fot. PAP

Donald Tusk wyjeżdża dla immunitetu?

O celowości wyjazdu Donalda Tuska do Brukseli oraz o podsumowaniu siedmiu lat jego rządów na czele koalicji PO-PSL mówi socjolog i wykładowca akademicki prof. Andrzej Zybertowicz.

Myślę, że tę sprawę warto rozważyć poważnie, ale i żartobliwie. Dlaczego także żartobliwie? Dzisiaj bardzo wielu rzeczy nie wiemy. Gdy chcemy oceniać awans Donalda Tuska, powinniśmy rozważać i interpretacje optymistyczne, i pesymistyczne – niekorzystne dla Polski.

Interpretacja optymistyczna byłaby taka, że oto mieliśmy premiera, który dobrze rządził swoim krajem, zwiększył pozycję Polski w Europie, stał się poważnym, samodzielnym graczem i dzięki temu jako przedstawiciel tego kraju, jako sprawny polityk, także  na arenie międzynarodowej, otrzymał istotą funkcje w UE. Nie jest to funkcja decydująca, ale jest to funkcja istotna, z której będzie można, gdyby Donald Tusk chciał, wywierać pewien wpływ na bieg spraw w Unii.

Rozważmy teraz interpretację pesymistyczną i zacznijmy od informacji, którą dwa, czy trzy lata temu podał tygodnik „Wprost”: że Donald Tusk bardzo mało zajmuje się rządzeniem w Polsce, że są tygodnie, w których we wtorek przylatuje do Warszawy, a w czwartek z niej wylatuje, że bardzo często wyjeżdża na przedłużone weekendy do domu w Sopocie, że wiele spraw puszcza samopas. Otóż powstaje pytanie: na co Donald Tusk zużywał tę energię życiową? Sam, w rozmowie z jednym, z polityków słowackich miał powiedzieć, że „piłka nożna go bardziej kreci niż polityka”.  Oto najważniejszy reprezentant demokracji w Polsce mówi, że tak naprawdę ta misja polityczna go specjalnie nie ekscytuje. W świetle jego nominacji na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej nasuwa się przypuszczenie, że interesowała go gra o osobistą pomyślność, o awans materialny i symboliczny, ale także o uzyskanie immunitetu.

Dzisiaj wielu rzeczy nie wiemy, ale gdyby system medialno-demokratyczno-prawny w Polsce funkcjonował  normalnie, w sposób dojrzały, myślę, że są co najmniej trzy pola, które wymagałyby analizy rzeczowej, politycznej i prawnej, żeby rozważyć ewentualną odpowiedzialność Donalda Tuska przed Trybunałem Stanu. Pierwsza sprawa, to bezpieczeństwo energetyczne. Druga sprawa, to jakość tajnych polskich służb i kontrwywiadowcza ochrona kraju. Trzecia sprawa, to śledztwo po tragedii smoleńskiej. Pozwolę sobie przedstawić kilka uwag w każdej z tych spraw. Otóż Donald Tusk, jeszcze w czasie, gdy żył śp. prezydent Lech Kaczyński (któremu także doradzałem na polu polityki energetycznej), przeprowadził rozmowy bezpośrednio kierowane przez ówczesnego wicepremiera Waldemara Pawlaka. Były to rozmowy na temat kontraktu gazowego z Rosją, który jest dla Polski bardzo niekorzystny. Zawarty jest na wiele lat, nie licząc się z tym, że nowe technologie mogą spowodować zmiany nośników energii. To kontrakt, którego efektem jest to, że Polska bezpośrednio sąsiadująca z Rosją, płaci w krajach Unii najwyższą cenę za gaz. Można tu postawić co najmniej zarzut niegospodarności szkodliwej dla państwa i dobra publicznego; niegospodarności, której efektem jest tak bardzo niekorzystny dla Polski kontrakt gazowy. Wiąże się z tym inny obszar zaniedbania naszego bezpieczeństwa energetycznego, mianowicie: opóźnienia w budowie gazoportu, który był projektem zainicjowanym przez rząd PiS. Na plus trzeba oddać PO, że ten projekt kontynuowała, ale robiła to nieudolnie. W tym momencie możemy od problematyki bezpieczeństwa energetycznego i zaniedbań ekipy Donalda Tuska przejść do problematyki tajnych służb.

Otóż niedawno dziennik „Rzeczpospolita” ujawnił, sprawę wielkiej włoskiej firmy, która realizuje główne zlecenia i inwestycje  związane z gazoportem. To inwestycje znacząco opóźnione, które powodować mogą poza konsekwencjami handlowymi renegocjację umowy z Katarem, w której zobowiązywaliśmy się, że w tym roku będziemy odbierali gazowce z tego kraju. Ta sytuacja powoduje, ze nie mamy dywersyfikacji takiej, jaka jest możliwa, w sytuacji, gdy Rosja bawi się w przykręcanie kurka. Otóż okazało się, że ta włoska firma, która realizuje gazoport, wykonuje jednocześnie wielkie zlecenia dla Gazpromu. Zatem Polacy spowodowali, że zlecenie dla naszego państwa, które to zlecenie ma uniezależniać nas od Rosji, wykonuje włoska firma, która jest w istotnej mirze zależna od rosyjskiego Gazpromu. Przyczyna wyboru takiego wykonawcy inwestycji leży w słabości naszych tajnych służb wywiadu i kontrwywiadu, który nie potrafił rozpoznać pól zagrożeń. Analitycy wskazują, że Rosjanie posiadają instrumenty, żeby powodować opóźnianie tej inwestycji,  co oczywiście jest w ich interesie. Otóż osłabienie polskich tajnych służb, które nastąpiło za rządów Donalda Tuska, przyczyniło się między innymi do tej sytuacji.

Tak samo afera nagraniowa, to kolejny przejaw tego, że tajne służby za Donalda Tuska nie realizują interesu państwa, nie chronią osób kierujących państwem przed nielegalnymi podsłuchami. Odpowiedzialny za to jest Donald Tusk, który w wielokrotnie  cytowanym przeze mnie wywiadzie dla tygodnika Polityka z lutego 2008 wskazał, że jest świadomy niesprawności polskich tajnych służb, a mimo to przez niemal siedem lat nie zrobił nic, by skutecznie  tę niesprawność zmniejszyć. Ta sprawa także, po spokojnej analizie, która musiałaby wykroczyć poza kompetencje socjologa i politologa – mianowicie mieć precyzyjny wymiar prawny – być może kwalifikowałaby się do Trybunału Stanu. Trzecia kwestia, to rażące zaniedbania w zakresie dochodzenia do ustalania przyczyn tragedii smoleńskiej. Lista tych zaniedbań jest bardzo długa. Wszyscy, którzy się bliżej interesują, tę sprawę znają i można uznać, że Donald Tusk tak, jak w dwóch pozostałych kwestiach, jest tu odpowiedzialny.  Zwróćmy uwagę, że mówiąc o tej formule, wokół której jest trochę żartów w internecie („Wina Tuska”), zogniskowałem swoją uwagę na trzech sprawach o charakterze strategicznym, za które premier odpowiada.

Sprawy wyżej wymienione, to nie są sprawy trzeciorzędne, powiatowe czy gminne. To są sprawy, za których przebieg bezpośrednio odpowiada premier. Jeśli teraz wyobrazimy sobie, że przyszłoroczne wybory parlamentarne przegra PO, i PiS obejmie rząd, to trzeba się liczyć z tym, że zamrożone obecnie procedury ustalania prawdy o tych sprawach (o kontrakcie gazowym z Rosją, o zaniedbaniach w realizacji gazoportu, o zaniedbaniach w zakresie ochrony kontrwywiadowczej kraju i całej serii skandalicznych zaniedbań związanych z wyjaśnianiem tragedii smoleńskiej) będą przecież analizowane przez ekspertów krajowych i zagranicznych.  I z tego punktu widzenia Donald Tusk, który wie znacznie więcej o tym wszystkim niż ja i inni ludzie, wie co ma do ukrycia. Immunitet jaki uzyskał dzięki objęciu tej istotnej unijnej posady, bez wątpienia daje mu chwilę oddechu – oddechu, bo będzie mógł spokojnie funkcjonować i dlatego jego głównym interesem, jeśli PiS obejmie władzę, nie będzie sprawne realizowanie tej nowej funkcji zgodnie z interesem Polski, tylko takie przymilne układanie się z przywódcami innych krajów Unii, żeby po 2,5 roku (po okresie sprawowania tej funkcji) uzyskać drugą kadencje, aby swój immunitet przedłużyć.

Zatem bawiąc się w małą psychoanalizę, że jednym z motywów zabiegania się, przymilania się Donalda Tuska do przywódców zachodnich, podejmowania zobowiązań szkodliwych dla Polaków (mam na myśli w szczególności umowę z premierem brytyjskim, dzięki której to umowie ucierpią polscy emigranci w Wielkiej Brytanii, a Donald Tusk zagwarantował sobie po wcześniejszym poparciu Angeli Merkel tę nominację), Donald Tusk prawdopodobnie wewnętrznie jest świadom, że dokonuje ucieczki z państwa, które pod wieloma względami jest w kiepskim stanie. Jest świadom, że prędzej czy później system prawny polskiego państwa albo badacze powiedzą opinii publicznej prawdę o tych bardzo poważnych obszarach zaniedbań byłego premiera – zaznacza prof. Andrzej Zybertowicz.

Audio MP3

Pobierz

RIRM

drukuj