Marsze nie ustaną

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Krzysztof Losz

Po przyznaniu przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji koncesji na multipleks cyfrowy dla Telewizji Trwam powiedział Ojciec w Radiu Maryja, że to jeszcze nie jest ostateczne zwycięstwo. Dlaczego?

– Chociażby dlatego, że jeszcze tego nie mamy. Będziemy mieli pewność dopiero wtedy, jak już będziemy fizycznie na multipleksie, jak będziemy już za jego pośrednictwem nadawać program do wszystkich polskich domów. Kiedy ludzie będą mogli nas za darmo oglądać i czerpać prawdziwe informacje o Polsce, świecie, Kościele. Znając posunięcia tej władzy od samego początku, widać, że nie można jej ufać. Ta władza jest nieprzewidywalna. Jeśli nawet to zaufanie jest teraz trochę większe, to cały czas musi być pod kontrolą.

Ale na pewno ta pierwsza decyzja Krajowej Rady to zwycięstwo. Zwycięstwo dobra, zwycięstwo łaski Bożej i ludzkiej solidarności. Choć jeszcze nie ostateczne.

Ten brak zaufania do władz nie dziwi, wspominał przecież Ojciec i o tym, że do tej pory nie została załatwiona sprawa przyznania Radiu Maryja reszty częstotliwości, aby można było jedyne ogólnopolskie katolickie Radio odbierać rzeczywiście w całym kraju.

– Krajowa Rada tę sprawę zostawiła. Uznała, że już nie ma tego problemu. Nawet nie wspominają o tym, aby te częstotliwości nam oddać. My nie mamy w tej kwestii kontaktu z Radą. Krajowa Rada kontaktuje się z nami tylko wtedy, gdy żąda, żeby jej przesłać jakieś dokumenty czy fragmenty audycji.

Dla tych władz nie ma żadnych problemów na rynku medialnym, uważają, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, mówią, że przecież działa w kraju wiele stacji radiowych i telewizyjnych. Gdy niedawno odbywały się obchody 20-lecia powstania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, nie wykorzystano ich do dyskusji o tym, co jest dobre, a co niedobre w mediach. Zaprosili na obchody tylko ludzi z establishmentu, tych, którym rozdają częstotliwości. Żeby nikt nie mówił o problemach dotykających media.

Zgadza się Ojciec z opiniami, że decyzja KRRiT to zwycięstwo Polaków, sukces mnóstwa osób protestujących w obronie Telewizji Trwam? Ta energia ludzi, ich entuzjazm miały ogromne znaczenie.

– Ja tu przede wszystkim widzę modlitwę, bo „modlitwa przebija niebiosa”. Modlitwa, a po drugie – czyn: to zdecydowane działanie, ta determinacja ludzi. Przecież odbyło się aż 176 marszów! A po drodze były jeszcze uchwały rad gmin, miast, powiatów, sejmików wojewódzkich, kół naukowych, instytutów uniwersyteckich, stowarzyszeń i wielu innych gremiów, które nawet trudno jest policzyć. Mieliśmy poparcie Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski, poszczególnych kardynałów, arcybiskupów, biskupów, którzy upominali się o prawo nadawania na multipleksie dla katolickiej telewizji. Mówili o tym z ambon, pisali listy do prezydenta, Krajowej Rady, parlamentarzystów.

I te miliony ludzi… Zebraliśmy ponad 2,5 mln podpisów, to był ogromny zryw społeczeństwa. Ale tych podpisów byłoby jeszcze więcej, gdyby nie lęk wielu osób, że jak podpiszą protest przeciwko dyskryminacji Telewizji Trwam, to stracą pracę, rentę czy emeryturę.

Aż trudno wyobrazić sobie Polskę bez tych marszów.

– Nie mam wątpliwości, że te marsze powinny się dalej odbywać. Trzeba ludzi budzić, pokazywać im, jaka jest ta polska rzeczywistość. To nie może ustać! Cały czas powinny się odbywać marsze o wolne media w naszej Ojczyźnie, bo przecież ten jeden kanał na cyfrowym multipleksie to jeszcze nie są wolne media. Ten jeden kanał, Telewizja Trwam, to będzie tylko takie maleńkie światełko, a jeszcze nie ma prawdziwego światła. I o to światło we wszystkich mediach trzeba walczyć. Żeby nie było tego brudu, tego niszczenia przez media Ojczyzny, człowieka, rodziny. Przecież tę rodzinę, która jest podstawą Narodu, niszczy się na wiele sposobów, i ten proces następuje już od małego dziecka. A media zamiast bronić rodziny, stają na czele kampanii, której cele są całkiem odmienne: propagują rozwiązłość, życie bez ślubu, układy homoseksualne, aborcję, odradzają kobietom rodzenie dzieci, namawiają je do robienia tzw. kariery. I to trzeba zmienić.

Rzeczywiście na ulicach naszych miast podnoszono nie tylko sprawę koncesji dla Telewizji Trwam, budowania wolnych mediów, ale poruszano też wiele innych postulatów społecznych i gospodarczych. Ludzie mówili o wielu bolączkach, które ich dotykają.

– Tak, ludzie domagają się normalności, czyli przestrzegania praw Boskich i ludzkich. Tego przecież wciąż nie ma i o to musimy cały czas walczyć. Te prawa są niszczone, czego dowodem jest uderzanie w człowieka, jego deprawacja. To wszystko ludzi razi, oni chcą to zmienić, chcieliby żyć w zdrowym społeczeństwie, które szanuje prawa Boskie, które chroni rodzinę, dla którego najważniejszy jest człowiek, a nie pieniądz.

Polacy też głośno mówią na naszych marszach o problemie bezrobocia, które dotyka wszystkich, w tym ludzi młodych. Przecież w Polsce władze zrobiły wiele, żeby ludzie stracili perspektywy. Stworzyły takie warunki, żeby Polacy wyjeżdżali z Polski. To jest nienormalne i trzeba stanąć w obronie tych ludzi, którzy nie mają warunków, aby założyć rodzinę, mieć dzieci, utrzymać je, wychować na dobrych Polaków. W tym jest ogromna rola mediów. Radio Maryja, Telewizja Trwam starają się to zrobić, są z Narodem, pomagają Polakom i dlatego są tak niewygodne dla władz.

Rozczaruje zapewne Ojciec tych polityków koalicji rządowej, którzy liczyli, że po decyzji KRRiT zostanie ogłoszona decyzja o odwołaniu marszów, że ten potężny konflikt społeczny zostanie rozładowany, że władza wreszcie będzie miała spokój…

– Apeluję jeszcze raz: nie dajmy się uśpić. Dlatego mówię: dziękujemy. Ale o krzywdzie pamiętamy, ona nie została jeszcze naprawiona. O te sprawy medialne, o których wcześniej wspomniałem, musimy cały czas walczyć. Musimy dążyć do tego, aby zmieniać media. One teraz są zatrute, a zatrute media działają jak zatrute powietrze: człowiek wtedy jest chory.

Gdy przeglądałem fora internetowe, zauważyłem, że informacje o decyzji Krajowej Rady należały do najczęściej komentowanych wiadomości. I jest wiele słów wdzięczności Bogu, ale również wezwań do solidarności, aby nie zapominać o innych sprawach trapiących Polaków. To bardzo znamienne.

– Absolutnie. Wielu ludzi widzi, co się wokół nich dzieje, i nie dają się uśpić. Nie pozwólmy sobie na to, aby traktowano nas jak dziecko, któremu da się cukierka i ono się uspokoi. Przypomnijmy sobie, jak byliśmy wcześniej traktowani – tak jak byśmy byli ludźmi gorszej kategorii. Przykładem niech będzie wycofanie przez rząd dotacji unijnych dla Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Przecież to było uderzenie w młodzież, uderzenie w przyszłość Narodu. Nasi rządzący doskonale wiedzą, co znaczy dobrze wychowana, wykształcona młodzież. To jest zagrożenie dla tego systemu kłamstwa, jaki nas otacza. Zresztą do dzisiaj jesteśmy gnębieni.

W jaki sposób?

– Choćby przez kontrole. Ja nie mówię, żeby nas nie kontrolować, nie stawiamy się ponad prawem. Ale czym innym jest kontrola, a czym innym gnębienie. Takie kontrole trwają miesiącami, przeszkadzają nam w pracy. I tak dzieje się nie tylko z nami. Wystarczy, że gdzieś w Polsce pojawi się jakaś dobra inicjatywa, to zaraz nasyłane są kontrole, a z ludzi robi się aferzystów. Po to, aby przeciwdziałać powstaniu czegoś wartościowego, dobrego dla Narodu.

Kilka razy mówił Ojciec o tym, że nie możemy dać się uśpić. Czy ten ruch społeczny, jaki wywołała dyskryminacja Telewizji Trwam, to dowód na to, że Polacy się przebudzili?

– Wielu ludzi było już obudzonych, ale nie wiedzieli, że nie są sami. Teraz się odnajdują, jednoczą. Może przy okazji inni, którzy widzą to wszystko, też się obudzą? Zobaczymy. Mam nadzieję, że tak, bo w Polsce jest jeszcze tak dużo do zrobienia.

 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj