Wiele osób 10 kwietnia weźmie udział w uroczystościach w Warszawie. Grób mojego męża jest jednak w Jaśle i to tu wraz z rodziną i przyjaciółmi będziemy się modlić za wszystkie ofiary tej katastrofy. Msze św. zostaną odprawione w naszej parafii – w jasielskiej farze oraz u Ojców Franciszkanów, gdzie odbędzie się także prezentacja książki dr. Roberta Zaparta pt. „Kościół katolicki i Polskie Państwo Podziemne na Rzeszowszczyźnie”, wydanej przy współudziale Stowarzyszenia im. Senatora Stanisława Zająca.

Z kolei w sobotę, 13 bm., odbędzie się II Bieg Pamięci Senatora Stanisława Zająca – półmaraton na 21-kilometrowej trasie ze Święcan do Skansenu Karpacka Troja w Trzcinicy. Udział w biegu zapowiedzieli biegacze z całego kraju, a także z Ukrainy. Ten bieg jest poświęcony pamięci wszystkich ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 r.

Dziękuję za rozmowę .

Mariusz Kamieniecki

drukuj