Papież na czas głębokiej odnowy

Nowy Papież zbyt dobrze zna rzeczywistą sytuację, by mogły go zwieść oszustwa i kombinacje opłacane przez środowiska i kręgi programowo wrogie Ewangelii i Kościołowi katolickiemu.

Wybór Franciszka na 266. Namiestnika Chrystusa z bardzo wielu względów zasługuje na wzmożoną uwagę, przy czym dwa z nich wysuwają się na pierwszy plan.

Jest to pierwszy Papież pochodzący z Ameryki Łacińskiej i w ogóle zza wielkiej wody. Choć od odkrycia i początków ewangelizacji Ameryki upłynęło ponad pół tysiąca lat, to na progu XXI wieku tamtejsi chrześcijanie zostali nie tylko zauważeni, lecz i w bezprecedensowy sposób dowartościowani.

Traktuje się ich jako w pełni dojrzałych i gotowych, aby wnieść własny wkład w dzieło umacniania i rozwijania tożsamości wyznawców Jezusa Chrystusa. Europocentryczna wizja Kościoła odchodzi powoli w przeszłość.

Co więcej, gdyby miało się – nie daj Boże! – okazać, że Europa zupełnie sprzeniewierzy się swym chrześcijańskim korzeniom, promując zboczenia oraz bezsens i upadek moralny, światło Ewangelii nie zgaśnie, lecz będzie nadal jaśniało na innych kontynentach. Patrząc wstecz, wystarczy przytoczyć przykład Azji Mniejszej: przez ponad tysiąc lat kwitło tam życie chrześcijańskie, natomiast od kilku stuleci możemy oglądać tylko ruiny dawnych sanktuariów i kościołów.

Solidna diagnoza

W Ameryce Łacińskiej rozwija się gorliwe życie religijne, lecz i tam docierają wpływy z Europy i USA niszczące tradycyjne więzi społeczne i podmywające wiarę chrześcijańską. Wybór Papieża Argentyńczyka pozwala żywić nadzieję, że Europa przestanie katolikom latynoamerykańskim kojarzyć się wyłącznie z szerzeniem dewiacji i osłabianiem wiary, z niepohamowaną konsumpcją i eksploatowaniem biedniejszych, z rozwiązłą turystyką i deptaniem fundamentalnych wartości.

Nowy Papież zbyt dobrze zna rzeczywistą sytuację, by mogły go zwieść oszustwa i kombinacje nagłaśniane przez środki masowego przekazu oraz opłacane przez środowiska i kręgi programowo wrogie Ewangelii i Kościołowi katolickiemu.

Bodaj jeszcze większe znaczenie ma drugi wzgląd. Franciszek jest jezuitą, pierwszym Papieżem wywodzącym się z Towarzystwa Jezusowego.

W moim przekonaniu, wybierając swoje imię, klarownie nawiązał nie tylko do św. Franciszka z Asyżu, ale również do św. Franciszka Ksawerego, hiszpańskiego kapłana, który żył w latach 1506-1552 i należał do grona najbliższych przyjaciół św. Ignacego Loyoli. Wspólnie z nim założył w 1534 r. zakon jezuitów i jest powszechnie uznawany za apostoła Chin i Indii oraz patrona misji, znanego z żarliwości o ustrzeżenie i głoszenie prawdy Ewangelii. Okres, w którym żył i działał Franciszek Ksawery, był naznaczony tragicznymi skutkami reformacji. W odpowiedzi na nią zwołano Sobór Trydencki.

Jezuici, przykładając wielką wagę do wszechstronnego poznawania warunków, w jakich przychodziło im działać, bardzo się przysłużyli głębokiej odnowie Kościoła, kładąc podwaliny pod duchowość, która przywróciła Kościołowi katolickiemu prężny kręgosłup doktrynalny i moralny oraz wydała wiele owoców świętości i intelektu.

Scheda „otwartości”

Istnieją wyraźne analogie między sytuacją z pierwszej połowy XVI wieku i obecną. Wprawdzie pół wieku temu odbył się II Sobór Watykański, ale miał on – jak zauważył Benedykt XVI – dwie twarze: nauczania Ojców Soborowych i swoistego „soboru” mediów.

Przeszczepianie nauczania Vaticanum II odbywało się na wiele sposobów, w tym także szkodzących Kościołowi, gdyż nie zabrakło groźnych objawów „otwartości”, która spustoszyła seminaria duchowne i domy zakonne oraz znacznie przerzedziła świątynie.

Wybudowane w Stanach Zjednoczonych i Europie zaledwie kilkadziesiąt lat temu są wyprzedawane, często za bezcen, co tworzy krajobraz zniechęcający do wierności Ewangelii i mężnego dawania jej wiarygodnego świadectwa.

Do wnętrza Kościoła wdarło się nowinkarstwo, relatywizm i bezkarność w sączeniu kłamstw i półprawd teologicznych i moralnych, co skutkuje ogólną dezorientacją oraz apostazjami, także osób duchownych. Porzucając Kościół, co widać również w Polsce, znajdują wpływowych protektorów oraz w skali nigdy dotąd niespotykanej czynią ze swej słabości cnotę, występując jako „autorytety” w oczernianiu oraz fałszowaniu wiary i obyczajów chrześcijańskich.

Skromny tytan ducha

W tym kontekście wybór jezuity na Papieża nie jest sprawą przypadku. Większość kardynałów uznała, że uzdrowienia rozmaitych aspektów nadwątlonego życia kościelnego może dokonać jedynie ktoś, kto ma w Rzymie stabilne i mocne oparcie. Generał jezuitów zawsze był uznawany za „czarnego (od koloru sutanny) papieża”.

Podczas gdy Benedykt XVI mógł czuć się osamotniony, gdyż doświadczył nielojalności i zdrady nawet w swoim najbliższym otoczeniu, i nie doczekał się solidnej pomocy ze strony katolików z własnej ojczyzny, to siłą Franciszka jest zakon, z którego się wywodzi. Jezuici, zwarci i niepodatni na obce wpływy, zahartowani w walce o czystość wiary, na pewno będą mu ogromną pomocą w rozwiązywaniu najboleśniejszych i najtrudniejszych spraw Kościoła.

Nowy Papież żył i mieszkał bardzo skromnie, jego wiek upewnia zaś nas, że ma właściwy dystans do doczesnych trosk, ambicji i pochlebstw.

Obce mu, tak samo jak Benedyktowi XVI, są doraźne rachuby i manipulacje, zabiegi o karierę i nieformalne układy, a także opinie i naciski środków masowego przekazu.

Prawdziwą siłą Kościoła jest Chrystus i Jego wyznawcy, których modlitwy i godne życie owocują trwałością i żywotnością orędzia Ewangelii. Skoro przed i podczas ostatniego konklawe nikt nie spodziewał się takiego wyboru, znaczy to, że Panem winnicy Kościoła jest sam Bóg i to On nas prowadzi, nie pozwalając, byśmy zeszli na niebezpieczne mielizny.

Ks. prof. Waldemar Chrostowski,
biblista, wykładowca na UKSW

drukuj